Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2020

BŁYSKOTLIWIE O RODZINNYCH RELACJACH- RECENZJA FILMU "KŁAMSTEWKO"

Cenię sobie filmy, które obrazują temat w inteligentny sposób i potrafią wzruszać i bawić jednocześnie. Zdecydowanie do takiej kategorii należy "Kłamstewko"


Billi to Chinka wychowująca się w Ameryce. Studiuje w Nowym Jorku. Jest bardzo związana ze swoją babcią. Tym bardziej przeżywa wiadomość o jej śmiertelnej chorobie. Babci pozostało według lekarzy kilka miesięcy życia. Chińczycy mają jednak w zwyczaju nie mówić choremu członkowi rodziny o stanie jego zdrowia. Tak też postanawia rodzina Billi, co stanowczo nie podoba się dziewczynie. Nie zgadza się z opinią krewnych i uważa, że babcia powinna wiedzieć, że zostało jej kilka miesięcy życia.
Wszyscy chcą spędzić czas z chorą, więc organizują rodzinny zjazd pod pretekstem ślubu jednego z kuzynów. Uroczystość jest fikcją, co staje się źródłem wielu zabawnych wątków.

"Kłamstewko" wzbudza wiele emocji. Bawi, a momentami wzrusza i umiejętnie balansuje między dwoma stanami. Miejsca, kolorystyka tworzą klimat. Aktorzy świetnie wcielili się w role. Prosta forma porusza widza i sprawia, że zaczyna się doceniać otaczających bliskich. Z ekranu płynie ciepło. Akcja płynie powoli, więc film nie przypadnie do gustu wszystkim. Produkcja nie ocenia i pozostawia widza z wieloma pytaniami. To do niego należy ostateczna odpowiedź, czy kłamstwo jest złe czy może być uzasadnione. Film kontrastuje także kulturę Wschodu z Zachodem.

"Kłamstewko" to przyjemna produkcja, która zwraca uwagę na wagę rodzinnych więzów, potrzebę otaczania się bliskimi i wyzwalającą (lub nie) prawdę.

poniedziałek, 18 maja 2020

KIEDY REALIZM ŁĄCZY SIĘ Z MAGIĄ- RECENZJA KSIĄŻKI "BYŁA SOBIE RZEKA"

"Była sobie rzeka" to książka wyróżniająca się na tle innych dostępnych na rynku. Intrygująca historia, opowiedziana w zjawiskowy sposób zostaje na długo w czytelniku. Cudowna, mieniąca się okładka oddaje klimat powieści, która łączy w sobie realizm z baśniowością, magią.


"To, że coś jest niemożliwe, nie znaczy, że się nie zdarzy."


Wydarzenia dzieją się nad Tamiza. Rzeka odgrywa ważną rolę i łączy wszystkie wątki, a tych mamy tutaj wiele. Zaczątkiem akcji staje się tajemnicze pojawienie się w gospodzie mężczyzny z dzieckiem na rękach. Wyłowiona z rzeki dziewczynka kilka godzin nie daje znaku życia i zostaje uznana za zmarłą. Niespodziewanie jednak budzi się, czego wyjaśnić nie potrafi nawet miejscowa pielęgniarka. Cudowne dziecko oczarowuje wszystkich, wzbudzając ukrywane pragnienia. Bogate małżeństwo widzi w niej swoją córkę, która przed laty została porwana. Czarnoskóry farmer widzi w niej swoją wnuczkę, a gospodyni pastora siostrę. Czytelnik równolegle poznaje historie tych bohaterów, skrywane przez nich tajemnice. Wszystko powoli łączy się w całość. Któż z nich ma rację? A może dziewczynka, jak twierdzą niektórzy, wcale nie należy do tego świata.

Jeśli miałabym opisać "Była sobie rzeka" jednym zdaniem to powiedziałabym o niej, że jest to tajemnicza, trzymająca w napięciu baśń dla dorosłych, która łączy w sobie realizm z magią. Nie spotkałam się nigdy z podobną historią, podobnym klimatem, a czytam nałogowo, więc trudno mnie zaskoczyć i zadziwić. Tutaj to się udało. Autorka ma przyjemny styl pisania, pasujący do klimatu tajemniczości i grozy. Umiejętnie łączy wiele gatunków, ponieważ powieści nie da się sklasyfikować do jednej kategorii. Znajdziemy tutaj elementy powieści obyczajowej, fantasy, kryminału. Muszę przyznać, że nawet momenty spowolnienia akcji mnie nie nudziły. Mnogość bohaterów i historii może z początku powodować chaos, który zmniejsza się z każdym rozdziałem. Fabuła jest bardzo spójna, a finalizacja wątków niezwykle przemyślana i momentami zaskakująca. Baśń ma także drugie dno. Autorka porusza tematykę więzi rodzinnych, relacji międzyludzkich.



Obok wydania tej książki nie można przejść obojętnie. Obwoluta jest jedną z najpiękniejszych, jakie widziałam. Wnętrze także nie rozczarowuje. Styl pisania, klimat jak i sama historia sprawiają, że jest to książka wyjątkowa. 

czwartek, 2 kwietnia 2020

JESTEŚ WAŻNY!- KIM HOLDEN O UTRACIE, EFEKCIE MOTYLA I WALCE Z SAMYM SOBĄ W KSIĄŻCE "DRUGA STRONA"

Kim Holden to jedna z moich ulubionych autorek, dlatego zawsze z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę. Pozycje te są bardzo wartościowe, poruszają niezwykle ważne tematy i tak też jest w przypadku "Drugiej strony".
Ileż to razy każdy z nas czuł się bezwartościowy, niepotrzebny. Holden poprzez przedstawioną historię chce przekonać nas, że każdy ma swoje miejsce we wszechświecie, a nasze czyny i słowa wpływają na wszystkich wokół, z czego często nie zdajemy sobie sprawy. 


"Spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy są dla nas jak kotwica. Stabilizują swoją obecnością. Zapewniają pociechę, po prostu będąc."

Główny bohater to siedemnastoletni Toby, który kryje w sobie ból traumatycznych wydarzeń z przeszłości. Czuje się samotny i nie widzi sensu istnienia. Autorka czyni go narratorem powieści. Czytelnik stopniowo odkrywa tajemnice bohatera i zaczyna rozumieć jego postawę i działania. Wszystko zmienia się, gdy Toby poznaje Alice- niewidomą pasjonatkę muzyki, pełną optymistycznego nastawienia. Między tym dwojgiem rodzi się uczucie, ale to nie na nim skupia historia. Alice stara się ocalić Toby'ego, dać mu nadzieję i prognozę na lepsze jutro. Czy ten pozwoli sobie na szczęście, czy też pogrąży w mroku? Każdy w "Drugiej stronie" musi radzić sobie z demonami i trudnościami dnia codziennego. 

"Najważniejszą chwilą na słuchanie jest ta, gdy brakuje słów. To wtedy serce woła najgłośniej."




Uwielbiam styl pisania Kim Holden i zawsze niezwykle przyjemnie czyta mi się jej pozycje. Stworzyła bohaterów prawdziwych, niepapierowych. Czytelnik bardzo zżywa się z głównym bohaterem i przeżywa jego rozterki. Bohaterowie poboczni także są dopracowani. Tempo akcji jest wyrównane. Najważniejsze w tej książce są jednak emocje. Trudna tematyka sprawia, że czytanie staje się niekiedy bolesne. Holden zwraca uwagę na różne oblicza depresji, ciche wołanie o pomoc, myśli samobójcze. Lekarstwa dopatruje się w kontaktach z innymi, ale także muzyce i sztuce, która jest ważną częścią lektury. Niezwykle ujęło mnie ukazanie tego, jaki mamy wpływ na naszych bliskich, mimo iż bardzo często nie mówią nam oni o tym, nie okazują wdzięczności.


"Druga strona" to książka, którą trzeba przeczytać. Holden zdaje się krzyczeć do czytelnika: Jesteś ważny i wyjątkowy. Nikt Cię nie zastąpi. Masz swoje miejsce na Ziemi i swoje życie do przeżycia, niekiedy pełne trudów, ale piękne! 

czwartek, 30 stycznia 2020

O MIŁOŚCI PRAWDZIWIE I Z HUMOREM- RECENZJA SERIALU "LOVESICK"

Kiedy na studiach mam zaliczenie dosłownie z każdego przedmiotu i mnóstwo innych, dodatkowych obowiązków późnym wieczorem potrzebuje serialu lekkiego, najlepiej z dużą dawką humoru. Tym razem świetnie sprawdził się "Lovesick" od Netflixa, zapewniając przyjemny relaks.


"Lovesick" to historia trójki przyjaciół. Luke to typowy podrywacz, który tak naprawdę poszukuje prawdziwej miłości, a dla bliskich jest w stanie zrobić wszystko. Dylan lekko nieogarnięty, z dużym urokiem osobistym wciąż nie odnalazł prawdziwego siebie. Spoiwem między tą dwójką jest Evie- piękna, zdolna, twardo stąpająca po ziemi. W momencie rozpoczęcia akcji Dylan dowiaduje się o tym, że choruje na chlamydię, o czym musi powiadomić swoje dotychczasowe partnerki seksualne. A tych trochę było, bo starczyło na 3 sezony. Każda dziewczyna to osobny odcinek, perypetie jednak łączą się w całość, opowiadając spójną historię. Sprawy komplikuje fakt, iż Evie i Dylan od dłuższego czasu są w sobie zakochani, do czego nie potrafią się jednak przyznać. Droga do szczęścia okaże się wyboista, pełna wzlotów i upadków, zabawnych sytuacji, ale i wzruszeń. 


W pewnych aspektach serial można porównać do kultowych "Przyjaciół". Moje serce skradli przemyślani bohaterowie, których nie sposób nie lubić. Widz kibicuje im od samego początku. Na pochwałę zasługuje gra aktorska. Głównym atutem jest niewątpliwie klimat produkcji. To życiowa historia, o poszukiwaniu miłości, ale przede wszystkim siebie, przedstawiająca skomplikowanie międzyludzkich relacji. Potrafi chwytać za serce i bawi do łez. Co ważne, nie jest głupkowata, a wręcz przeciwnie każdy wyciągnie z niej wnioski dopasowane do swojego życia. Urzekła mnie także znakomicie dobrana muzyka. Serial utrzymuje dobry poziom z każdym sezonem. 

Gwarantuję, że polubicie się z "Lovesick", który trafia na listę moich ulubionych seriali. Oglądało mi się go z wielką przyjemnością. Lekki, ale nie banalny, z humorem, prawdziwy- czego chcieć więcej?

sobota, 4 stycznia 2020

KSIĄŻKA IDEALNA NA ZIMOWE WIECZORY- RECENZJA "POCAŁUNKÓW W NOWYM JORKU" CATHERINE RYDER

Jedyne, co lubię jesienią i zimą to możliwość spędzania długich wieczorów z dobrym filmem lub książką. Co roku na Święta staram się znaleźć lekturę, która idealnie wprowadzi mnie w ich klimat. Od takiej pozycji oczekuję lekkości, a przy tym niebanalności. Przyznam szczerze, że do kupienia "Pocałunków w Nowym Jorku" skusiła mnie bardziej przepiękna okładka niż opis wydawcy (jestem okładkową sroką i tyle w temacie). Nie spodziewałam się za wiele i jakże ta książka mnie zaskoczyła!


Fabuła jest oczywiście dość prosta. Główna bohaterka to Charlotte- młodziutka dziewczyna, która przyjechała do Nowego Jorku spełniać marzenia, a tymczasem miasto przyniosło jej pasmo rozczarowań i złamane serce. Pragnie uciec z tego miasta jak najszybciej, ale wigilijny lot zostaje odwołany. Przeznaczenie sprawia, że na lotnisku wpada na Anthony'ego, którego właśnie rzuciła dziewczyna. Bohaterka znajduje pozostawiony przez kogoś poradnik, jak przetrwać rozstanie. Razem z Anthony'm postanawiają postępować według jego kroków i udają się w świąteczną przygodę po magicznym mieście w czasie której nie tylko uleczą złamane serce, ale także odnajdą siebie.



Wiem, opis ten brzmi bardzo banalnie i infantylnie, ale wierzcie mi, warto dać książce szansę. "Pocałunki..." mają przede wszystkim bardzo przemyślanych i dobrze wykreowanych bohaterów. Są dojrzali jak na swój wiek i przeżywają wiele trudnych chwil i
traum, dlatego myślę, że nawet dorośli mogą się z nimi utożsamić. Świąteczno- zimowy nastrój jest świetnym tłem, ale nie
zdominował powieści. Święta przejawiają się w niej bardziej jako czas spędzony z bliskimi, a nie wspominanie o choince w każdym zdaniu. Mimo to, jest to jedna z najbardziej klimatycznych książek, jakie czytałam. Za to wielki plus! Spodobał mi się także język autorki- prosty, pozbawiony wulgaryzmów i nie niedbały jak to często w przypadku młodzieżówek bywa. Historia płynie, akcja rozwija się w idealnym tempie. Czytelnik zżywa się z postaciami i odkrywa Nowy Jork wraz z nimi. Autorka tworzy romantyczny nastrój, ale nie jest on przesłodzony. Uczucie między bohaterami pojawia się bardzo powoli w wyniku wielu głębokich, szczerych rozmów, co powoduje, że w tę miłość można uwierzyć. Co jakiś czas trafiają się humorystyczne momenty, ale nie brakuje także wielu chwil wzruszeń. To opowieść o rozstaniach, tęsknocie, odnajdywaniu siebie, przeznaczeniu i ryzyku, które czasem trzeba podjąć na drodze do szczęścia. 

"Pocałunki w Nowym Jorku" są idealną pozycją na zimowy wieczór. To lekka, przyjemna, a przy tym nieinfantylna lektura, która otula niczym ciepły koc. 

środa, 27 listopada 2019

DOJRZAŁE TEKSTY, EMOCJE W GŁOSIE- RECENZJA PŁYTY "JAK MALOWAĆ OGIEŃ" NATALII PRZYBYSZ

Do tej pory nie należałam do grona fanów Natalii Przybysz. Byłam świadoma jej wielkiego talentu, ale dotychczasowa twórczość jakoś do mnie nie przemawiała. Usłyszałam utwór "Ogień" i wszystko się zmieniło. Natalia mnie zaczarowała.... Im dalej wsłuchiwałam się w najnowszy album, tym czar bardziej się umacniał. 

Płyta "Jak malować ogień" ma wszystko, czego ja oczekuje od dobrej płyty. Przede wszystkim ujmuje mnie dojrzałymi, emocjonalnymi tekstami, pełnymi metafor, będącymi bilansem dzisiejszych czasów i opowieścią kobiety, które wiele już przeżyła. W tych tekstach czuć melancholię, którą dopełnia wspaniała muzyka. Natalia śpiewa z takimi emocjami w głosie, lekkością, nie popisując się i nie przesadzając, bo wiem, że nic już nie musi udowadniać. 
To jest w moich oczach własnie taka płyta: podsumowanie pewnego okresu życia, momentami gorzkie, artystki, która pozwala sobie na ukazanie siebie w pełnej okazałości, w prawdzie, bez tabu. 
Świetnie słucha się tego albumu właśnie teraz- jesienią, w szare i ponure dni. Z całości wypływa niebiański spokój, błogość. 

Czaruje już sama okładka płyty.... Bardzo wiele zdradza o tym, jaki klimat znajdziemy w środku. Warto wspomnieć, że produkcja była w pełni ekologiczna. 

Na płytę składa się 10 piosenek. Rozpoczynamy od utworu "Ogień". "Muszę się nauczyć, jak malować ogień./ W tych czasach niespokojnych słowa są jak noże..."- śpiewa Natalia niskim głosem do dźwięków elektrycznej gitary. Wszystko trochę mroczne, ale jak na początek płyty, to świetnie wprowadza w całość. Chwalę także za teledysk. 


Dalej mamy bardziej energetyczne "Kochamy się źle", "Cienie". Przechodzimy do jednego z moich ulubionych utworów, czyli "Ciepłego wiatru". Ta piosenka mnie hipnotyzuje!
Elektryczne brzmienie zapewnia "Wyspa", a także "Że Jestem". W podobnym klimacie pozostaje "Po naszej stronie". "Przestrzeń" to jeden z najbardziej dojrzałych utworów na płycie. Artystka ocenia dzisiejszy świat: "Mieliśmy stąd wyjechać, bo wycinają drzewa.". Bonusem jest cover Maanam. Całość pięknie zamyka "Słodka Herbata z Cytryną". Słuchacz czuje się właśnie, jak po wypiciu gorącej herbaty w mroźny wieczór. 

Nowa płyta Przybysz otula jesienią niczym ciepły koc. Dojrzałość płynąca z niej ujmuje słuchacza, a klimat oczarowuje!



środa, 13 listopada 2019

W POSZUKIWANIU ODPOWIEDZI NA NAJWAŻNIEJSZE PYTANIA- RECENZJA SERIALU "SZUKAJĄC ALASKI"

Ekranizacje książek Johna Greena zawsze stają się hitami. Tym razem twórcy stworzyli nie film a mini-serial na podstawie "Szukając Alaski". Niewątpliwie udało im się oddać klimat historii, a całość ogląda się bardzo przyjemnie.


Główny bohater Miles to wycofany, zamknięty w sobie nastolatek. Ma przedziwną pasję- zapamiętuje ostatnie słowa znanych ludzi. Jest typem myśliciela i wciąż poszukuje odpowiedzi na pytanie, jaki jest sens życia i do czego tak naprawdę dążymy. Poukładane i nudne życie zaburza wyjazd do szkoły z internatem. Miles czuje, że musi się usamodzielnić, a jednocześnie intuicja podpowiada mu, że to właśnie tam znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytania. Zakochuje się w tajemniczej dziewczynie o imieniu Alaska. Odnajduje prawdziwych przyjaciół, którzy są wsparciem w trudnych chwilach. Wspólnie spędzają czas na robieniu żarcików, piciu, paleniu, ale też ważnych rozmowach. Alaska oznacza jednak także kłopoty. Dziewczyna niewątpliwie zmaga się z czymś trudnym, o czym niechętnie mówi. Jej zachowanie niepokoi przyjaciół, ale czy będą w stanie obronić ją przed nią samą?

Bardzo cieszę się, że powstają takie książki, takie seriale i filmy jak "Szukając Alaski". Ukazują prawdziwą młodzież i uświadamiają pewne ważne rzeczy nastolatkom. Nasi bohaterowie nie są przerysowani, jak to bywa w serialach young adult. To wielka zaleta produkcji. Obserwujemy zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, którzy bywają smutni, mają problemy, które przeplatają się jednak z chwilami szczęścia. Samo życie. "Szukając Alaski" ma ciepły klimat, który chwyta widza za serce. Być może chodzi tu o lato, o tą beztroskę. Akcja prowadzona jest powoli, ze stopniowaniem napięcia. Na pochwałę zasługuje gra aktorska. Ja nie miałam wrażenia, że to są aktorzy. Wydawało mi się przez cały seans, że podglądam gdzieś z oddali paczkę prawdziwych przyjaciół. Doświadczamy tutaj całego wachlarza emocji. Finałowe odcinki to wyciskacze łez!
W serialu nie brakuje dialogów, które kryją w sobie życiową prawdę. Na ich kanwie rozgrywa się ta historia. Główny bohater szuka odpowiedzi i po części je znajduje. To opowieść o bólu, samotności, stracie, "labiryncie cierpienia", ale także nadziei i życiu tu i teraz.
Ważna pozycja i dla młodych ludzi, i tych nieco starszych! 

czwartek, 24 października 2019

(NIE)ZNAJOMI- ŚMIECH I ŁZY W PRZYKRYM OBRAZIE RELACJI MIĘDZYLUDZKICH

Uwielbiam włoską produkcję "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie". Ujęła mnie oryginalnością i ciekawym podejściem do tematu. Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość o powstaniu polskiej wersji tego kultowego filmu. Dobór moich ulubionych aktorów sprawił, że wizyta w kinie była koniecznością. Dawno się tak nie uśmiałam, wzruszając się jednocześnie.


Jeden wieczór. Paczka przyjaciół spotyka się przy kolacji w mieszkaniu jednej z par. W pewnym momencie bohaterka, która dopiero co wkroczyła do ich grona wpada na pewien pomysł. Od tej pory każdy przychodzący sms czytany będzie na głos, a rozmowa przełączona na tryb głośnomówiący. Szybko okazuje się, że każdy ma jakieś swoje tajemnice, a ludzie znający się wiele lat wcale nie wiedzą o sobie aż tak dużo. Zdrady, oszustwa, niewypowiedziane słowa ciążące na sercu, trudne tematy. Ciężka atmosfera splata się z nieustającym humorem. To sprawia, że film ogląda się z wielką przyjemnością mimo, że niesie za sobą ryzyko utraty zaufania do najbliższych.

Twórcy zastosowali wiele zabiegów, wzmacniających odbiór dzieła. Sceneria jest dość ciemna. Światło zdaje się oświetlać tylko twarze bohaterów. To trafnie powoduje, że niewyraźne tło staje się wręcz niezauważalne dla widza i ten skupia się tylko na najważniejszych rzeczach. Zauważyłam jednak, że taki obraz ciężko oglądało mi się w kinie, seans bardzo męczył wzrok. Klimat dopełnia także muzyka. Jest lekka, sielankowa. Tak właśnie rozpoczyna się spotkanie i stopniowo zamienia w gorzką wymianę sekretów. Wśród obsady znaleźli się moi ulubieni polscy aktorzy, którzy zostali świetnie wpasowani do swoich ról. Ma się wrażenie, że wcale nie patrzy się na aktorów, tylko obserwuje prawdziwą paczkę przyjaciół podczas wieczornego spotkania. Kamera prowadzona jest w taki sposób, aby widz miał właśnie wrażenie swego rodzaju podglądania. Niezwykła emocjonalność jest wielkim atutem produkcji. Monolog Ostaszewskiej wbił mnie w fotel. Niezwykle ujęła mnie także ostatnia z rozmów między Tomaszem Kotem a Kasią Smutniak (grała także w oryginalnej wersji)- bardzo wyważona, inteligentnie zrealizowana. W jednej scenie pokładamy się ze śmiechu po to, aby kolejna wzbudziła wzruszenie i łzy. "(Nie)znajomi" są dopracowani w każdym aspekcie, przez co seans jest niezwykłą przyjemnością, a po jego zakończeniu w głowie kłębi się mnóstwo myśli i refleksji. Jest to gorzkie podsumowanie relacji międzyludzkich. Zaczynamy zastanawiać się, czy nasi najbliżsi też nas oszukują i czy znamy ich tak dobrze, jak myślimy. Rozważamy, czy my sami zawsze jesteśmy fair. Przy tym wszystkim jednak produkcja pozostawia nadzieję, że mimo wszystko te relacje musimy pielęgnować. One nie są często nieskazitelne, ale ciężką pracą możemy wspólnie budować nasze szczęście. Czasem wystarczy tylko szczera rozmowa. To, co uwielbiam w tej historii to brak potępienia. Twórcy w żaden sposób nie nakierowują nas na to, co mamy myśleć o czynach bohaterów. Granica między złem a dobrem zostaje zamazana. Przekonują nas jednak, że telefony dzielą ludzi a nie łączą. 

(Nie)znajomi to słodko- gorzka komedia, która warto zobaczyć. Rewelacyjnie wyprodukowana, cieszy oko, doprowadza widza do śmiechu i łez, a także skłania do refleksji o kondycji i jakości relacji. Wszystko to oscyluje wokół telefonów, które stały się dla nas tak ważną częścią życia, że tracimy z oczu, to, co najważniejsze. Gdybym nie widziała oryginalnej włoskiej produkcji "(Nie)znajomi wywarliby na mnie jeszcze większe wrażenie, ale i tak trafiają na szczyt moich ulubionych polskich filmów. Polecam!

wtorek, 2 lipca 2019

"TRZY KROKI OD SIEBIE" LEPSZE NIŻ "GWIAZD NASZYCH WINA"?- RECENZJA FILMU

Jestem fanką filmów pokroju "Gwiazd naszych wina". Zawsze zalewam się na nich łzami. Muszę przyznać jednak, że zrobiło się ich zbyt dużo. Wszystkie opierają się na chorobie głównego bohatera lub bohaterki i spotkaniu miłości życia. Temat ten wydał mi się już wyczerpany. Po obejrzeniu zwiastuna "Trzech kroków od siebie" z niecierpliwością czekałam na premierę, mając jednocześnie obawy, że okaże się dość nudny właśnie przez zbyt dużą ilość podobnych filmów. Na szczęście twórcy pozytywnie zaskoczyli, a chemia między aktorami i ich naturalność sprawiła, że "Trzy kroki od siebie" śmiało mogą konkurować z hitem "Gwiazd naszych wina" o miano najlepszego filmu młodzieżowego o miłości, dla której przeszkodą staje się choroba. 


Stella i Will chorują na mukowiscydozę. Biorą udział w eksperymentalnej terapii i właśnie tak się poznają. Nie jest to jednak miłość od pierwszego wejrzenia. Bohaterowie zmagają się z różnymi etapami choroby, śmiercią. Nie mogą zbliżyć się do siebie bliżej niż na trzy kroki. Ich poglądy na świat skrajnie się różnią, co sprawia, że uczą się od siebie. Zdając sobie sprawę z upływającego czasu, doceniają każdą chwilę razem.

Produkcja urzekła mnie przede wszystkim grą aktorską. Uważam, że Cole Sprouse niesamowicie wczuł się w historię i to jego najlepsza rola. Razem z Haley Lu Richardson zachowują się bardzo naturalnie, a chemia między nimi sprawia, że widz wierzy w ich uczucie. Film pięknie dopełnia ścieżka dźwiękowa. Fabuła potrafi zaskoczyć, nie jest tak przewidywalna, jak mogłoby się wydawać.
To piękna historia, która wzrusza i skłania do refleksji. Zwraca uwagę na to, jak ważne są  wzajemna bliskość i dotyk. Czas spędzony na seansie nie będzie stracony. Polecam!

czwartek, 2 maja 2019

"SREBRNA ZATOKA" JOJO MOYES- O TYM, CO NAPRAWDĘ DAJE NAM SZCZĘŚCIE

Jojo Moyes znana jest przede wszystkim z książki "Zanim się pojawiłeś", której ekranizacja z Emilią Clarke w roli głównej stała się hitem. Już wtedy polubiłam styl pisania tej autorki, dlatego z chęcią sięgnęłam po "Srebrną zatokę". Czas spędzony z tą lekturą był bardzo miły, relaksujący, a przede wszystkim wartościowy. Pokochałam bohaterów i muszę przyznać, że po skończeniu książki pozostała tęsknota.


Liza to dziewczyna po przejściach. Mieszka z córką Hannah u ciotki Kathleen w Srebrnej Zatoce- nadmorskim kurorcie, słynącym z wielorybów. To tam odnajdują swoją przystań. Stopniowo dowiadujemy się przed czym ucieka nasza bohaterka. Poznajemy także Mike'a. To mężczyzna sukcesu. Jego firma planuje wybudowanie nowoczesnego hotelu na terenach Srebrnej Zatoki. Inwestycja zniszczy jednak piękno tego terenu i pozbawi bohaterki pracy. Losy Mike'a i Lizy krzyżują się. Bohater jest pod wielkim wrażeniem dziewczyny i ich relacja stopniowo nabiera tempa. Czy Mike powstrzyma wybudowanie hotelu? Czy poświęci pracę w imię miłości? Czy Liza przestanie wreszcie uciekać? Co takiego stało się w przeszłości?

Jojo Moyes ma swój unikalny styl, lekki i przyjemny w odbiorze. To sprawia, że nawet grubsze pozycje czyta się bardzo szybko. Dla niektórych obecność wątków spowalniających akcję i nie wnoszących nic do fabuły może okazać się wadą, ale mi o dziwo po kilku rozdziałach zupełnie to nie przeszkadzało. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wolne tempo i stopniowe dowiadywanie się nowych informacji o bohaterach bardzo mi się spodobało i trzymało w napięciu. Moyes to mistrzyni pióra! Bohaterów nie sposób nie lubić. Czytelnik szybko się z nimi zżywa i kibicuje, pragnie przenieść się do miejsca wydarzeń. W "Srebrnej Zatoce" zabrakło mi większej ilości opisów uczuć i emocji, szczególnie w wątkach miłosnych. Do głosu dochodzi kilku najważniejszych bohaterów, także najmłodsza Hannah. Jestem fanką takiego rozwiązania. Chwile radości mieszają się z chwilami smutku, można uronić łzy. Nawet przewidywalność finału nie psuje radości z czytania. Moyes wie, jak sterować emocjami czytelnika. Styl pisania Moyes sprawia, że nie może się skończyć na jednej książce autorki, zawsze chce się więcej. Piękna okładka także przyciąga uwagę.

Autorka porusza ważne tematy. Każdy z bohaterów musi zmierzyć się ze swoimi problemami, demonami. Życiowe wartości muszą zostać przewartościowane. Moyes stara się odpowiedzieć na pytania, co w życiu jest ważne i co daje nam szczęście. Skłania czytelnika do refleksji! "Srebrna Zatoka" to opowieść o tęsknocie, ucieczce, poświęceniu, miłości, która opiera się na przyjaźni, dokonywaniu wyborów.


Ciepła, mądra i klimatyczna opowieść, która zapewni przyjemne wieczory!

środa, 13 lutego 2019

ZGUBIĆ SIĘ, ODNALEŹĆ SIĘ- RECENZJA KSIĄŻKI "DROGI EVANIE HANSENIE"

"Drogi Evanie Hansenie" to książka, która powstała na podstawie musicalu o tym samym tytule. Jego twórcy chcieli w ten sposób przekazać historię większej liczbie odbiorców. Fani musicalu już od dłuższego czasu domagali się jego papierowej wersji i ich żądania zostały spełnione.
Evan Hansen urzeka i wciąga do reszty. Nic dziwnego, że ma tylu wielbicieli na całym świecie. Dołączam do nich także ja!


Evan jest samotnym nastolatkiem, pogrążonym w depresji. Za namową psychologa pisze do siebie listy. Przez przypadek jeden z nich trafia w ręce Connora, który niedługo po tym popełnia samobójstwo, a list to jedyne, co znajduje się przy jego ciele. "Drogi Evanie Hansenie..."- czytają rodzice zmarłego i zastanawiają się, co łączyło Evana z ich synem. Wszyscy wnioskują, że główny bohater i Connor byli najlepszymi przyjaciółmi. Evan nie wyprowadza ich z błędu i brnie w kłamstwa. Jego życie drastycznie się zmienia. Rodzice Connora poświęcają mu sporo czasu, bohater zakochuje się w siostrze zmarłego- Zoe. Już nie jest samotnikiem, a istnienie zaczyna mieć sens. Czy prawda wyjdzie na jaw? Jak czyjaś śmierć wpływa na życie ludzi wokół?

Książkę, mimo dość poważnej tematyki, czyta się bardzo lekko. Czytelnik od razu zaprzyjaźnia się z postacią Evana, współczuje mu i wybacza wszelkie kłamstwa. Akcja prowadzona jest w bardzo przemyślany sposób, w odpowiednim tempie, tak, że przez ani jeden moment nie można się nudzić. Trzyma w napięciu i nie jest przewidywalna, co jest ogromnym plusem. Autorzy znakomicie oddają emocje bohatera. Ciekawym rozwiązaniem, które wiele wnosi są rozdziały, w których do głosu dochodzi Connor. 
Opowieść czasem bawi, czasem wzrusza i skłania do refleksji.

Historia Evana Hansena ma zwrócić uwagę na coraz większą liczbę samobójstw wśród młodych ludzi. Evan i Connor toprzedstawiciele pokolenia samotników, którzy czują się niezrozumiani przez rodziców, niewidzialni i wołają o pomoc. Z każdym kolejnym rozdziałem obserwujemy przemianę głównego bohatera, która przypomina o tym, jak bardzo potrzebujemy innych ludzi i jak ich obecność na nas wpływa.

Bardzo mądra, ciekawa lektura, która wiele wnosi i mimo smutnego przebiegu wydarzeń pozostawia czytelnika z nadzieją.
Polecam!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"CAŁA JA" AUGUSTY DOCHER- RECENZJA KSIĄŻKI

Lekka, przyjemna, wciągająca- taka musi być książka na wakacje i taka też jest "Cała ja" Augusty Docher. Idealna do czytania podczas wyjazdu, na plaży. Z powodzeniem umili również bardziej deszczowe dni.
Fabuła przedstawia dwie z pozoru nie mające ze sobą nic wspólnego historie. Milena to pogubiona nastolatka, która po bolesnym rozstaniu wdaje się w romans z dużo starszym przyjacielem rodziny. Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji poddania się pożądaniu. Przyjdzie jej podjąć bolesne decyzje... Równocześnie poznajemy Paulinę. Jej przeszłość jest tajemnicą. Ukrywa się i boi miłości. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Paula. Czy u jego boku odnajdzie szczęście? Co łączy obie bohaterki?


Pomysł na tę powieść, zakończenie zaskakuje i to jest największy atut lektury! Uwielbiam także styl autorki. Akcja płynie i czytelnik nie nudzi się ani przez chwilę. Augusta Docher stworzyła postacie, których nie sposób nie lubić. Znakomicie oddała także emocje. Niewątpliwie ma talent. Śmieszne momenty przeplatają się z dramatami i wysmakowanymi ostrzejszymi scenami. To nie jest jedna z tych banalnych, słodkich powieści miłosnych. To opowieść o sile uczuć, bolesnych rozstaniach i trudnych wyborach. Gwarantuję Wam, że odkrycie tajemnic bohaterek niejednokrotnie wywoła zaskoczenie i niedowierzanie. Jak na książkę z tego gatunku jest naprawdę bardzo dobrze. Przekonajcie się sami.
Jestem zakochana w okładce!

"Cała ja" zapewni Wam przyjemne popołudnie! 


czwartek, 5 października 2017

AGNIESZKA KRAWCZYK "SIOSTRY"- CZARY CODZIENNOŚCI NA JESIENNE WIECZORY

"Siostry" Agnieszki Krawczyk to książka o kobietach i dla kobiet. Jej klimat zaczaruje jesienne wieczory.

Agata Niemirska czuje się zagubiona. Ma świetną pracę, faceta, ale czegoś jej brakuje. Telefon o śmierci matki, która zostawiła ją w dzieciństwie zmienia wszystko. Wraz z przyrodnią siostrą Danielą jadą na pogrzeb do Zmysłowa. Tam Agata dowiaduje się o istnieniu Tosi- dziewięcioletniej siostry, która po śmierci matki została zupełnie sama. Niemirskie wiedzą, że nie mogą zostawić Tosi samej i zostają w Zmysłowie dłużej niż przewidywały. W małej miejscowości układają swoje życie na nowo....Kto z mieszkańców okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Czy odnajdą swoje miejsce na ziemi?


Książka spodoba się kobietom, które lubią romantyczne, beztroskie klimaty i szukają przyjemnej, niewymagającej lektury. Akcja toczy się bardzo wolno. Lektura jest dość długa i właściwie przez ten cały czas za dużo się nie dzieje. Dla niektórych wolne tempo jest wadą, dla innych zaletą. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Miałam momenty, w których takie wolne płynięcie przez akcje bardzo mnie relaksowało, ale były też chwile, gdzie niecierpliwie oczekiwałam aż w końcu niektóre wątki się rozwiną. Niewątpliwie książką tą trzeba się delektować. "Siostry" są właściwie wprowadzeniem do serii "Czary codzienności". Mają na celu przedstawić nam bohaterów i nakreślić sytuację. Wszystkie rozpoczęte wątki są rozwijane w następnych częściach. 


Styl Agnieszki Krawczyk bardzo mi się spodobał. Jest pełen ciepła, uczuć. Kreacja tylu bohaterów w jednej serii nie jest łatwa, a autorka świetnie sobie z nią poradziła. Nie dzieli ludzi na dobrych i złych. Każdy z nich ma swoją niełatwą historię. Na wyobraźnie działają także piękne opisy przyrody: malownicze krajobrazy, ogrody, kwiaty. Czytelnik pragnie przenieść się do tego sielskiego miejsca. 
Opowieść niesie w sobie prawdę o ludziach i zastanawia się nad celem i sensem życia. Ukazuje istotę miłości i rodziny. Towarzyszymy bohaterkom w poszukiwaniu swojej drogi, odkrywaniu tajemniczej przeszłości. "Siostry" są niewymuszoną powieścią o tym, jakie jest życie, ze wszystkimi swoimi barwami.

Lekka, przyjemna historia, która będzie lekiem na szare, jesienne dni...
Dajcie się zauroczyć! 


piątek, 8 września 2017

FILM "OBDAROWANI"- WZRUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O UTALENTOWANEJ DZIEWCZYNCE

Są takie filmy, które oglądamy z zapartym tchem. Są też takie przy których się wzruszamy..., uśmiechamy do ekranu... Bo zawsze chodzi o emocje i to one są powodem, dla którego tak chętnie oglądamy dobre kino. Reżyser "Obdarowanych" Marc Webb doskonale o tym wie.

Główny bohater Frank nie ma takiego życia jak inni faceci w jego wieku, a to wszystko za sprawą jednej małej, rezolutnej dziewczynki. Mary jest jego siostrzenicą. Opiekę nad nią powierzyła mu siostra przed samobójstwem. 6-latka, podobnie jak matka, jest bardzo utalentowana. Nie straszna jej matematyka na poziomie studiów. Franc chroni jej talent. Domyśla się, że świat będzie chciał wykorzystać zdolności Mary i pozbawi ją to dzieciństwa. Po kilku latach nieobecności znów w ich życiu pojawia się babcia dziewczynki, która ma odmienny pogląd na wychowanie niż Frank. Rozpoczyna się walka o prawa rodzicielskie.

Bohaterów nie sposób nie polubić. Relacja między Frankiem a Mary wywołuje podziw i bardzo przyjemnie się na nich patrzy. Aktorzy doskonale wcielili się w swoje role. Przystojny Chris Evans jest bardzo tajemniczy, a Mckenna Grace ukazuje wszystkie emocje Mary, nawet te trudne przy czym i tak zostaje rezolutną, małą dziewczynką.
Z jednej strony mamy piękny, sielski obrazek, który mógłby kojarzyć się z lekkim kinem. Reżyser podejmuje się jednak trudnej tematyki, przy czym przekazuje ją w łatwy w odbiorze sposób. Stawia trudne pytania dotyczące życia matematycznych geniuszy, problemów napotykanych w czasie wychowywania.Wzrusza, ale nie przejeżdża w brutalny sposób po naszej duszy. W pewnych momentach potrafi rozśmieszyć.Wszystkie emocje sprawiają, że "Obdarowanych" ogląda się z przyjemnością. Wielkim atutem jest także doskonale dobrana muzyka. Za jedyną wadę można uznać zbytnią przewidywalność.


Myślę, że film się Wam spodoba i przyjemnie spędzicie czas na jego oglądaniu. Polecam! ;)

środa, 23 sierpnia 2017

"HISTORIA WNĘTRZ. DOM OD ROKU 1700" STEVEN PARISSIEN- RECENZJA

Jedną z moich pasji jest także architektura, w szczególności wnętrza. Skłoniło mnie to do przeczytania książki "Historia wnętrz. Dom od roku 1700".

Jest to bardzo ciekawa pozycja, tym bardziej jeśli lubicie sztukę, historię. Spora ilość stron i mała czcionka sprawiły jednak, że bardzo długo mi się ją czytało i kilka razy robiłam dłuższe przerwy. Nie da się od tak usiąść w fotelu i po prostu ją pochłonąć. 

To dość ciężka lektura, przepełniona historią, ale napisana prostym i zrozumiałym językiem. To właśnie brak naukowego, fachowego i trudnego słownictwa wyróżniają ją wśród innych pozycji o tematyce kulturowej. Pełen profesjonalizm. Piękne zdjęcia ( na szczęście podpisane, co przedstawiają) uprzyjemniają czytanie. Sięgając po "Historię wnętrz..." spodziewałam się jednak czegoś innego...

 Autor duży nacisk kładzie na historię, przemiany społeczne, gospodarcze, rewolucje, by dopiero na drugim miejscu nakreślić ich wpływ na wnętrza. Nie zrozumcie mnie źle- to też jest fajne, ale nastawiałam się na projekty najsłynniejszych architektów wnętrz, słynne meble i po prostu przeprowadzenie mnie po tym, co było modne w danych epokach. Tytuł nie zgadza się z treścią. Książka ma jeszcze jedną wadę- autor skupia się głównie na Ameryce. 


Warto przeczytać tę książkę, aby poszerzyć swoją wiedzę nie tylko na temat designu, ale także historii. Przed zakupem musicie jednak zastanowić się, czy aby na pewno to jest to, czego oczekujecie. Szkoda by było, gdybyście się męczyli i zanudzili. To ambitna pozycja! Wydawnictwo Arkady jak zwykle się postarało i zadbało o piękne wydanie.

piątek, 7 lipca 2017

STWÓRZ LEGENDĘ!- RECENZJA "PROMYCZKA" KIM HOLDEN

Z Kim Holden miałam przyjemność spotkać się przez krótką chwilę na Warszawskich Targach Książki. Zdobyty na "Promyczku" autograf  bez wątpienia uprzyjemniał czytanie. Książka nie jest wcale romansidłem, jak można by stwierdzić po przeczytaniu opisu fabuły. To smutna historia, która daje jednak nadzieję. 

Główna bohaterka Kate wiele w życiu przeszła. Zawsze był przy niej niezastąpiony przyjaciel Gus, który marzy o muzycznej karierze. Dziewczyna wyjeżdża na studia, gdzie poznaje tajemniczego Kellera. Kate także ma tajemnicę, którą autorka do pewnego momentu skrywa nawet przed samym czytelnikiem i która złamie mu serce, przysporzy wiele łez. Czy odważą się na miłość mimo świadomości nadchodzącego cierpienia?

"Czytanie jest ucieczką od prawdziwego świata. Wszyscy go czasem potrzebują, by pozostać przy zdrowych zmysłach."

"Promyczek" jest dość długą lekturą, którą czyta się jednak w bardzo szybkim tempie za sprawą świetnego stylu pisania Kim Holden. W roli narratora występuje zarówno Kate jak i Keller, co wiele wnosi do fabuły. Bohaterów nie sposób nie pokochać, także tych drugoplanowych. Kate jest osobą, którą każdy podziwia, którą każdy chciałby być. Jest mądra, zabawna, zaraża pozytywną energią wszystkich wokół i nie traci pogody ducha, o czym świadczy przezwisko "Promyczek".  Momentami wydaje się być tak idealna że aż nierealna.

To bardzo mądra opowieść o miłości, poświęceniu, marzeniach, ale także cierpieniu, śmierci. Wzrusza, doprowadza do łez i rozrywa serce, ale potrafi także rozbawić i rozbudzić nadzieje. Kim Holden przedstawia prawdziwe życie, bez cukierkowej ściemy. Abyśmy zżyli się z bohaterką, utożsamili z nią pierwsza część książki to po prostu opis codziennych dni nastolatki na studiach. Z tego powodu pierwsze rozdziały mogą zniechęcać i wydawać się być nużące- jedyna wada tej lektury. Warto jednak dotrwać do samego końca, bo jest pełen emocji i potrzeba do niego paczki chusteczek. 

"Jesteście dzielni…
A teraz idźcie… stwórzcie legendę!
To rozkaz.
Zróbcie to.
Proszę..."

Musicie przeczytać "Promyczka", ponieważ zmienia życie i sprawia, że zaczynamy doceniać chwilę. Autorka zostawia nas z hasłem "Stwórz legendę", co wcale nie jest łatwe w wykonaniu. Nie zapomnicie tej lektury! Rozdarła moje serce i momentami byłam zła na autorkę za takie zakończenie. Poza smutkiem zostawiła jednak na szczęście nadzieje, a postawa głównej bohaterki stała się dla mnie inspiracją. Już nie mogę doczekać się kolejnej części- "Gusa".

"Przeżywajcie każdy dzień, jakby był Waszym ostatnim. (...)Bądźcie spontaniczni. Życie ma zbyt wiele reguł, schematów i wymagań. Zmieńcie plany, by zrobić miejsce na zabawę."

wtorek, 24 stycznia 2017

"LA LA LAND" ARCYDZIEŁEM?- RECENZJA FILMU

Czasem łatwo zawieść się na filmach, które stają się hitami jeszcze przed premierą i zdobywają wiele nagród. Rodzą bowiem wielkie oczekiwania. Niecierpliwie czekałam na "La La Land". Czy film mnie nie zawiódł? 

Po pierwsze należy uzmysłowić wszystkim, że "La La Land" jest musicalem, a nie każdy lubi ten gatunek, bo jest dosyć specyficzny. W filmie widać inspiracje z innych klasyków z tej gałęzi filmowej. 
Głównych bohaterów- Sebastiana i Mię łączą marzenia, a także z biegiem czasu głębokie uczucie. Sebastian jest utalentowanym jazzowym pianistą, Mia pragnie zostać aktorką.  Fabuła skupia się na drodze ku spełnieniu marzeń, a także miłości bohaterów. Myślałam, że będzie odrobinę bardziej wciągająca. Początek historii nie przypadł mi do gustu, był trochę nierealny, przerysowany. Zrekompensowały to dalsze wydarzenia.

"La La Land" to zbiór pięknych scen, w które byłam niesamowicie wpatrzona. Romantyczny klimat, piękne kostiumy składały się na bardzo przyjemny dla oka obrazek.
 Ryan Gosling i Emma Stone idealnie do siebie pasują. Aktorsko wspięli się na wyżyny. 

Ścieżka dźwiękowa jest cudowna! Zakochałam się w niej jeszcze przed premierą. Głos Goslinga czaruje mnie w "City of Stars". Żałuję, że tych genialnych utworów nie było w filmie więcej, a wciąż zapętlano te same. Duży minus.
Film żongluje naszymi emocjami. Nie brakuje zabawnych scen, ale gwarantuję, że uronicie nie jedną łzę. 
Zakończenie historii jest bardzo ciekawe i z pewnością Was zaskoczy, a pomysł na nagranie końcowych scen wbija w fotel!
Na brawa zasługują wszyscy ludzie z produkcji. Stworzyli film z nieskomplikowaną fabułą, a zarazem piękny w swojej prostocie. To sztuka. Twórcy potrafili przenieść do innego, magicznego świata.



"La La Land" to na wielu płaszczyznach arcydzieło. Niesamowicie plastyczny obraz tworzy scenografia, muzyka, klimat. Aktorzy zasługują na wiele nagród. Ale mimo przeważającej liczby zalet, dzieło ma wady. Nie spodobała mi się początkowa scena. Była bardzo długa i nic nie wniosła, co sprawia że przez pierwsze minuty widz po prostu się nudzi. Zmieniłabym także pierwsze spotkania bohaterów i dodała więcej piosenek. Te niuanse nie podważają jednak tego, że "La La Land" jest hitem, powiewem świeżości w kinie. Spodoba się przede wszystkim wrażliwcom i wielbicielom sztuki. :)
Pozycja obowiązkowa! Drugiego takiego filmu nie znajdziecie. 

czwartek, 10 listopada 2016

W OBRONIE "HARRY' EGO POTTERA I PRZEKLĘTEGO DZIECKA"

Będę bronić "Przeklętego dziecka", które ma chyba jednak niestety więcej przeciwników. Po przeczytaniu przedpremierowych recenzji nie nastawiałam się jakoś specjalnie pozytywnie do lektury. Bardzo mnie jednak mile zaskoczyła. Wcześniej miałam ogromnego kaca książkowego. Wszystko, co zaczynałam czytać, szybko mi się nudziło. To właśnie "Harry'emu Potterowi i Przeklętemu Dziecku" udało się odmienić tę sytuację. Książka pochłonęła mnie do reszty, mega zaciekawiła. Owszem, nie można powiedzieć, że jest to pozycja bez wad. Niedoskonałość nie oznacza przecież jednak, że nie warto jej czytać.
Przede wszystkim powracamy do magicznego świata, wykreowanego przez Rowling! To jest cudowne przeżycie.

 Czekałam na "Przeklęte dziecko" z niecierpliwością. Blogerzy w swoich przedpremierowych recenzjach nie szczędzili słów krytyki; zarzucali dużą ilość absurdów, zmianę charakterów bohaterów, niezgodności w fabule. Nastawiałam się zatem dość neutralnie. Zdawałam sobie sprawę, że absolutnie nie jest to powieść ani 8. tom serii; to scenariusz, a to zupełnie inna forma.  Myślę, że to było właśnie najlepsze podejście do tej lektury, traktujcie ją jako oddzielną opowieść, nie jako kontynuację serii. Nie dajcie się zmanipulować- scenariusza nie napisała J.K.Rowling, tylko Jack Thorn.

O fabule w tym przypadku krótko: głównym bohaterem jest Albus- syn Harry'ego. Właśnie rozpoczyna edukację w Hogwarcie. Nie może dogadać się z ojcem, w szkole nie idzie mu zbyt dobrze, czuje się niezrozumiany. Trafia do Slytherinu. Jego najlepszym przyjacielem zostaje Scorpius, czyli syn Draco Malfoya. I tu właściwie muszę zakończyć, bo dalej będą już same spojlery i zepsuję Wam czytanie. Mogę zdradzić, że mamy dużo podróży w czasie, wspomnień Harry'ego, a także powrotu mrocznych sił. Fabuła nie jest może zbyt odkrywcza, ale potrafi wciągnąć. Kto okaże się Przeklętym Dzieckiem? Tego się nie spodziewacie!

Zarzuca się, że Harry jak i inni bohaterowie zmienili się, nie zachowują się jak w znanej wszystkim serii. Dla mnie to żaden zarzut, bo przecież nie mają już naście lat. Nasze charaktery także ulegają zmianom.
Niektórzy wyczuli jakiś gejowski podtekst w relacji Albusa ze Scorpiusem. Ja kompletnie tego nie zauważyłam, dla mnie była to tylko przyjaźń. Scorpius nawet podkochuje się skrycie w Rose- córce Hermiony i Rona. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że to właśnie on i Draco (który pełen jest tutaj pozytywnych cech: rozsądny, troskliwy) będą moimi ulubionymi postaciami. Za ich kreację ogromny plus! Jak dla mnie to właśnie oni tworzą całą tę historię i pewnie gdyby ich nie było, nie czytałoby się tego z takim uśmiechem.
Nie mogę nie zgodzić się, że książka ma pewne nieścisłości, momentami bark jej logicznej spójności, ale trzeba się tego bardzo doszukiwać. Zmieniają się na przykład dialogi w scenach znanych z poprzednich części. Uważam jednak, że nie psuje to aż tak bardzo przyjemności czytania, na niektóre "absurdy" nie zwróciłam nawet uwagi. 
Z początku ciężko było się przyzwyczaić do formy scenariusza, ale potem bardzo mi się to podobało. Gdyby ta historia przedstawiona została w formie powieści, nie byłaby interesująca, a nawet wręcz mogłaby nudzić. Scenariusz przede wszystkim bardzo szybko się czyta, akcja jest dynamiczna (czasem nawet denerwuje jej szybkie tempo), nie ma opisów (które przecież czasami są dość długie i zbędne). Obawiałam się, że przez tę formę stracę możliwość poznania myśli i emocji bohaterów, ale nic takiego się nie stało. Czytając tę historię, cały czas miałam uśmiech na twarzy. Jest to lekka pozycja, na jeden wieczór, w stylu fanfiction.

Podsumowując, mimo wielu wad warto przeczytać "Przeklęte Dziecko" przede wszystkim dla samego powrotu do świata magii, poznania nowych bohaterów. Nie traktujcie tej książki jako kontynuacji serii, a stanie się ona pozytywnie nastrajającą i odprężającą lekturą. Dla mnie to w sumie taka przyjemna "bajka do snu" dla fanów Harry'ego.

A Wy co sądzicie? Należycie do zwolenników czy przeciwników "Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka"?