"13 powodów" dwa lata temu odmieniło świat seriali młodzieżowych i trafiło do czołówki moich ulubieńców. Historia Hannah wstrząsnęła mną i pochłonęła już od pierwszego odcinka. 2. sezon co prawda nie podwyższył poziomu, ale był ciekawym uzupełnieniem i oglądałam go z przyjemnością. Na wiadomość o kontynuacji odczułam sprzeczne emocje. Historia dla mnie się już zakończyła, ale finał pozostawił pewną ciekawość. Podświadomie czułam jednak, że 3. sezon nie ma prawa się udać. Zwiastun utwierdził mnie w tym przekonaniu, a pierwszy odcinek nie pozostawił żadnych złudzeń. 3. sezon utracił wszystko to, co było atutem i wyróżnikiem serialu; wszystko to, za co pokochały go miliony. Tym razem wszystko toczy się wokół zamordowania Bryce'a. Każdy z bohaterów miał bowiem powód, aby zabić. Wciąż na ekranie spotykamy Tyler'a, który nie otrząsnął się po traumatycznych przeżyciach związanych z Monty'm; Jessicę, próbującą układać sobie życie po gwałcie; Clay'a czy Justina. Nowy sezon, te same problemy. Co zatem poszło nie tak? Wszystko..., ale przeanalizujmy to po kolei.
Nieudane "kilka miesięcy później"
Ten zabieg niekiedy się sprawdza. Najczęściej jednak powoduje w widzach rozczarowanie i tak też właśnie stało się w tym przypadku.
Finałowa scena 2. sezonu pozostawiła wiele niedopowiedzeń i miała być furtką do kontynuacji, co wzbudziło ciekawość. Sama zastanawiałam się, jak twórcy to rozwiną, ale lipa, bo.... pierwszy odcinek 3. sezonu nie wraca do tamtych wydarzeń, minęło od nich sporo czasu. To pierwszy ( i o zgrozo nieostatni) komunikat od twórców: "nie mamy pomysłu, jak pociągnąć to dalej". Poszli na łatwiznę.
"Nowa bohaterka uratuje ten sezon!"- pomyśleli i jakże się pomylili.
Pojawia się znikąd, wszystko o wszystkich wie i denerwuje na każdym kroku. To ona według Netflixa miała pociągnąć ten sezon. Tymczasem Ani jest tu postacią zbędną dla fana, mało wiarygodną, bezbarwną. Kompletnie nie mogłam jej polubić. Nie winię za to aktorki, która widać bardzo się starała. Jeśli nie wierzysz narratorce opowieści, to wszystko się sypie.
Serio Bryce?! Serio? Czemu nie Tyler?
W oczekiwaniu na 3. sezon liczyłam, że tym razem skupią się na Tylerze. Wiadomo było, że ktoś musi zastąpić Hannah, ale nie sądziłam, że postawią na Bryce'a. Według mnie to najgorsza decyzja twórców. Wystarczyło głównym bohaterem uczynić Tyler'a, któremu widz współczuł, przeżywał jego historie. Wydarzenia z 2. sezonu były idealnym tłem, aby to uczynić. Można było postawić także na Tony'ego- tajemniczego, którego widz jest dalej ciekawy. Każdy byłby lepszy niż Bryce.
Czarne nie jest czarne.
3. sezon ma rehabilitować Bryce'a i pokazać jego dobrą stronę. Scen w których bohater pomaga bliskim, ukazuje swoją wrażliwość jest pełno. Są robione bardzo na siłę i nikt w nie nie wierzy. Dwa sezony pokazują nam, że coś jest czarne, a teraz próbują wmówić, że jednak białe. Cudowna przemiana jest do bólu nierealna. Widz musiałby mieć problemy z pamięcią, aby to kupić. Rozumiem, że chciano w ten sposób udowodnić, że w każdym z nas drzemie dobro, nawet w z pozoru złych ludziach. Myślę jednak, że bardziej oczekujemy sprawiedliwości i gwałciciel powinien zostać ukarany, a nie rehabilitowany.
"Who killed Bryce Walker?"- No one cares.
Nikogo nie rusza śmierć Bryce'a. Widz reaguje na nią po prostu obojętnością i trudno się dziwić, że nie jest inaczej. Bardzo dziwię się, że reżyserzy wpadli właśnie na taki pomysł.
Pełno głupich decyzji.
Bohaterowie, których lubiłam i ceniłam nagle ogłupieli i nie potrafią podejmować racjonalnych decyzji. Nawet Clay. Bardzo nie podoba mi się to, w jakim kierunku poprowadzono postać Jessici. Zrobiono z niej bezduszną, plastikową diwę, kierującą się w życiu nie rozumem a pożądaniem. W tym sezonie mamy także sporo scen seksu. Bo jak się już nie wie czym zapełnić minuty odcinka, to stawia się na nagość. Proste!
Nieudolna próba bycia kryminałem.
Ani i Clay niczym Sherlock Holmes i doktor Watson, przy czym sporo im jeszcze brakuje. Sporo gubią się w tym śledztwie, a my razem z nimi. Często odczuwamy brak logiki, naciąganie pewnych faktów i rozciąganie ich w czasie.
Finał
Liczyłam na większe zaskoczenie. Finałowy odcinek jakoś nie wyzwolił we mnie zbyt wielu emocji. Wplątanie postaci Monty'ego rzuciło odrobinę światła na zakończenie sezonu, dosyć nieszablonowe i niespodziewane rozwiązanie. Myślę jednak, że ostatnie sceny zbyt wiele pokazują, domyślamy się już praktycznie wszystkiego.
Jakieś plusy?
Ścieżka dźwiękowa wciąż na plus. Dalej cieszy mnie fakt, że Netflix skupia się na problemach młodzieży i stara się wyciągnąć do nich pomocną dłoń. Bohaterowie nie są nudni, plastikowi, co jest ogromną zaletą. Niestety fabuła jest tym razem tragiczna i nijak nie mogę wyciągnąć z niej czegoś pozytywnego.
Będzie 4 sezon!
Nie żartuję i kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć tej decyzji. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że pewnie go obejrzę z czystej ciekawości to widać, że platformie zależy na kasie, bo przecież fani i tak będą oglądać.
Wątpię jednak, aby na 4. sezon ktokolwiek czekał i bardzo żałuję, że potencjał produkcji nie został w pełni wykorzystany i poziom znacząco spadł.
A jaka jest Wasza opinia? Może znajduje się wśród Was ktoś, kto obroni produkcję?
czwartek, 12 września 2019
niedziela, 11 sierpnia 2019
GOGIRLS! #3 O MAŁYCH KOŃCACH ŚWIATA I NOWYCH POCZĄTKACH, CZYLI 5 RZECZY, KTÓRYCH NAUCZYŁO MNIE NIEDOSTANIE SIĘ NA WYMARZONE STUDIA
Już kiedyś pisałam na blogu moją historię ze studiowaniem architektury, która skończyła się zanim jeszcze na dobre się zaczęła. Po roku jestem już w stanie określić, jak wpłynęło na mnie to wydarzenie i czego nauczyło.
Trzy lata liceum myślałam tylko i wyłącznie o architekturze i to jej podporządkowywałam większość mojego wolnego czasu. Teraz już wiem, że trochę sama siebie wtedy oszukiwałam, a pasja zamieniła się w obsesję, którą (może i na szczęście) zatrzymała porażka.
Oblanie egzaminów na archi było moim małym końcem świata, ale takich końców świata w zyciu jest sporo. Najważniejsze to umieć wyciągać z nich wnioski.
Jeśli właśnie nie dostałaś się na swój wymarzony kierunek, to postaram przekonać Cię, jak bardzo wzmacniające będzie to doświadczenie.
1. Nauczyłam się odpuszczać.
To najważniejsza nauka, jaką wyciągnęłam. Wcześniej byłam totalną perfekcjonistką. Teraz staram się obsesyjnie nie wkręcać w to, czym się zajmuje. Wiem już, że nie jest to dla mnie zdrowe. Daje sobie czas i jestem o wiele spokojniejsza. Nie muszę umieć wszystkiego i nie staram się na siłę wszystkiego ogarniać. O wiele więcej luzu jest wokół mnie i dobrze mi z tym.
Trzeba wiedzieć kiedy odpuszczać i wsłuchać się w organizm, który komunikuje, czy coś jest dla nas.
2. Nie boję się porażek.
W tamtym momencie wydawało mi się, że świat runął. Ten mój mały koniec świata został jednak opanowany, a zaraz po nim wydarzyło się sporo dobrego. Na moim kierunku studiów panuje świetna atmosfera, poznałam cudownych ludzi. Tego jakbym się czuła na architekturze nie wie nikt. Złe wydarzenia potrafią prowadzić zatem do tych dobrych, efekt domina.
3. To, co wydaje się być dla nas stworzone czasem takie nie jest i na odwrót. Warto próbować nowych rzeczy, które z pozoru nie są dla Ciebie!
Wtedy istaniała dla mnie tylko archiektura. Nie wyobrażałam sobie siebie gdzie indziej, ale gdy byłam na sali egzaminacyjnej w ógole nie czułam, że to moje miejsce. Podświadomość mówiła mi, że przez te kilka lat się myliłam.
Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że będę studiować matematykę, to pewnie puknęłabym się w czoło. A tymczasem nawet podoba mi się ten kierunek. Nie boję się próbować nowych rzeczy i to jest szalenie rozwijające.
4. Zmiana oznacza rozwój. Nie bój się jej!
Najabardziej i najszybciej rozwijają nas nowe, nieoczekiwane sytuacje, w których się znaleźliśmy. Zmiana kierunku drogi, który sobie wcześniej zaplanowałam odmieniła mnie psychicznie i jestem o wiele silniejsza.
5. Nie wszystko musi być tak, jak zaplanuję.
Kiedyś usilnie dążyłam do sytuacji, w których wszystko miałam zaplanowane. Dalej lubię dobrą organizację, ale dzięki punktowi 1 bardziej wyluzowałam. Wiem, że jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli, to nie znaczy, że będzie źle. Akceptuje rzeczywistość taka, jaka jest.
Jeśli właśnie nie dostałaś się na wymarzony kierunek studiów lub przeżywasz inny mały koniec świata po prostu... keep calm! Wierzę, że wyjdziesz z tego odmieniona i silniejsza. Odkryjesz nową siebie. Jeśli nie spodoba Ci się nowo obrany kierunek życia, zawsze możesz spróbować za rok. A przecież koniec końców przeznaczenie i tak nas dorywa- zawsze i wszędzie.
Dużo cierpliwości podczas małych końców świata i wiary w nowe początki życzę!
Trzy lata liceum myślałam tylko i wyłącznie o architekturze i to jej podporządkowywałam większość mojego wolnego czasu. Teraz już wiem, że trochę sama siebie wtedy oszukiwałam, a pasja zamieniła się w obsesję, którą (może i na szczęście) zatrzymała porażka.
Oblanie egzaminów na archi było moim małym końcem świata, ale takich końców świata w zyciu jest sporo. Najważniejsze to umieć wyciągać z nich wnioski.
Jeśli właśnie nie dostałaś się na swój wymarzony kierunek, to postaram przekonać Cię, jak bardzo wzmacniające będzie to doświadczenie.
1. Nauczyłam się odpuszczać.
To najważniejsza nauka, jaką wyciągnęłam. Wcześniej byłam totalną perfekcjonistką. Teraz staram się obsesyjnie nie wkręcać w to, czym się zajmuje. Wiem już, że nie jest to dla mnie zdrowe. Daje sobie czas i jestem o wiele spokojniejsza. Nie muszę umieć wszystkiego i nie staram się na siłę wszystkiego ogarniać. O wiele więcej luzu jest wokół mnie i dobrze mi z tym.
Trzeba wiedzieć kiedy odpuszczać i wsłuchać się w organizm, który komunikuje, czy coś jest dla nas.
2. Nie boję się porażek.
W tamtym momencie wydawało mi się, że świat runął. Ten mój mały koniec świata został jednak opanowany, a zaraz po nim wydarzyło się sporo dobrego. Na moim kierunku studiów panuje świetna atmosfera, poznałam cudownych ludzi. Tego jakbym się czuła na architekturze nie wie nikt. Złe wydarzenia potrafią prowadzić zatem do tych dobrych, efekt domina.
3. To, co wydaje się być dla nas stworzone czasem takie nie jest i na odwrót. Warto próbować nowych rzeczy, które z pozoru nie są dla Ciebie!
Wtedy istaniała dla mnie tylko archiektura. Nie wyobrażałam sobie siebie gdzie indziej, ale gdy byłam na sali egzaminacyjnej w ógole nie czułam, że to moje miejsce. Podświadomość mówiła mi, że przez te kilka lat się myliłam.
Gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że będę studiować matematykę, to pewnie puknęłabym się w czoło. A tymczasem nawet podoba mi się ten kierunek. Nie boję się próbować nowych rzeczy i to jest szalenie rozwijające.
4. Zmiana oznacza rozwój. Nie bój się jej!
Najabardziej i najszybciej rozwijają nas nowe, nieoczekiwane sytuacje, w których się znaleźliśmy. Zmiana kierunku drogi, który sobie wcześniej zaplanowałam odmieniła mnie psychicznie i jestem o wiele silniejsza.
5. Nie wszystko musi być tak, jak zaplanuję.
Kiedyś usilnie dążyłam do sytuacji, w których wszystko miałam zaplanowane. Dalej lubię dobrą organizację, ale dzięki punktowi 1 bardziej wyluzowałam. Wiem, że jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli, to nie znaczy, że będzie źle. Akceptuje rzeczywistość taka, jaka jest.
Jeśli właśnie nie dostałaś się na wymarzony kierunek studiów lub przeżywasz inny mały koniec świata po prostu... keep calm! Wierzę, że wyjdziesz z tego odmieniona i silniejsza. Odkryjesz nową siebie. Jeśli nie spodoba Ci się nowo obrany kierunek życia, zawsze możesz spróbować za rok. A przecież koniec końców przeznaczenie i tak nas dorywa- zawsze i wszędzie.
Dużo cierpliwości podczas małych końców świata i wiary w nowe początki życzę!
wtorek, 6 sierpnia 2019
GOGIRLS! #2 PIERWSZA PRACA- JAK JĄ ZNALEŹĆ? JAKIE KORZYŚCI DAJE?
W tym poście będę starała się zachęcić Was do pracy już od jak najwcześniejszych lat. W moim odczuciu warto zacząć zarabiać w liceum. Jest to okres, w którym silnie zaczynamy odczuwać potrzebę posiadania własnych funduszy, a jesteśmy już na tyle dojrzali, by świadomie podjąć się pierwszej pracy. W świetle prawa umowę o pracę można podpisać już w wieku 15 lat.
Gdzie swoje pierwsze pieniądze może zarobić nastolatka?
*Fast foody- lokale tego typu chętnie przyjmują do pracy młodych ludzi. Zarobki są niewielkie, nieco ponad 10 zł za godzinę. W gastronomii można liczyć jednak na spore napiwki. Nie jest to łatwa ani przyjemna praca. KFC czy McDonald są jednak pierwszym celem, do którego młodzież wybiera się po pracę.
*kolportaż ulotek, gazet- mój pierwszy zarobek, jedynym minusem jest spędzenie całego dnia na nogach w samym słońcu czy deszczu. Zarobek ok. 10zł/h może i nie jest satysfakcjonujący, ale zawsze coś, a praca bardzo łatwa i niewymagająca. Muszę przyznać, że były dni, kiedy nawet ją lubiłam.
A co, jeśli nie fast-food, ulotki? Zarabiaj na swoich pasjach!
*opiekuj się domowymi zwierzętami podczas wyjazdu ich właścicieli
*sprzedawaj rzeczy zrobione DIY
*sprzedawaj niezniszczone ubrania, których nie nosisz lub inne rzeczy, których nie używasz
*udzielaj korepetycji
*pracuj jako animator dla dzieci
Najłatwiej szukać pracy w internecie. Polecam także przejść się po lokalach/restauracjach i zwyczajnie popytać.
Praca daje wiele korzyści. Oczywistym są te finansowe. Przede wszystkim jednak chodzi o doświadczenie, bardzo cenne w dzisiejszych czasach. Może i wakacyjna praca nie sprawi, że nabierzesz mnóstwa praktycznych umiejętności, ale rozwinie twoją osobowość. Rodzicom każdego nastolatka polecam wysłanie go do pracy. Nic innego bowiem tak dobrze nie uczy odpowiedzialności, organizacji, czy szacunku do pieniądza. Wierzcie mi, że już po pierwszych dniach daje się zauważyć, że samodzielnie zarobione pieniądze wydaje się zupełnie inaczej. Będzie ciężko, bo nic nie przychodzi łatwo, ale pensja na koncie jest znakomitą rekompensatą. Kokosów młodzież nie zarabia, ale zdobyte umiejętności są bezcenne. Z siedzenia w domu i leniuchowania nie wynika nic dobrego. Warto posiadać oszczędności już od nastoletnich lat!
Jakie są Wasze doświadczenia związane z pierwszą pracą?
Gdzie swoje pierwsze pieniądze może zarobić nastolatka?
*Fast foody- lokale tego typu chętnie przyjmują do pracy młodych ludzi. Zarobki są niewielkie, nieco ponad 10 zł za godzinę. W gastronomii można liczyć jednak na spore napiwki. Nie jest to łatwa ani przyjemna praca. KFC czy McDonald są jednak pierwszym celem, do którego młodzież wybiera się po pracę.
*kolportaż ulotek, gazet- mój pierwszy zarobek, jedynym minusem jest spędzenie całego dnia na nogach w samym słońcu czy deszczu. Zarobek ok. 10zł/h może i nie jest satysfakcjonujący, ale zawsze coś, a praca bardzo łatwa i niewymagająca. Muszę przyznać, że były dni, kiedy nawet ją lubiłam.
A co, jeśli nie fast-food, ulotki? Zarabiaj na swoich pasjach!
*opiekuj się domowymi zwierzętami podczas wyjazdu ich właścicieli
*sprzedawaj rzeczy zrobione DIY
*sprzedawaj niezniszczone ubrania, których nie nosisz lub inne rzeczy, których nie używasz
*udzielaj korepetycji
*pracuj jako animator dla dzieci
Najłatwiej szukać pracy w internecie. Polecam także przejść się po lokalach/restauracjach i zwyczajnie popytać.
Praca daje wiele korzyści. Oczywistym są te finansowe. Przede wszystkim jednak chodzi o doświadczenie, bardzo cenne w dzisiejszych czasach. Może i wakacyjna praca nie sprawi, że nabierzesz mnóstwa praktycznych umiejętności, ale rozwinie twoją osobowość. Rodzicom każdego nastolatka polecam wysłanie go do pracy. Nic innego bowiem tak dobrze nie uczy odpowiedzialności, organizacji, czy szacunku do pieniądza. Wierzcie mi, że już po pierwszych dniach daje się zauważyć, że samodzielnie zarobione pieniądze wydaje się zupełnie inaczej. Będzie ciężko, bo nic nie przychodzi łatwo, ale pensja na koncie jest znakomitą rekompensatą. Kokosów młodzież nie zarabia, ale zdobyte umiejętności są bezcenne. Z siedzenia w domu i leniuchowania nie wynika nic dobrego. Warto posiadać oszczędności już od nastoletnich lat!
Jakie są Wasze doświadczenia związane z pierwszą pracą?
niedziela, 4 sierpnia 2019
"MIA I BIAŁY LEW", "CHŁOPIEC Z BURZY"- FAMILIJNE KINO NA NIEDZIELĘ
Kino familijne ma zbliżać do siebie rodzinę i być okazją do spędzenia czasu razem. Najlepiej, jeśli film tego gatunku niesie za sobą też przesłanie, które może stać się tematem dyskusji między dziećmi a rodzicami. Wartościowymi produkcjami, które z całą pewnością mogę polecić są: "Mia i biały lew" oraz "Chłopiec z burzy". Oba filmy łączą piękne zdjęcia, tematyka przyjaźni człowieka ze zwierzęciem. Seans jest także ciekawą okazją, aby uświadomić dzieciom, jak ważna jest ochrona przyrody.
"Mia i biały lew"
Po przeprowadzce z Londynu na farmę Mia nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Brak jej przyjaciół i wydaje jej się, że nikt jej nie rozumie. Oddala się także od rodziny, buntuje. Wszystko zmienia się za sprawą Charlie'ego- białego lwa, z którym zaprzyjaźnia się od chwil jego narodzin. Dzikie zwierzę rośnie w szybkim tempie i staje się zagrożeniem. Wieź między bohaterkom a lwem zdaje się być jednak silniejsza niż instynkt traktowania człowieka jako ofiary. Dziewczynka będzie walczyła o dobro zwierzęcia i zrobi wszystko, aby go ochronić.
Piękna afrykańska muzyka, krajobrazy sprawiają, że seans staje się niezwykłą przyjemnością. Dzieci z pewnością pokochają bohaterkę i cała rodzina będzie kibicować jej w działaniu. Jedyną wadą jest polski dubbing, który nie został korzystnie dobrany. Uronicie nie jedną łzę!
"Mia i biały lew"
Po przeprowadzce z Londynu na farmę Mia nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Brak jej przyjaciół i wydaje jej się, że nikt jej nie rozumie. Oddala się także od rodziny, buntuje. Wszystko zmienia się za sprawą Charlie'ego- białego lwa, z którym zaprzyjaźnia się od chwil jego narodzin. Dzikie zwierzę rośnie w szybkim tempie i staje się zagrożeniem. Wieź między bohaterkom a lwem zdaje się być jednak silniejsza niż instynkt traktowania człowieka jako ofiary. Dziewczynka będzie walczyła o dobro zwierzęcia i zrobi wszystko, aby go ochronić.
Piękna afrykańska muzyka, krajobrazy sprawiają, że seans staje się niezwykłą przyjemnością. Dzieci z pewnością pokochają bohaterkę i cała rodzina będzie kibicować jej w działaniu. Jedyną wadą jest polski dubbing, który nie został korzystnie dobrany. Uronicie nie jedną łzę!
"Chłopiec z burzy"
Inspiracją do filmu była seria opowiadań dla dzieci i młodzieży Colina Thiele, którą serdecznie polecam. Kilkuletni Michael mieszka z ojcem na plaży. Łowienie ryb, codzienny kontakt z wodą zapewniają mu niespotykane dzieciństwo. Czuje się jednak samotny, co odmienia znalezienie 3 nowonarodzonych pelikanów. Postanawia się nimi zaopiekować. Szczególną więź nawiązuje z najsłabszym z nich- panem Persifalem, którego postanawia zatrzymać. Ptak okazuje się być bardzo mądry, niekiedy jednak sprawia problemy. Czy chłopiec ochroni swojego przyjaciela przed nieustającymi polowaniami przy plaży? Michaela poznajemy jako dorosłego już mężczyznę, biznesmena, który opowiada swoją historię przyjaźni z pelikanem wnuczce. Młodą dziewczynę zainspiruje ona do walki o ochronę natury.
Film podejmuje tematykę ingerencji człowieka w przyrodę. Pokazuje także, co w życiu jest ważne. Niektóre sceny łamią serce i wzruszają. Jest to smutna opowieść, którą polecam oglądać z nieco starszymi dziećmi. Na pochwałę zasługuje także gra aktorska.
Mam nadzięję, że obie produkcje zapewnią Wam przyjemnie, wartościowo spędzony czas w rodzinnym gronie.
czwartek, 1 sierpnia 2019
GO GIRLS! #1- POROZMAWIAJMY O... PRZYJAŹNI I JEJ RÓŻNYCH OBLICZACH
Panuje powszechne przekonanie, że prawdziwy przyjaciel to skarb, często nawet ważniejszy w życiu od miłości. Ciężko go jednak znaleźć, ale kiedy już się to uda warto zatrzymać go przy sobie na zawsze. Ale co z tymi przyjaźniami, które trwały tylko chwile, kilka szkolnych lat? Przecież są tak samo ważne i odbijają na nas swoje piętno. A przyjaźń w związku? Czy to nie właśnie od niej warto by zacząć głębszą relację? Dużo można także dyskutować na temat przyjaźni damsko- męskiej. Najważniejsza zdaje się jednak być ta z samym sobą, najtrwalsza na całe życie, ale i najtrudniejsza. O tych wszystkich rodzajach przyjaźni, jej obliczach i trudach będziemy mówić w pierwszym poście projektu GoGirls!
#PRZYJAŹŃ Z SAMYM SOBĄ
Głęboko wierzę, że relacja z samym sobą jest najważniejszą relacją, jaką przychodzi nam w życiu nawiązać. Przyjaźń, akceptacja, samoświadomość przyciąga do nas dobre zdarzenia. Choćby nie wiem co się działo, zawsze mamy siebie i warto mieć w sobie powiernika. Co widzisz, gdy patrzysz w lustro? Czy akceptujesz samego siebie? Dużo łatwiej idzie się przez życie, gdy podstawą jest przyjaźń i miłość do siebie. To wcale nie egoizm, a jeśli nawet, to ten zdrowy jeszcze nikomu nie zaszkodził. Brak tej przyjaźni w życiu przyciąga złe zdarzenia, złe decyzje. Zaczynasz żyć ze sobą jak pies z kotem. Nie szanujesz swojego ciała, w lustrze widzisz obcą osobę, której nie lubisz. W ten sposób nie da się mieć dobrego życia, w którym to Ty decydujesz. Kluczem do szczęścia i pierwszym, milowym krokiem jest właśnie nawiązanie przyjaźni z samym sobą.
#PIERWSZE PRZYJAŹNIE ZE SZKOLNEJ ŁAWKI
Dokładnie pamiętam pierwszy dzień szkoły i przyjaciółki, które wtedy poznałam. Nierozłączne przez całe szkolne lata... Okres edukacji jest chyba najbardziej burzliwy, jeśli chodzi o relacje. To z kim usiądziesz w szkolnej ławce ma wielki wpływ na twoje życie. Razem dojrzewacie, ale i zmieniacie się. Te przyjaźnie rzadko przeżywają próbę czasu. Większość moich nie przetrwała zmiany szkół, przeprowadzek. Młody człowiek dojrzewa i bardzo często osoba, z która świetnie dogadujemy się w pewnym okresie po jakimś czasie jawi nam się jako inna. Nie dogadujemy już się tak dobrze, bo zaczynamy mieć inne priorytety, poglądy na świat. Pamiętam jak rozpaczałam, gdy kończyła się jakaś relacja. To normalne, że szkolne przyjaźnie najczęściej nie są tymi, na całe życie. Wiele nas jednak uczą i są niezastąpionym doświadczeniem. Te, które przetrwają stają się cennym skarbem. Może to właśnie od nas samych zależy i od tego jak je pielęgnujemy? A może trzeba puścić je wolno?
Jestem ciekawa, czy nadal utrzymujecie kontakt z pierwszymi przyjaciółmi. Piszcie!
Dokładnie pamiętam pierwszy dzień szkoły i przyjaciółki, które wtedy poznałam. Nierozłączne przez całe szkolne lata... Okres edukacji jest chyba najbardziej burzliwy, jeśli chodzi o relacje. To z kim usiądziesz w szkolnej ławce ma wielki wpływ na twoje życie. Razem dojrzewacie, ale i zmieniacie się. Te przyjaźnie rzadko przeżywają próbę czasu. Większość moich nie przetrwała zmiany szkół, przeprowadzek. Młody człowiek dojrzewa i bardzo często osoba, z która świetnie dogadujemy się w pewnym okresie po jakimś czasie jawi nam się jako inna. Nie dogadujemy już się tak dobrze, bo zaczynamy mieć inne priorytety, poglądy na świat. Pamiętam jak rozpaczałam, gdy kończyła się jakaś relacja. To normalne, że szkolne przyjaźnie najczęściej nie są tymi, na całe życie. Wiele nas jednak uczą i są niezastąpionym doświadczeniem. Te, które przetrwają stają się cennym skarbem. Może to właśnie od nas samych zależy i od tego jak je pielęgnujemy? A może trzeba puścić je wolno?
Jestem ciekawa, czy nadal utrzymujecie kontakt z pierwszymi przyjaciółmi. Piszcie!
#PRZYJAŹŃ DAMSKO-MĘSKA
Większość twierdzi, że nie istnieje. Ja doświadczam jej już parę lat i znam jeszcze kilka takich przypadków. Prawdą jest to, że niesie ona ryzyko chęci pogłębienia relacji przez jedną ze stron. Ten rodzaj przyjaźni jest jednak inny, bardzo budujący i obfitujący w życiowe doświadczenie. Jak wiadomo mężczyźni patrzą na świat zupełnie inaczej niż kobiety. To własnie jest w takiej relacji najcenniejsze. Przyjaciel wnosi inne spojrzenie na kobiecy problem. Płeć nie jest tu najważniejsza, liczą się cechy charakteru.
Większość twierdzi, że nie istnieje. Ja doświadczam jej już parę lat i znam jeszcze kilka takich przypadków. Prawdą jest to, że niesie ona ryzyko chęci pogłębienia relacji przez jedną ze stron. Ten rodzaj przyjaźni jest jednak inny, bardzo budujący i obfitujący w życiowe doświadczenie. Jak wiadomo mężczyźni patrzą na świat zupełnie inaczej niż kobiety. To własnie jest w takiej relacji najcenniejsze. Przyjaciel wnosi inne spojrzenie na kobiecy problem. Płeć nie jest tu najważniejsza, liczą się cechy charakteru.
Wierzycie w przyjaźń między mężczyzną a kobietą? Doświadczacie jej?
#PRZYJAŹŃ W ZWIĄZKU
Miłość rodzi się z przyjaźni. Prawdziwym szczęściem w związku jest świadomość, że partner jest twoim przyjacielem, powiernikiem. Związek pozbawiony takiego przekonania opiera się często głównie na pociągu fizycznym, a kłótnie stają się codziennością. Gdy nie jesteście przyjaciółmi, nie gracie do tej samej bramki. Przyjaźń w związku jest bardzo istotna, o ile nie najistotniejsza i powinna być jego podstawą.
#PRZYJAŹŃ Z RODZICAMI
Zwolennicy takiego rozwiązania przekonują, że jest dobra dla obu stron, zapewnia wzajemne zaufanie i szacunek. Przeciwnicy natomiast twierdzą, że rodzic ma budzić w dziecku respekt, dawać granice, przysłowiowo sprowadzać nastolatka na ziemię. Zdecydowanie należę do pierwszej grupy. Moi rodzice zbalansowali proporcję między byciem moimi przyjaciółmi a rodzicami. Takie rozwiązanie świetnie się sprawdziło. Przyjaźń z rodzicami, pewien rodzaj kumpelstwa powoduje, że dziecko częściej się otwiera, mówi o swoich problemach i nie traktuje rodzica jak wroga, który tylko zakazuje. Jak to jest w waszych rodzinach? Czy czujecie, że rodzice starają się być Waszymi najlepszymi przyjaciółmi.
#ISTOTA PRZYJAŹNI I JEJ WAGA W ŻYCIU
Co takiego daje nam przyjaźń? Chyba najbardziej zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, bliskości drugiego człowieka, którego bardzo potrzebujemy, szczególnie w młodym wieku. To ważne, aby móc się komuś wygadać. Razem zawsze jest raźniej, a w przyjacielskiej grupie przygoda czeka na każdym kroku. Jak Wy zmieniacie się pod wpływem przyjaźni? Co dają Wam przyjaźnie w życiu? Czy zapewniają brak poczucia osamotnienia? Co z kłótniami? Przecież przyjaźń ma też swoje złe chwile, musi przetrwać niektóre próby, kłótnie. Przyjaźnie na zawsze? Czasem trwają zdecydowanie krócej!
Napiszcie o swoich przyjaźniach i ich różnych obliczach! Dzielmy się swoim doświadczeniem. A może w ogóle nie wierzycie w przyjaźń w dzisiejszych czasach? Czy ona jeszcze istnieje w czasach egoizmu? Czekamy na Wasze historie!
Temat przyjaźni gościć będzie na fejsbookowej stronie projektu przez najbliższy czas. Po więcej zapraszam właśnie tam! Dajcie lajka, aby nic nie przegapić. Wielkie dzięki za wszelką aktywność.
środa, 31 lipca 2019
W POSZUKIWANIU WŁASNEGO JA- RECENZJA MAŁO ZNANEGO, A ZACHWYCAJĄCEGO SERIALU "TRINKETS"
Po rewelacyjnym 3. sezonie "Stranger Things" kompletnie nie mogłam wkręcić się w żaden serial. Przypomniałam sobie o zwiastunie nowej młodzieżówki Netflixa, który przemknął mi jakiś czas temu. Wtedy z braku czasu puściłam go w niepamięć, a o serialu też dość szybko ucichło i nie stał się hitem. Gdy po długich poszukiwaniach tytułu zasiadłam do "Trinkets", byłam pozbawiona wszelkich oczekiwań. Jakże mile się zaskoczyłam!
"Trinkets" to bardzo wartościowa pozycja wśród seriali dla młodzieży, wyróżniająca się tematyką, świetną muzyką i doborową kreacją postaci.
Elodie, Moe i Tabitha chodzą do tej samej szkoły, ale każda jest na innym szczeblu hierarchii tej społeczności. Spotykają się na zajęciach grupy wsparcia dla osób, mających problem z kradzieżą. Wspólny nałóg łączy dziewczyny i z czasem zaprzyjaźniają się coraz bardziej. Każda z nich boryka się z wieloma problemami, demonami przeszłości. Dziewczyny nie mają łatwego życia, a wsparcie znajdują właśnie w sobie. Okazuje się, że pozory mylą. Osoby, na które na szkolnym korytarzu patrzymy z góry po bliższym poznaniu mogą stać się przyjaciółmi...
Bohaterki polubiłam już od pierwszych scen. Prezentują one różne osobowości, co sprawia, że każdy odnajduje w nich cząstkę siebie. Często podejmują niezrozumiałe dla widza decyzje, ale wywołuje to sporo emocji. Problem pojawia się przy kreacji Elodie, której wątek prowadzony jest chaotycznie. Zdecydowanie bardziej kibicowałam jej koleżankom i chętniej oglądałam sceny z ich udziałem. Aktorki znakomicie wcieliły się w role, są bardzo wiarygodne. Spodobało mi się wykorzystanie ciekawego zabiegu. Postacie poboczne ukazywane są dość blado; widz nic się o nich nie dowiaduje. To uwydatnia chęć skupienia się tylko i wyłącznie na głównych bohaterkach. Zadziałało na plus! Poruszane w serialu problemy z pewnością dotrą do młodego widza i skłonią do refleksji. "Trinkets" skupia się na samotności młodego człowieka, potrzebie bliskości drugiej osoby, poszukiwaniu siebie i błędach, do których przecież każdy ma prawo. Kradzież w pewnym momencie odchodzi na dalszy plan. Mam wrażenie, że trochę zabrakło na ten wątek pomysłu. Dziwi mnie także to, iż Netflix ukazuje ją jako czynność łatwą, pozbawioną konsekwencji. Uważam, że serial powinien zniechęcić młodych ludzi do nałogów, a nie robić coś kompletnie odwrotnego. Ciąg wydarzeń wywołuje emocje, a krótkość odcinków (ok. 20 minut) sprawia, że w produkcję bardzo łatwo się wkręcić. Wrażenie wywarła na mnie także muzyka, korzystnie dobrana przez twórców. Warto zaznaczyć, iż serial powstał na podstawie książki, o tym samym tytule. Wadą okazała się mała ilość odcinków w pierwszym sezonie. Po skończeniu seansu czułam wielki niedosyt. Finał pozostawia furtkę do kontynuacji produkcji. Netflix wczoraj zapowiedział 2. sezon, który ma być jednocześnie ostatnim.
"Trinkets" ogląda się bardzo przyjemnie, z ciekawością. Dziwię się, że produkcja znalazła tak niewielu zwolenników i nie odniosła zbyt dużej popularności. Nie trafia co prawda na szczyt listy moich ulubionych seriali, ale z niecierpliwością czekam na kolejny sezon!
"Trinkets" to bardzo wartościowa pozycja wśród seriali dla młodzieży, wyróżniająca się tematyką, świetną muzyką i doborową kreacją postaci.
Elodie, Moe i Tabitha chodzą do tej samej szkoły, ale każda jest na innym szczeblu hierarchii tej społeczności. Spotykają się na zajęciach grupy wsparcia dla osób, mających problem z kradzieżą. Wspólny nałóg łączy dziewczyny i z czasem zaprzyjaźniają się coraz bardziej. Każda z nich boryka się z wieloma problemami, demonami przeszłości. Dziewczyny nie mają łatwego życia, a wsparcie znajdują właśnie w sobie. Okazuje się, że pozory mylą. Osoby, na które na szkolnym korytarzu patrzymy z góry po bliższym poznaniu mogą stać się przyjaciółmi...
Bohaterki polubiłam już od pierwszych scen. Prezentują one różne osobowości, co sprawia, że każdy odnajduje w nich cząstkę siebie. Często podejmują niezrozumiałe dla widza decyzje, ale wywołuje to sporo emocji. Problem pojawia się przy kreacji Elodie, której wątek prowadzony jest chaotycznie. Zdecydowanie bardziej kibicowałam jej koleżankom i chętniej oglądałam sceny z ich udziałem. Aktorki znakomicie wcieliły się w role, są bardzo wiarygodne. Spodobało mi się wykorzystanie ciekawego zabiegu. Postacie poboczne ukazywane są dość blado; widz nic się o nich nie dowiaduje. To uwydatnia chęć skupienia się tylko i wyłącznie na głównych bohaterkach. Zadziałało na plus! Poruszane w serialu problemy z pewnością dotrą do młodego widza i skłonią do refleksji. "Trinkets" skupia się na samotności młodego człowieka, potrzebie bliskości drugiej osoby, poszukiwaniu siebie i błędach, do których przecież każdy ma prawo. Kradzież w pewnym momencie odchodzi na dalszy plan. Mam wrażenie, że trochę zabrakło na ten wątek pomysłu. Dziwi mnie także to, iż Netflix ukazuje ją jako czynność łatwą, pozbawioną konsekwencji. Uważam, że serial powinien zniechęcić młodych ludzi do nałogów, a nie robić coś kompletnie odwrotnego. Ciąg wydarzeń wywołuje emocje, a krótkość odcinków (ok. 20 minut) sprawia, że w produkcję bardzo łatwo się wkręcić. Wrażenie wywarła na mnie także muzyka, korzystnie dobrana przez twórców. Warto zaznaczyć, iż serial powstał na podstawie książki, o tym samym tytule. Wadą okazała się mała ilość odcinków w pierwszym sezonie. Po skończeniu seansu czułam wielki niedosyt. Finał pozostawia furtkę do kontynuacji produkcji. Netflix wczoraj zapowiedział 2. sezon, który ma być jednocześnie ostatnim.
"Trinkets" ogląda się bardzo przyjemnie, z ciekawością. Dziwię się, że produkcja znalazła tak niewielu zwolenników i nie odniosła zbyt dużej popularności. Nie trafia co prawda na szczyt listy moich ulubionych seriali, ale z niecierpliwością czekam na kolejny sezon!
wtorek, 30 lipca 2019
PROJEKT "GO GIRLS!"-WPROWADZENIE
Lubię, gdy wykorzystuje się możliwości dzisiejszych czasów do dobrych, większych celów. Internet powinien łączyć ludzi, a nie dzielić. Brakowało mi strony, która byłaby strefą wspierającą młode dziewczyny. Często nurtują je ważne pytania, potrzebują inspiracji i motywacji do działania. Tak narodził się pomysł na projekt GoGirls, który rozpoczynam na blogu.
Dziewczyny! Stwórzmy przestrzeń, która będzie źródłem porad, wsparcia, ciekawej tematyki, bez tabu, bez hejtu. Pogadajmy o tym, co jest dla nas ważne! Dzielmy się swoimi doświadczeniami! Głęboko wierzę, że taka grupa jest potrzebna, szczególnie nastolatkom. Otaczają nas wyidealizowane posty blogerek, ciała modelek, filmy z idealnym makijażem. Młoda dziewczyna nie ma łatwo, gdy surfuje dzisiaj po internecie. Chcę to zmienić! Na razie projekt będzie działał na moim blogu www.w-swiecie-kultury.blogspot.com, a także fejsbookowej stronie, do której polubienia serdecznie zapraszam. Potrzebuje Waszej aktywności, bo to ma być WASZE miejsce, do którego z chęcią będziecie zaglądały. Panowie, także nas wspierajcie! Co sądzicie o moim pomyśle na ten projekt? Dzielcie się także swoimi pomysłami. Jaką tematykę chętnie byście czytały? Pierwszy post z cyklu Go Girls! już niebawem.
Dziewczyny! Stwórzmy przestrzeń, która będzie źródłem porad, wsparcia, ciekawej tematyki, bez tabu, bez hejtu. Pogadajmy o tym, co jest dla nas ważne! Dzielmy się swoimi doświadczeniami! Głęboko wierzę, że taka grupa jest potrzebna, szczególnie nastolatkom. Otaczają nas wyidealizowane posty blogerek, ciała modelek, filmy z idealnym makijażem. Młoda dziewczyna nie ma łatwo, gdy surfuje dzisiaj po internecie. Chcę to zmienić! Na razie projekt będzie działał na moim blogu www.w-swiecie-kultury.blogspot.com, a także fejsbookowej stronie, do której polubienia serdecznie zapraszam. Potrzebuje Waszej aktywności, bo to ma być WASZE miejsce, do którego z chęcią będziecie zaglądały. Panowie, także nas wspierajcie! Co sądzicie o moim pomyśle na ten projekt? Dzielcie się także swoimi pomysłami. Jaką tematykę chętnie byście czytały? Pierwszy post z cyklu Go Girls! już niebawem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


