Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Netflix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Netflix. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 sierpnia 2020

"POWER"- NOWOŚĆ NETFLIXA, KTÓRA ZASKAKUJE

 Filmy akcji Netflixa jak do tej pory nie reprezentowały wysokiego poziomu. Z tego powodu dość długo zwlekałam z obejrzeniem nowości platformy. Sam pomysł jak i obsada napawały optymizmem. 



"Power" balansuje na granicy science-fiction i filmu akcji. Akcja toczy się w Nowym Orleanie, w którym zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wszystko za sprawą pigułek, które dają zwierzęce moce i siły, indywidualne dla każdego człowieka. Dilerką substancji jest młodziutka Robin, która w ten sposób zarabia na utrzymanie. Współpracę nawiązuje z nią lokalny gliniarz Frank (w tej roli Joseph Gordon- Levitt), który również wykorzystuje "powera". Z twórcami pigułki chce walczyć Art- były żołnierz, którym kierują osobiste pobudki. Przyznacie sami- zamysł oryginalny i ciekawy. 

Produkcja jest idealną propozycją na weekendowy wieczór. Nie miałam wielkich oczekiwań, ale całość oglądało mi się bardzo przyjemnie. Realizacja nie jest pozbawiona wad. "Power" nie powoduje rewolucji kina i nie zostaje w głowie na długo, ale z powodzeniem wypełnia piątkowy seans. Film niewątpliwie broni gra aktorska. Jamie Foxx przyciągnął moją uwagę. "Power" trzyma w napięciu, kilka razy zaskakuje. Efekty jak dla mnie na dość satysfakcjonującym poziomie. Całości dopełnia przyjemna ścieżka dźwiękowa. Największym atutem jest z pewnością sam koncept, pomysł na fabułę. Polecam!

sobota, 2 maja 2020

NAJLEPSZY SERIAL O NASTOLATKACH OSTATNICH TYGODNI!- RECENZJA "JESZCZE NIGDY" NETFLIXA

Najlepsze seriale o nastolatkach to te, które trafiają także do starszych widzów i wyróżniają się na tle innych, nie są infantylne. Po zwiastunie "Jeszcze nigdy" spodziewałam się, że będzie to typowa młodzieżówka. Pomyliłam się. Serial zaskoczył i tak mnie wkręcił, że byłam w stanie obejrzeć wszystkie odcinki naraz. Dawno tak się nie uśmiałam, a i wzruszeń nie zabrakło. Idealna propozycja na uprzyjemnienie sobie tego trudnego okresu.



Główna bohaterka to Devi- Hinduska, mieszkająca w Kalifornii. Nastolatka rok temu straciła ojca. Trauma związana z tym wydarzeniem na jakiś czas sparaliżowała jej nogi. Devi che odżyć i pragnie, aby ten rok należał do niej. Ma wielkie plany. Chce wzbić się na szczyt społecznej drabiny w szkole i poderwać największego przystojniaka. Ona i jej przyjaciółki to jednak przedstawicielki nerdów, więc zmiana nie będzie łatwa. Przygód nie zabraknie! Ale czy o traumatycznych wydarzeniach można od tak zapomnieć?

Pierwsze, co rzuca się w oczy to fantastyczny dobór aktorów! I nie mam tutaj na myśli tylko odtwórczyni głównej roli. Każdy rewelacyjnie wciela się w postać. Devi nie sposób nie polubić. To szalona nastolatka, której perypetie bawią do łez. Jest jednak też pogubiona, samotna, wciąż szuka siebie i nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią ojca. Sceny wspomnień wzruszają. Świetnie przedstawiono jej relacje z matką. Nie jest to typowe high school drama, chociaż czerpie z niego wiele wątków i tematów. Każdy bohater ciekawi i ma tutaj swoje osobne miejsce, swoją historię. To ciekawy zabieg, ponieważ dzięki niemu patrzymy na bohaterów jak na ludzi a nie jak na papierowe postacie. Największy szkolny przystojniak czy lizus w środku są kimś więcej. Hinduizm także odgrywa tutaj ważną rolę. Warto wspomnieć, że jedną z twórczyń serialu jest aktorka Mindy Kaling i jako Hinduska czerpała z własnych doświadczeń. Największa zaleta to humor! Produkcja żongluje emocjami, robiąc to bardzo umiejętnie. Kiedy ma być radośnie to jest radośnie, ale kiedy ma też przekazać coś więcej, to właśnie to robi. Nie można się od niej oderwać!

"Jeszcze nigdy" to nie jest kolejny słodki serial dla nastolatek, chociaż z początku może się taki wydawać. To opowieść o poszukiwaniu siebie, utracie. Wywołuje spore emocje, a humor jest na najwyższym poziomie. Oryginalny, a przy tym bardzo prosty w formie. Liczę na szybką kontynuację, ponieważ wiele można jeszcze o tych bohaterach opowiedzieć. Szczerze polecam!

środa, 29 kwietnia 2020

NAJLEPSZE PROGRAMY DLA FANÓW DESIGNU I WNĘTRZ NA NETFLIXIE

Programów o metamorfozach, projektowaniu powstaje coraz więcej. Lubię otaczać się ładnymi przedmiotami i pasjonuję się designem, więc takie produkcje cieszą moje oko i chętnie po nie sięgam. Ofertę o tego typu programy regularnie poszerza także Netflix. Sprawdźcie moje propozycje z tej platformy dla fanów sztuki, designu i wnętrz!

"Mistrzowie projektowania wnętrz"
Brytyjska produkcja BBC podbiła moje serce. Obejrzałam pierwsze 5 odcinków pod rząd, bez przerwy! "Mistrzowie.." mają konkursową formę. W każdym odcinku uczestnicy dostają zadanie przeprowadzenia wnętrzarskiej metamorfozy. Ten, kto nie spełni założeń klienta, warunków polecenia odpada. Każdy z nich ma swój własny styl i głowę pełną pomysłów. Co spodobało mi się najbardziej to to, że program jest źródłem wielu inspiracji, pokazuje niesztampowe rozwiązania i nie skupia się tylko na jednej stylistyce. W polskich produkcjach tego typu bardzo przeszkadza mi to, że każdy odcinek jest taki sam i najczęściej bazuje się na modnym stylu skandynawskim. Na plus działa to, że skupiamy się tutaj tylko i wyłącznie na projektowaniu. Uczestnicy nie opowiadają ckliwych historii życia. Oceny jury są sprawiedliwe, a krytyka konstruktywna. Projekty są bardzo inteligentne, ciekawe, trafiające w różne gusta. Oglądanie jest wielką przyjemnością.

"Abstrakt: Sztuka designu"
Mający już kilka lat program o sztuce wciąż cieszy się popularnością. Każdy znajdzie coś dla siebie, gdyż każdy odcinek to nowa osobowość i tematyka. Poznajemy sylwetki utalentowanych i znanych osób z dziedziny architektury, wzornictwa, fotografii, a nawet projektowania butów czy zabawek. Każdy dzieli się swoją historią i spojrzeniem na sztukę. Wprowadza nas w twórczy świat, w którym granicą jest tylko wyobraźnia. Serial dokumentalny wyprodukowano z wielkim rozmachem i dbałością o szczegóły. Nie dziwi więc, że został nominowany do nagrody Emmy za najlepszy projekt graficzny i dyrekcję artystyczną.

"Najbardziej niezwykłe domy świata"
Serial dokumentalny dla fanów architektury, ale nie tylko, gdyż myślę, że zachwyci i zadziwi każdego. Program prowadzą architekt Piers Taylor i aktorka Caroline Quentin. Zjawiskowe rezydencje nad morzem, podziemne chaty, wymyślne konstrukcje. Nie będziecie mogli ukryć zaskoczenia.


"Zaskakujące wnętrza"
Jeśli po obejrzeniu niezwykłych domów będzie myśleli, że już nic Was nie zaskoczy to reality show "Zaskakujące wnętrza" udowodni Wam, że się mylicie. Kolejka górska w domu, gigantyczne akwarium, dom grozy-czemu nie? Pomysły są naprawdę pokręcone, a właściciele uwielbiają się wyróżniać. Nie jest to produkcja o pięknych wnętrzach, pełna inspiracji, a jej celem jest bardziej szokowanie widza i zaciekawienie.




poniedziałek, 27 kwietnia 2020

NICZYM OBSERWOWANIE GRY AKCJI- RECENZJA NOWOŚCI NETFLIXA "TYLER RAKE: OCALENIE"

"Tyler Rake: Ocalenie" to pierwszy tak dobry film akcji od Netflixa. Oglądanie go było dla mnie jak obserwowanie przebiegu rewelacyjnej gry. 
Główny bohater jest najemnikiem. Potrzebuje pieniędzy i podejmuje się niebezpiecznej misji. Za wszelką cenę usiłuje odbić i uratować syna sławnego biznesmena. Sprawy jednak znacznie się komplikują.


Widać, że platformie bardzo zależało, aby produkcja okazała się sukcesem. Wysoki budżet wykorzystano na efekty specjalne, które nie wyglądają na tandetne. Podziwiać można także sceny walki. Główny wątek fabularny jest bardzo ciekawy. Nie brak elementów zaskoczenia. Chris Hemsworth idealnie sprawdził się w roli Tylera, czego można było się spodziewać. Nie wyobrażam sobie tu innego aktora. Chris jest bardzo autentyczny, nie tylko ze względu na fizyczność. Doskonale ukazuje zagubienie, samotność. Szczere emocje widać także w rodzącej się więzi między nim a ratowanym chłopcem. Dla widza to nie tylko wojownik. Moją uwagę przykuwała także Golsshifteh Farahani w roli agentki Nik. Produkcja ma słabsze momenty, ale są one mniejszością.
Podziwiałam krajobrazy i odzwierciedlenie klimatu Bangladeszu- kolorystyki, wszechobecnego kontrastu między skrajnym ubóstwem a bogactwem. Miasto i jego mieszkańcy mają tutaj do odegrania własną, ważną rolę. Zaskakujący, mocny finał zostawia widza z wieloma pytaniami.

"Tyler Rake: Ocalenie" to film z pazurem, bardzo dobry w swoim gatunku. Trzyma w napięciu i spełnia większość oczekiwań. Polecam!

piątek, 10 kwietnia 2020

PRAWDZIWA HISTORIA, KTÓRA ZACHWYCA I DAJE DO MYŚLENIA!- RECENZJA MINISERIALU "UNORTHODOX"

"Unorthodox" (z ang. nieortodoksyjny) to serial oparty na książce "Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów" Deborah Feldman, w której autorka dzieli się historią swojego życia. Jest widowiskowy i zrealizowany z wielkim rozmachem. Zupełnie nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie zachwyci!


Główna bohaterka to 19-letnia Esti. Jest Żydówką, żyje więc w świecie pełnym zasad, w którym rola kobiety jest bardzo ograniczona. Dziewczyna czuje się inna, ale stara się sprostać stawianym przed nią wymaganiom. Godzi się na zaaranżowane małżeństwo, ale nie przynosi jej ono szczęścia. Decyduje się na ucieczkę do Berlina (ta część nie jest już oparta na książce). Tam poznaje nowy świat, zawiera przyjaźnie i poznaje siebie, swoje pragnienia i marzenia. Mąż rusza za nią w pogoń i chce, aby wróciła z nim w kręgi Żydowskiej społeczności.


Serial w ciekawy sposób ukazuje mniejszość etniczną, jej tradycje i zwyczaje. Scenarzyści przywiązywali bardzo dużą wagę do najmniejszych detali. Zachwycają kostiumy, wnętrza. Na szczególną uwagę zasługuje scena ślubu, zrealizowana z wielkim rozmachem. Zwróciłam także uwagę na grę świateł, która potęguje klimat. "Unorthodox" jest kopalnią informacji o codziennym życiu Żydów. Niektóre z nich są wręcz niewyobrażalne. W opozycji do nich stoją wydarzenia dziejące się w Berlinie. Esti poznaje kolorowy, wolny świat i stara się w nim odnaleźć.


Oczarowała mnie także gra aktorska. Odtwórczyni głównej roli, Shira Haas, idealnie oddała emocje. Jej twarz jest bardzo plastyczna i zupełnie inna w zależności od sytuacji. Po zwiastunie nie byłam przekonana, co do wyboru aktorki, ale teraz nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej roli.
Amit Rahav jako mąż Esti świetnie oddał niewinność i sprzeczne emocje bohatera. To jedna z moich ulubionych postaci. W jego głowie wiele się dzieje, ślepo wierzy, że ich religia i obyczaje są jedynymi słusznymi, ale ma w sobie wiele dobra i wrażliwości, które widz docenia. Także aktorzy drugoplanowi świetnie sobie radzą. Ważną częścią produkcji jest także muzyka.


Serial ma tylko 4 odcinki, co sprawia, że nie jest przez ani jedną chwilę nużący i trzyma w napięciu. Historia skłania do przemyśleń i zostaje w głowie na długo. To opowieść o potrzebie wolności, szukaniu własnego ja, życiowej prawdy. Nie piętnuje zachowań i stara się przekonać, że ludzie to przede wszystkim ludzie, nie zważając na pochodzenie czy wyznawaną religię. Wszystkich nas łączą emocje, potrzeba kochania i bliskości, pragnienia i marzenia.

"Unorthodox" to dzieło, które trzeba zobaczyć i poczuć na własnej skórze. Serial w prostej formie, z głębokim i ważnym przekazem kryje w sobie wiele emocji i nie sposób przejść obok niego obojętnie. Netflix udostępnił także materiał zakulisowy, który polecam obejrzeć, gdyż jest świetnym dopełnieniem.


czwartek, 26 marca 2020

"LOVE IS BLIND"- DLACZEGO REALITY SHOW NETFLIXA STAŁO SIĘ TAKIM HITEM?

Reality show mają być dla nas czystą rozrywką. Propozycja tego typu programu od Netflixa stała się hitem. "Love Is Blind" bije rekordy popularności. Dlaczego? Sprawdziłam to dla Was i choć absolutnie nie jestem fanką takiego repertuaru, to dałam się wciągnąć do reszty. 
Zaistniała sytuacja na świecie jest trudna i czasem warto oderwać się od natłoku przerażających informacji. Przymusowe siedzenie w domu wykorzystajmy też na naładowanie baterii, więc odmóżdżające programy wskazane. Mamy wiele problemów wielkiej wagi, więc niech chociaż na chwilę naszym największym będzie to czy ślub Lauren i Camerona dojdzie do skutku.



Uczestnicy spotykają się na zasadzie każdy z każdym, ale dzieli ich ściana, więc oceniają się nawzajem tylko na podstawie rozmów, nie wyglądu. Szybko nawiązują dość intymne relacje, szczerze przechodząc do tematów wywołujących emocje, wzruszenia. Gdy uznają, że ich więź jest już wystarczająco silna przechodzą do następnego etapu, czyli oświadczyn
i pierwszego spotkania face to face. Podczas egzotycznych wakacji mogą sprawdzić, czy ich emocjonalna więź idzie w parze z fizyczną. Wszystko weryfikuje wspólne zamieszkanie, a do ślubu zostało kilka tygodni.


Co wyróżnia "Love Is Blind" na tle tego typu formatów? Przede wszystkim w mojej opinii w odróżnieniu od "Ekipy z Warszawy", "Love Island" itp. skala "ogłupienia" jest o wiele mniejsza, a poziom wulgarności zerowy. Wypowiedzi bohaterów słucha się z przyjemnością. Są oni bliscy każdemu z nas. A jak wiadomo na widza najlepiej działamy, gdy może on utożsamić się z postacią. Pełno tu dramatów, a przecież lubimy je obserwować. Twórcy prowadzą akcję w taki sposób, że ona niesamowicie wciąga. Nie będziecie mogli się oderwać!

Nie sposób jednak zaprzeczyć, że "Love Is Blind" to głupiutki format i nie jest dla wszystkich. Widać też, że znaczna część była ustawiona tak, aby psychologicznie zadziałać na widza. Czepiam się także tego, iż wszyscy uczestnicy są piękni, z idealnym ciałem. To mija się z celem show, jakim była odpowiedź na pytanie, czy miłość jest ślepa.

W pierwszych odcinkach jeszcze bardzo się broniłam, ale na nic się to zdało, bo "Love Is Blind" steruje mózgiem i nawet nie zorientowałam się kiedy wciągnęło mnie do reszty i zaczęłam kibicować bohaterom, mieć swoich ulubieńców. Odcinka ze ślubami wręcz nie mogłam się doczekać. Śmiałam się sama z siebie, bo nie sądziłam, że tak łatwo dam się takiemu programowi. 
Czas ten był bardzo przyjemny i czekam na 2. sezon!
Sprawdźcie na własnej skórze!

czwartek, 30 stycznia 2020

O MIŁOŚCI PRAWDZIWIE I Z HUMOREM- RECENZJA SERIALU "LOVESICK"

Kiedy na studiach mam zaliczenie dosłownie z każdego przedmiotu i mnóstwo innych, dodatkowych obowiązków późnym wieczorem potrzebuje serialu lekkiego, najlepiej z dużą dawką humoru. Tym razem świetnie sprawdził się "Lovesick" od Netflixa, zapewniając przyjemny relaks.


"Lovesick" to historia trójki przyjaciół. Luke to typowy podrywacz, który tak naprawdę poszukuje prawdziwej miłości, a dla bliskich jest w stanie zrobić wszystko. Dylan lekko nieogarnięty, z dużym urokiem osobistym wciąż nie odnalazł prawdziwego siebie. Spoiwem między tą dwójką jest Evie- piękna, zdolna, twardo stąpająca po ziemi. W momencie rozpoczęcia akcji Dylan dowiaduje się o tym, że choruje na chlamydię, o czym musi powiadomić swoje dotychczasowe partnerki seksualne. A tych trochę było, bo starczyło na 3 sezony. Każda dziewczyna to osobny odcinek, perypetie jednak łączą się w całość, opowiadając spójną historię. Sprawy komplikuje fakt, iż Evie i Dylan od dłuższego czasu są w sobie zakochani, do czego nie potrafią się jednak przyznać. Droga do szczęścia okaże się wyboista, pełna wzlotów i upadków, zabawnych sytuacji, ale i wzruszeń. 


W pewnych aspektach serial można porównać do kultowych "Przyjaciół". Moje serce skradli przemyślani bohaterowie, których nie sposób nie lubić. Widz kibicuje im od samego początku. Na pochwałę zasługuje gra aktorska. Głównym atutem jest niewątpliwie klimat produkcji. To życiowa historia, o poszukiwaniu miłości, ale przede wszystkim siebie, przedstawiająca skomplikowanie międzyludzkich relacji. Potrafi chwytać za serce i bawi do łez. Co ważne, nie jest głupkowata, a wręcz przeciwnie każdy wyciągnie z niej wnioski dopasowane do swojego życia. Urzekła mnie także znakomicie dobrana muzyka. Serial utrzymuje dobry poziom z każdym sezonem. 

Gwarantuję, że polubicie się z "Lovesick", który trafia na listę moich ulubionych seriali. Oglądało mi się go z wielką przyjemnością. Lekki, ale nie banalny, z humorem, prawdziwy- czego chcieć więcej?

środa, 1 stycznia 2020

WIELKIE OCZEKIWANIA KONTRA RZECZYWISTOŚĆ- RECENZJA 1. SEZONU "WIEDŹMINA"

Wiele oczekiwałam od "Wiedźmina" Netflixa. Z resztą nie tylko ja, bo wiele oczekiwał od serialu cały świat. Sporą cegiełkę dołożył do tego sam Netflix promocją serialu, jakiej od długiego czasu nie było. Patrząc po recenzjach na różnych forach widzowie są podzieleni na tych, którzy są rozczarowani produkcją i na tych zachwyconych. Przyznam szczerze, że 1. sezon wywołał we mnie bardzo mieszane uczucia. Zacznijmy jednak od początku...



1. sezon "Wiedźmina" jest próbą zekranizowania kultowej sagi Andrzeja Sapkowskiego o Geralcie z Rivii, która popularność zyskała głównie za sprawą gier. Geralt jest wiedźminem, czyli zmutowanym człowiekiem, który poluje na potwory. W każdym odcinku widz towarzyszy mu podczas różnych przygód, coraz więcej dowiadując się o bohaterze. Wiedźmina w "Wiedźminie" nie jest jednak aż tak dużo, bowiem dla mnie sezon ten zdominowała postać Yennefer- dziewczyny, o powykręcanym ciele, posiadaczki potężnych mocy. Poznajemy jej przeszłość, drogę do ujarzmienia mocy. Trzecią z wiodących postaci jest Ciri- księżniczka upadłej Cintry, która uciekła w momencie bitwy. Losy owej trójki połączy nić przeznaczenia. 

WADY:

Sceny z Geraltem, Yennefer i Ciri przeplatają się, lecz nie są w porządku chronologicznym. To główny zarzut kierowany w kierunku serialu. Przeskoki te są dosyć chaotyczne. Doceniam jednak zamysł, aby ukazywana przeszłość, teraźniejszość połączyły się w pewnym momencie w całość. Widz, który nie czytał książki gubi się i myślę, że warto by było dodać chociażby dopisek czasowy. Wiele by to ułatwiło.  Potwory, smok także mogą rozczarowywać. Odcinki są bardzo nierówne. Moim ulubionym jest finał, ale bywały takie, które nudziły mnie większość czasu. Często miałam wrażenie, że część scen jest zupełnie po nic i nie wnosi zbyt wiele do rozwoju akcji, a wręcz ją spowalnia. Najgorzej wypada wątek Ciri. Brakuje mi trochę tej słowiańskości, która mogłaby przejawiać się chociażby w muzyce. Wad, jak na produkcję takiej rangi jest nadzwyczaj dużo.

ZALETY:
Nie sposób zignorować obecność wad, ale pomimo ich dużej liczby ma się wielką ochotę obejrzeć 1. sezon jednym ciągiem. Przedstawiony świat pochłania. Najjaśniejszym punktem jest bez wątpienia odtwórca roli Geralta, czyli Henry Cavill. Odnalazł się  rewelacyjnie, mimo porcelanowej urody i z przyjemnością się na niego patrzy. Widać, że jest to rola jego życia i spełnia się w niej stuprocentowo. Śmiało można rzec, że dobór aktorów udał się tutaj w każdym przypadku. Ekranizacja nie utraciła humoru. Podobały mi się także sceny walk, charakteryzacje, scenografia. Sympatię zyskuję także towarzysz Geralta- Jaskier, grający na lutni bard. Gwarantuję Wam, że piosenka "Toss A Coin To Your Witcher " nie wyjdzie z Waszej głowy przez bardzo długi czas. Co bardzo mnie zadziwiło to dubbing na bardzo wysokim poziomie. Finał spójnie zamyka cały sezon i wywołuje ciekawość dalszego rozwoju wydarzeń.

PODSUMOWANIE:

1. sezon "Wiedźmina" daje radę, jeśli traktujemy go jako wprowadzenie do całego serialu: zapoznanie z bohaterami, przedstawionym światem i jest dobrą prognozą na przyszłe sezony. Sam Bagiński powiedział, że z Lauren dopiero uczyli się "Wiedźmina" i po 2. sezonie możemy spodziewać się więcej. Trzymam za słowo! Nie kryję swojego rozczarowania, spowodowanego wieloma wadami produkcji. Na pewno nie mogę napisać, że serial pochłonął mnie do reszty i jestem nim zachwycona, ale czas spędzony na oglądaniu był niewątpliwie przyjemny. Myślę, że bańka oczekiwań przed premierą była po prostu za duża. W 2019 roku dostaliśmy wiele niesamowitych seriali i już nie tak łatwo zachwycić odbiorcę, a wszelkie niedociągnięcia nie zostają wybaczone. 

Jakie emocje wywołał u Was "Wiedźmin"? 




poniedziałek, 23 grudnia 2019

NETFLIX Z FILMOWĄ PROPOZYCJĄ NA ŚWIĘTA- RECENZJA "DWÓCH PAPIEŻY"

11 lutego 2013 roku światem wstrząsnęła wieść o rezygnacji ze sprawowanego stanowiska papieża Benedykta XVI (Josepha Razingera). Do tamtej pory papieże pełnili tę funkcję aż do śmierci. Następcą Benedykta wybrany został kardynał Jorge Bergoglio (papież Franciszek), reprezentujący skrajnie różne poglądy od jego poprzednika. Obecnie mamy zatem "dwóch papieży". Te przełomowe dla Kościoła katolickiego wydarzenia stały się inspiracją do wyprodukowania poruszającego filmu, który przedstawia trudną drogę do przyjaźni Benedykta XVI i Franciszka, konfrontuje obu papieży i ukazuje prawdę o człowieku i jego słabościach. 


Fabuła koncentruje się na kilku spotkaniach Razingera i Bergoglio, począwszy od wyboru tego pierwszego na papieża. Widz obserwuje aktorski kunszt Anthony'ego Hopkinsa i Jonathana Pryce'a. Przyjemnie obserwuje się ich konfrontacje. W produkcjach takich jak ta bardzo ważną rolę odgrywają dialogi, które w tym przypadku są świetnie napisane i pasują do każdego z bohaterów. To, a także znakomite wcielenie się w postaci przez odtwórców głównych ról powoduje, że ma się wrażenie realnego podglądania tego, co naprawdę działo się w tamtym okresie w Watykanie. W pewnym momencie zapomniałam, że patrzę na aktorów, a nie prawdziwego Franciszka i Benedykta. To ogromna zaleta produkcji. Proces ten wzmacnia ciekawe prowadzenie kamery, momentami nieco niedbałe, spoglądające zza pleców. Doskonale wpleciono także urywki z prawdziwych nagrań pogrzebu Jana Pawła II czy konklawe. Zaskoczeniem były dla mnie retrospekcje z życia kardynała Bergoglio dotyczące odnalezienia powołania, ale także kontrowersyjnej współpracy z rządzącą niegdyś w Argentynie juntą wojskową. 

Filmu tego w moich oczach nie sposób jednak oceniać w kategorii biograficznej. O wielu wątkach jak np. pedofilii w Kościele, na którą oko przymykał Benedykt, tylko się tu wspomina, chcąc uniknąć kontrowersji. Dla mnie jest to produkcja przedstawiająca przede wszystkim zderzenie dwóch różnych poglądów, a także międzyludzkich relacji mimo owych różnic. Fabularnie całość jest dialogiem między człowiekiem konserwatywnym a tym, który dostrzega potrzebę zmian. Pięknie ukazano jak te dwa światy mogą się wzajemnie uzupełniać i stworzyć relację przyjaźni, której obrazem są ostatnie sceny. "Dwóch papieży" pozbywa się patosu, a zamiast tego przedstawia ludzkie słabości i upadki. Co najważniejsze jednak- nie ocenia. W ten sposób ma trafiać do każdego widza, bez względu na wyznanie wiary. Wielką zaletą produkcji są także humor i muzyka. Mamy okazję podziwiać także urokliwe wnętrza Kaplicy Sykstyńskiej czy Pałacu Apostolskiego, które zapierają widzowi dech w piersiach.

"Dwóch papieży" to znakomita propozycja na święta. Film ma wiele zalet, wśród których największą jest niewiarygodna gra aktorska. Produkcję ogląda się niezwykle przyjemnie, a przy tym ma ona charakter dydaktyczno-moralizatorski. Myślę, że śmiało można stwierdzić, iż jest to jeden z najlepiej zrealizowanych filmów 2019 roku. 

niedziela, 3 listopada 2019

NETFLIX Z APETYTEM NA OSCARA- RECENZJA "KRÓLA"

Timothée Chalamet zachwycił mnie już w "Tamte dni, tamte noce". Kolejne filmy z jego udziałem tylko udowadniały mi wagę jego talentu. Po seansie "Mojego, pięknego syna" powiedziałam do mamy: "Przypatrz się dokładnie temu chłopakowi, bo będzie o nim głośno. Według mnie to najlepszy aktor młodego pokolenia". Ostatnio obejrzałyśmy razem "Króla", w którym Chalamet wciela się w tytułową rolę Henryka V. Seans tylko potwierdził moje słowa. Młody aktor zachwyca i sprawia, że widz nie może oderwać od niego wzroku. Jest bardzo wiarygodny, doskonale oddaje emocje, świetnie wypada w dramatycznych monologach. Przy tym wszystkim nie jest jednak przesadzony i sztuczny, zachowuje naturalność. Co lubię w nim najbardziej to fakt, że w każdej roli jest inny i gra w odmienny sposób.


"Król" to historia życia Henryka V. Z początku wszyscy podchodzą do niego sceptycznie jako do władcy Anglii. W ich oczach jest przede wszystkim buntowniczym i zdradzieckim synem. On jednak chce rządzić na swój sposób. Pragnie pokoju. Niestety w wyniku wielu wydarzeń i spisków wplątuje się w konflikt z Francją. Młody król stanie przed wieloma trudnymi wyborami. Warto wspomnieć, że scenariusz powstał na podstawie dzieł Szekspira.

Netflix chce tym filmem powalczyć o Oscara. Czy im się to uda? Zobaczymy... Produkcja jest bez wątpienia na wysokim poziomie. Jej największymi zaletami są dopracowane sceny bitewne, charakteryzacje i scenografie. Całą robotę robi dla mnie jednak gra aktorska Chalameta. Zdecydowanie przyćmił on Roberta Pattinsona. Film ogląda się przyjemnie mimo, że fabularnie nie zachwyca i chwilami nudzi. Zakończenie jednak było dla mnie dość nieoczekiwane i wywołało zaskoczenie. Filmy historyczne rządzą się swoimi prawami. Zarys historyczny często schodzi na drugi plan, a skupiamy się na aktorach, miejscach, kostiumach. Tak jest i w tym przypadku. 

Mimo że "Król" na wielu płaszczyznach (szczególnie, jeśli chodzi o scenariusz) rozczarowuje, to warto go obejrzeć. Dajcie się zachwycić znakomitej grze aktorskiej, ukazaniu emocji. 


środa, 31 lipca 2019

W POSZUKIWANIU WŁASNEGO JA- RECENZJA MAŁO ZNANEGO, A ZACHWYCAJĄCEGO SERIALU "TRINKETS"

Po rewelacyjnym 3. sezonie "Stranger Things" kompletnie nie mogłam wkręcić się w żaden serial. Przypomniałam sobie o zwiastunie nowej młodzieżówki Netflixa, który przemknął mi jakiś czas temu. Wtedy z braku czasu puściłam go w niepamięć, a o serialu też dość szybko ucichło i nie stał się hitem. Gdy po długich poszukiwaniach tytułu zasiadłam do "Trinkets", byłam pozbawiona wszelkich oczekiwań. Jakże mile się zaskoczyłam! 
"Trinkets" to bardzo wartościowa pozycja wśród seriali dla młodzieży, wyróżniająca się tematyką, świetną muzyką i doborową kreacją postaci. 


Elodie, Moe i Tabitha chodzą do tej samej szkoły, ale każda jest na innym szczeblu hierarchii tej społeczności. Spotykają się na zajęciach grupy wsparcia dla osób, mających problem z kradzieżą. Wspólny nałóg łączy dziewczyny i z czasem zaprzyjaźniają się coraz bardziej. Każda z nich boryka się z wieloma problemami, demonami przeszłości. Dziewczyny nie mają łatwego życia, a wsparcie znajdują właśnie w sobie. Okazuje się, że pozory mylą. Osoby, na które na szkolnym korytarzu patrzymy z góry po bliższym poznaniu mogą stać się przyjaciółmi...

Bohaterki polubiłam już od pierwszych scen. Prezentują one różne osobowości, co sprawia, że każdy odnajduje w nich cząstkę siebie. Często podejmują niezrozumiałe dla widza decyzje, ale wywołuje to sporo emocji. Problem pojawia się przy kreacji Elodie, której wątek prowadzony jest chaotycznie. Zdecydowanie bardziej kibicowałam jej koleżankom i chętniej oglądałam sceny z ich udziałem. Aktorki znakomicie wcieliły się w role, są bardzo wiarygodne. Spodobało mi się wykorzystanie ciekawego zabiegu. Postacie poboczne ukazywane są dość blado; widz nic się o nich nie dowiaduje. To uwydatnia chęć skupienia się tylko i wyłącznie na głównych bohaterkach. Zadziałało na plus! Poruszane w serialu problemy z pewnością dotrą do młodego widza i skłonią do refleksji. "Trinkets" skupia się na samotności młodego człowieka, potrzebie bliskości drugiej osoby, poszukiwaniu siebie i błędach, do których przecież każdy ma prawo. Kradzież w pewnym momencie odchodzi na dalszy plan. Mam wrażenie, że trochę zabrakło na ten wątek pomysłu. Dziwi mnie także to, iż Netflix ukazuje ją jako czynność łatwą, pozbawioną konsekwencji. Uważam, że serial powinien zniechęcić młodych ludzi do nałogów, a nie robić coś kompletnie odwrotnego. Ciąg wydarzeń wywołuje emocje, a krótkość odcinków (ok. 20 minut) sprawia, że w produkcję bardzo łatwo się wkręcić. Wrażenie wywarła na mnie także muzyka, korzystnie dobrana przez twórców. Warto zaznaczyć, iż serial powstał na podstawie książki, o tym samym tytule. Wadą okazała się mała ilość odcinków w pierwszym sezonie. Po skończeniu seansu czułam wielki niedosyt. Finał pozostawia furtkę do kontynuacji produkcji. Netflix wczoraj zapowiedział 2. sezon, który ma być jednocześnie ostatnim.

"Trinkets" ogląda się bardzo przyjemnie, z ciekawością. Dziwię się, że produkcja znalazła tak niewielu zwolenników i nie odniosła zbyt dużej popularności. Nie trafia co prawda na szczyt listy moich ulubionych seriali, ale z niecierpliwością czekam na kolejny sezon!

sobota, 20 kwietnia 2019

DRUGI SEZON "CHILLING ADVENTURES OF SABRINA" LEPSZY NIŻ PIERWSZY?

Muszę przyznać, że gdy Netflix wypuścił swoją wersję kultowej Sabriny, podchodziłam do tego dość sceptycznie. Początek pierwszego sezonu zrobił na mnie ogromne wrażenie i szybko się wkręciłam, podobnie jak moi znajomi. Zapał gwałtownie ostygł i nie kryłam rozczarowania. Z tego powodu na kontynuację nie czekałam i zaczęłam oglądać głównie z ciekawości. Wielce się zdziwiłam! 2. sezon Sabriny zaskakuje i naprawdę daje radę. 


Sabrina Spellman tym razem jest jeszcze bardziej mroczna. Coraz bardziej odkrywa swoje moce i nie zawsze wykorzystuje je w dobrych celach. Niektóre sceny spokojnie można zaliczyć do horroru. 2. sezon bardziej skupia się na magicznym świecie. Bohaterka spędza już mało czasu w zwyczajnej szkole i w towarzystwie śmiertelników. Wydarzenia w kontynuacji oscylują wokół Mrocznego Pana. Ma on wobec bohaterki niecne plany. Zbliża się Apokalipsa. Sabrina i wszyscy bohaterowie będą musieli się zjednoczyć. Co wybierze bohaterka? Czy pójdzie za głosem zła? Na jaw wyjdą skrywane dotąd tajemnice.

Najmocniejszą stroną serialu są aktorzy. W 2. sezonie największą uwagę zwróciłam na postać Nicka ( w tej roli Gavin Leatherwood). Uważam, że w dużej mierze to on "robi" ten sezon. Gdyby twórcy pozostawili związek Sabriny z Harvey'em dużo by stracili. Nick wnosi powiew świeżości, intryguje i tworzy aurę tajemniczości. Między bohaterami czuć chemię, stali się jedną z moich ulubionych serialowych par. Nie mogę powiedzieć tego natomiast o nowym związku byłego chłopaka Sabriny. Tego wątku jakoś kompletnie nie kupuję.
Pierwsze odcinki są dość nudnawe, ale warto przez nie przebrnąć, ponieważ wprowadzają w akcje, która z czasem znacznie nabiera tempa. Obserwujemy przemianę Sabriny, która dojrzewa i staje się pewną siebie, silną kobietą. W serialu odczuwa się feministyczne nastroje. Poruszone zostały także ważne, trudne tematy, których kompletnie się nie spodziewałam. Należy do nich wątek przyjaciółki Sabriny, która wewnętrznie czuje się mężczyzną. Dość odważny krok ze strony reżyserów. Szokujących scen nie brakuje. "Chilling Adventures..." urzeka przede wszystkim swoim klimatem. Scenografia, stroje, muzyka z lat 60., magiczne święta i obrzędy- to wszystko sprawia, że wykreowany świat porywa widza, uzależnia. Po finale czuć jednak pewien niedosyt, twórcy zostawiają furtkę do następnych sezonów, które zostały już potwierdzone. Nie mogę się doczekać!

poniedziałek, 19 listopada 2018

"CHILLING ADVENTURES OF SABRINA" NETFLIXA- CZY WARTO OBEJRZEĆ?

Któż z nas nie pamięta Sabriny- nastoletniej czarownicy, której przygody emitował kilka lat Polsat. Wszyscy zakochaliśmy się w tej rezolutnej nastolatce z magicznym życiem, a jej kot Salem skradł serca widzów. Netflix zrobił swoją wersję serialu. Czy warto obejrzeć "Chilling Adventures of Sabrina"?

Na wstępnie należy zaznaczyć, że serial odbiega od tego, którego znamy sprzed lat. Absolutnie nie jest to kolejne teen drama. Zarys bohaterki pozostaje ten sam. Sabrina to 16-nastolatka, która w połowie jest czarownicą. Mimo magicznych mocy do tej pory żyła w świecie śmiertelnych, wychowywana przez ciotki. Ma wielu przyjaciół, fantastycznego chłopaka (w tej roli cudowny Ross Lynch). Nadchodzi jednak dzień, w którym musi dokonać wyboru, w którym świecie pragnie żyć....


Netflix postarał się o efekty specjalne. Serial jest bardzo mroczny, momentami nawet dość przerażający. Twórcy skupiają się na magicznym aspekcie życia, a świat śmiertelników pozostawiają w tyle. Podoba mi się, że przyjaciołom Sabriny także dodano nutkę magii. Każdy bohater jest bardzo przemyślany. Chwalę charakteryzacje i ścieżkę dźwiękową. Po obejrzeniu pierwszego odcinka historia wciągnęła mnie do reszty i byłam zachwycona produkcją. Stan ten trwał do 8 odcinka. Nie przepadam za rozlewem krwi i scenami tego typu i myślę, że momentami Netflix przesadził. To jednak kwestia indywidualnej tolerancji. Mściwa, mroczna Sabrina pod koniec serii sprawiła, że zatęskniłam za starszą wersją. Niewątpliwie jednak produkcja ma rewelacyjne momenty i serial warto obejrzeć. Mój początkowy zachwyt co prawda minął ok. 8 odcinka, ale i tak polecam "Chilling adventures..." ze względu na dopracowanie każdego szczegółu i klimat. 

niedziela, 19 sierpnia 2018

"DO WSZYSTKICH CHŁOPCÓW, KTÓRYCH KOCHAŁAM"- RECENZJA KSIĄŻKI I FILMU

"Do wszystkich chłopców, których kochałam" polubiłam już po obejrzeniu zwiastuna Netflixa. Książkę chciałam już kiedyś przeczytać, a zbliżająca się premiera bardzo mnie do tego zmotywowała. W ten oto sposób znalazłam lekturę, która trafia na szczyt moich ulubionych. Film także oglądało się bardzo przyjemnie. Idealna propozycja dla nastolatek, o duszy romantyczki...

O HISTORII:
Głowna bohaterka to Lara Jean- introwertyczka, romantyczka, bardzo związana z siostrami, marząca o wielkiej miłości. Po każdym zauroczeniu pisze list do chłopaka, aby wszystko podsumować i dać sobie szansę na zapomnienie. Przeżywa rozstanie z najstarszą z sióstr, która wyjechała na studia. Dom jest teraz po części na jej głowie. Wpada w panikę, gdy okazuje się, że listy zniknęły z jej pokoju i zostały wysłane. Wśród adresatów jest Josh- były chłopak jej siostry. Lara nie jest pewna, czy nic już do niego nie czuje. Nie chce mieszać między nim a siostrą. List otrzymuje także Peter Kavinsky, który właśnie zerwał z dziewczyną. Wpada na pomysł, aby z Larą udawali, że są razem. W ten sposób on wzbudzi zazdrość byłej, a Josh nie będzie miał wątpliwości, że bohaterka nic do niego nie czuje. Z czasem polubią się coraz bardziej, a granica między udawaniem a rzeczywistością zacznie się zawężać... Czy Peter okaże się być inny niż wszyscy myślą? Czy Lara obdarzy go uczuciem? Zapomni o Joshu?

KSIĄŻKA
Przede wszystkim napisana rewelacyjnym stylem! Jenny Han ma tak lekkie pióro. Świetnie wykreowała nastoletnie postacie, w bardzo realistyczny sposób. Miała bardzo ciekawy pomysł na tę historię. Wciągnęła mnie do reszty. Pokochałam Larę Jean i utożsamiłam się z nią. Każdemu rozdziałowi towarzyszy także humor. Książka ma wiele wątków, które pominięto w filmie. Nawet te najmniej istotne są bardzo ciekawe i ani na chwilę czytelnik się nie nudzi. Podoba mi się skupienie się także na wątku rodziny, relacji z siostrą. Do końca niewiadomą pozostaje kto wysłał listy, co trzyma w napięciu. Książka także bardziej niż film skupia się na Joshu. Wątek Petera jest tak cudowny, że ta para każdemu skradnie serce. Zakończenie pozostaje otwarte, co mi akurat nie przypadło do gustu i to jedyny minus. Pokochałam Larę i jej zabawne perypetie, Peter skradł moje serce, więc nie mogę się doczekać aż przeczytam następne części.
Przeczytajcie koniecznie!


FILM
Jest taki angielski przymiotnik "lovely" i to on najlepiej opisuje ten film. Wszystkie produkcje Netflixa są zawsze na wysokim poziomie i tak też jest w tym przypadku. Książka została znacznie zmieniona. Nie podoba mi się to, że twórcy już na samym początku zdradzają, kto wysłał listy. Cała niespodzianka i efekt zaskoczenia ulatuje. Nie skupiają się też na Joshu. On właściwie mało co się pojawia, a szkoda. Starty nadrabiają zakończeniem. Nie pozostaje ono otwarte jak w przypadku książki. Zapowiada nam także dalszą część historii, którą mam nadzieję zekranizują jak najszybciej. Film jest rewelacyjny, przyjemny dla oka. Widz, który czytał książkę znajdzie kilka wad, ale nie ujmują one tej produkcji. Na plus soundtrack. Podoba mi się styl każdej z postaci. Dokładnie tak ich sobie wyobrażałam. Sceny Petera i Lary romantyczkom zapadną w pamięć. Jeśli szukacie filmu na leniwe popołudnie, który będzie zabawny, a jednocześnie poruszy serducho, to "Do wszystkich chłopców, których kochałam" jest idealną propozycją.