Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2020

"GDYBY OCEAN NOSIŁ TWOJE IMIĘ" TRAFIA W SERDUCHO!- RECENZJA KSIĄŻKI

"Gdyby ocean nosił twoje imię" to kolejna już książka Tahereh Mafi- autorki "Dotyku Julii". Tym razem postawiłam na przeczytanie jej w języku angielskim. Historia niezwykle mnie poruszyła, zwróciła uwagę na kilka ważnych aspektów. Czytanie było wielką przyjemnością.

"Jeśli decyzja, którą podjęłaś, przybliżyła cię do człowieczeństwa, postąpiłaś słusznie."

Autorka tworząc główną bohaterkę, wzorowała się na swoich przeżyciach. Shirin jest Muzułmanką, co utrudnia licealne życie. Inni uczniowie patrzą na nią jak na źródło zagrożenia. Samotna, skrzywdzona nie potrafi już dostrzegać dobra w innych. Ucieczką staje się taniec. Jak się jednak okazuje nie wszyscy widzą w niej wroga. Praca w parach podczas lekcji biologii sprawia, że Shirin poznaje Oceana- przemiłego chłopaka, szkolną gwiazdę koszykówki. Czy jednak serce pełne bólu i złamane przez wielu ludzi jest w stanie otworzyć się na miłość? Czy można jeszcze komukolwiek zaufać, gdy wokół panuje tylko nietolerancja? Na te pytania stara się odpowiedzieć autorka.

"(...) miłość to niespodziewana broń,(...) to nóż, który był mi potrzebny, by przeciąć kamizelkę kuloodporną, jaką nosiłam na co dzień."

Największą zaletą są w mojej opinii wykreowani bohaterowie, z którymi łatwo się utożsamić. Nie są przerysowani ani papierowi, tylko bardzo ludzcy. Jeśli chodzi o fabułę, to niewiele się dzieje Książka ta opiera się głównie na dialogach na temat otaczającego świata. To zbiór wielu życiowych cytatów. Z historii wypływa mądrość. Czytelnikowi robi się ciepło na sercu i czuje pokrzepienie. Podobał mi się styl pisania autorki. Sięgnęłam po tę pozycje w języku angielskim i spokojnie mogę ją polecić nawet niezaawansowanym osobom. Będzie świetna na początek.
Nieco rozczarowało mnie zakończenie. Spodziewałam się czegoś innego i coś jeszcze dorzuciłabym także do wątków fabularnych. Potencjał nie został w pełni wykorzystany, ale faktem jest, że jest to pozycja warta przeczytania. Mafi ukazuje problem rasizmu, wykluczenia, ale daje także nadzieję na to, że istnieje na świecie dobro i należy w nie wierzyć.


poniedziałek, 18 maja 2020

KIEDY REALIZM ŁĄCZY SIĘ Z MAGIĄ- RECENZJA KSIĄŻKI "BYŁA SOBIE RZEKA"

"Była sobie rzeka" to książka wyróżniająca się na tle innych dostępnych na rynku. Intrygująca historia, opowiedziana w zjawiskowy sposób zostaje na długo w czytelniku. Cudowna, mieniąca się okładka oddaje klimat powieści, która łączy w sobie realizm z baśniowością, magią.


"To, że coś jest niemożliwe, nie znaczy, że się nie zdarzy."


Wydarzenia dzieją się nad Tamiza. Rzeka odgrywa ważną rolę i łączy wszystkie wątki, a tych mamy tutaj wiele. Zaczątkiem akcji staje się tajemnicze pojawienie się w gospodzie mężczyzny z dzieckiem na rękach. Wyłowiona z rzeki dziewczynka kilka godzin nie daje znaku życia i zostaje uznana za zmarłą. Niespodziewanie jednak budzi się, czego wyjaśnić nie potrafi nawet miejscowa pielęgniarka. Cudowne dziecko oczarowuje wszystkich, wzbudzając ukrywane pragnienia. Bogate małżeństwo widzi w niej swoją córkę, która przed laty została porwana. Czarnoskóry farmer widzi w niej swoją wnuczkę, a gospodyni pastora siostrę. Czytelnik równolegle poznaje historie tych bohaterów, skrywane przez nich tajemnice. Wszystko powoli łączy się w całość. Któż z nich ma rację? A może dziewczynka, jak twierdzą niektórzy, wcale nie należy do tego świata.

Jeśli miałabym opisać "Była sobie rzeka" jednym zdaniem to powiedziałabym o niej, że jest to tajemnicza, trzymająca w napięciu baśń dla dorosłych, która łączy w sobie realizm z magią. Nie spotkałam się nigdy z podobną historią, podobnym klimatem, a czytam nałogowo, więc trudno mnie zaskoczyć i zadziwić. Tutaj to się udało. Autorka ma przyjemny styl pisania, pasujący do klimatu tajemniczości i grozy. Umiejętnie łączy wiele gatunków, ponieważ powieści nie da się sklasyfikować do jednej kategorii. Znajdziemy tutaj elementy powieści obyczajowej, fantasy, kryminału. Muszę przyznać, że nawet momenty spowolnienia akcji mnie nie nudziły. Mnogość bohaterów i historii może z początku powodować chaos, który zmniejsza się z każdym rozdziałem. Fabuła jest bardzo spójna, a finalizacja wątków niezwykle przemyślana i momentami zaskakująca. Baśń ma także drugie dno. Autorka porusza tematykę więzi rodzinnych, relacji międzyludzkich.



Obok wydania tej książki nie można przejść obojętnie. Obwoluta jest jedną z najpiękniejszych, jakie widziałam. Wnętrze także nie rozczarowuje. Styl pisania, klimat jak i sama historia sprawiają, że jest to książka wyjątkowa. 

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

"CAŁA JA" AUGUSTY DOCHER- RECENZJA KSIĄŻKI

Lekka, przyjemna, wciągająca- taka musi być książka na wakacje i taka też jest "Cała ja" Augusty Docher. Idealna do czytania podczas wyjazdu, na plaży. Z powodzeniem umili również bardziej deszczowe dni.
Fabuła przedstawia dwie z pozoru nie mające ze sobą nic wspólnego historie. Milena to pogubiona nastolatka, która po bolesnym rozstaniu wdaje się w romans z dużo starszym przyjacielem rodziny. Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji poddania się pożądaniu. Przyjdzie jej podjąć bolesne decyzje... Równocześnie poznajemy Paulinę. Jej przeszłość jest tajemnicą. Ukrywa się i boi miłości. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Paula. Czy u jego boku odnajdzie szczęście? Co łączy obie bohaterki?


Pomysł na tę powieść, zakończenie zaskakuje i to jest największy atut lektury! Uwielbiam także styl autorki. Akcja płynie i czytelnik nie nudzi się ani przez chwilę. Augusta Docher stworzyła postacie, których nie sposób nie lubić. Znakomicie oddała także emocje. Niewątpliwie ma talent. Śmieszne momenty przeplatają się z dramatami i wysmakowanymi ostrzejszymi scenami. To nie jest jedna z tych banalnych, słodkich powieści miłosnych. To opowieść o sile uczuć, bolesnych rozstaniach i trudnych wyborach. Gwarantuję Wam, że odkrycie tajemnic bohaterek niejednokrotnie wywoła zaskoczenie i niedowierzanie. Jak na książkę z tego gatunku jest naprawdę bardzo dobrze. Przekonajcie się sami.
Jestem zakochana w okładce!

"Cała ja" zapewni Wam przyjemne popołudnie! 


czwartek, 14 czerwca 2018

"GOODBYE DAYS"- WZRUSZAJĄCA KSIĄŻKA O POCZUCIU WINY, EFEKCIE MOTYLA, ŻAŁOBIE I NADZIEI

"Goodbye Days" to książka, która niosła w sobie ogromny potencjał! Tylko czy został wykorzystany?

Wyobraźcie sobie, że jeden sms, który wysłaliście doprowadza do czyjeś śmierci...śmierci nie jednej osoby, a trzech i to dodatkowo Waszych najlepszych przyjaciół. Straszne uczucie! Musi zmierzyć się z nim główny bohater "Goodbye Days" Jeffa Zentnera. Carver nosi w sobie ogromne poczucie winy. Zaczynają nękać go ataki paniki. Potrzebuje pomocy. Rozmowy z psychologiem, rodzicami, bliskimi zmarłych sprawiają, że z czasem inaczej patrzy na zaistniałe wydarzenia. Odmienia go także pogłębiająca się relacja z dziewczyną zmarłego przyjaciela. Razem muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości i zmierzyć z własnymi demonami. Bo przecież istnieje jeszcze nowe, być może lepsze jutro, o które warto walczyć...


Zentner proponuje nam lekturę zupełnie inną niż typowe młodzieżówki. Nie przedstawia nam banalnej miłości, wyidealizowanego życia w liceum, a po prostu realia codzienności, która często bywa trudna i bolesna. Skupia się na duszy człowieka, jego uczuciach. Znakomicie opisuje stany emocjonalne Carvera! Ta książka to studium psychologii, czego do tej pory nie było w literaturze Young Adult. Historia wzrusza, ale i bawi. Nie sposób nie pokochać bohaterów. Śmierć, efekt motyla, wina to trudne tematy, a autorowi znakomicie udaje się ująć je w lekki, ale poruszający czytelnika sposób. Uwielbiam książki, które uczą i przekazują wartość. Zastrzeżenia można mieć co do niekiedy zbyt długo prowadzonej akcji czy zakończenia, po którym więcej się spodziewałam. To jednak nie przeszkadza w stwierdzeniu, że jest to mądra lektura, którą powinni przeczytać nastolatkowie jak i ich rodzice.

Polecam! Cały wachlarz emocji zapewniony...

piątek, 25 maja 2018

WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI 2018

Warszawskie Targi Książki to wydarzenie, na które zawsze z niecierpliwością czekam. Nie po to, aby kupić sobie jak najwięcej książek, bo o dziwo nie o to chodzi a o atmosferę na tym wydarzeniu. Jest cudowna! Wszyscy są dla siebie mili, uśmiechają się nawet w długich kolejkach, czuć, że łączy nas wspólna pasja- miłość do książek. Zaczynając jednak od początku....
Wydarzenie towarzyszące targom w tym roku- Meet Point
Tegoroczne targi były moimi drugimi. W tamtym roku zapamiętałam z nich głównie spotkanie z Michałem Zawadką (autorem serii "Chcę być kimś"), Magdaleną Witkiewicz i Kim Holden. Poczułam wtedy, jak świetnie jest spotkać się ze swoim ulubionym autorem, uściskać go i cyknąć selfie. Porównując te dwie edycje, zauważyłam, że na pewno w tym roku organizacja była dużo lepsza, nie było kolejki do wejścia. Wydaje mi się jednak, że odwrotnie niż w tamtym roku, autorzy głównie spotykali się z fanami po godzinie 14.

Jeśli na targi przyjeżdżacie, tak jak ja, pociągiem z bardzo daleka, to nie macie o co się obawiać. Tuż przy Dworcu Centralnym znajduje się przystanek autobusowy. Mi zawsze szczęśliwym trafem szybko podjeżdżał autobus 507 (kursy co kilka minut). Wysiadacie na przystanku Rondo Waszyngtona i musicie przejść podziemnym przejściem na drugą stronę ulicy, na której znajduje się PG Narodowy. Nie oszukujmy się... nie sposób go nie zauważyć. Przed stadionem znajdują się zawsze namioty z Tanią Książką. Tuż obok nich mamy budki z biletami. Otwartych jest zawsze kilka, więc nie trzeba martwić się o kolejkę. Przechodzimy do głównego wejścia. Na samym początku mamy antykwariaty, potem przechodzimy do głównej strefy ze stoiskami wydawnictw, autorami. Jeśli chodzi o promocje, to nie spodziewajcie się zbyt dużych zniżek. Najtaniej jest oczywiście w antykwariatach. Wydawnictwa obniżają ceny o dość niewielkie kwoty.

W tym roku udało mi się spotkać tylko z jedną autorką- Augustą Docher (Beatą Majewską). Wynagrodziła mi to panująca na spotkaniu atmosfera. W pierwszych minutach zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie. Żartowaliśmy. Augusta porozmawiała i zrobiła selfie na swój fanpage absolutnie z każdym. Przesympatyczna osoba, mega pozytywna! Miłym gestem z jej strony były przygotowane dla fanów prezenty- biżuteryjna zakładka w dekoracyjnym woreczku.
Niestety nie udało mi się zdobyć autografu Katarzyny Nosowskiej. To była najdłuższa kolejka na stadionie i trzeba by było spędzić w niej kilka godzin.



Targowe zdobycze:
- Orwell "Rok 1984"
-Michał Zawadka "Chcę być kimś" III część
-Jennifer Niven "All the Bright Places" książka w j. angielskim
- Augusta Docher "Cała ja"

Targi Książki to niesamowite wydarzenie i warto je przeżyć! ;)

czwartek, 4 stycznia 2018

JAY ASHER "ŚWIATŁO"- SCHEMATYCZNA OPOWIEŚĆ, KTÓRA URZEKA KLIMATEM

Jay Asher jest autorem "13 powodów", które odniosły gigantyczną popularność w formie serialu. Także jestem jego wielką fanką i nie mogę doczekać się 2 sezonu. Postanowiłam umilić sobie ten czas i sięgnąć po najnowszą książkę autora.
To bardzo lekka powieść, przyjemna, idealna na zimowy wieczór, zimowe ferie.
Główna bohaterka- Sierra wraz z rodzicami prowadzi plantacje choinek. Z tego powodu każde święta Bożego Narodzenia spędza z daleka od domu. Jak zwykle na miesiąc przenosi się do Kalifornii. Tym razem jednak wszystko się zmienia za sprawą Caleba- mrocznego chłopaka o złotym sercu. Ma on jednak za sobą trudną przeszłość, która staje się obiektem plotek całego miasta. To znacznie utrudnia bohaterom początki znajomości. Mimo wszystko nie da się uciec przed przeznaczeniem.


Mimo swojej lekkości, opowieść porusza. Autor w romantyczną, sielską historię wplata poważną tematykę: wybaczenia, błędów przeszłości i ich konsekwencji. Takie połączenie lubię najbardziej. Czytając, nie wysilamy się i relaksujemy, a jednocześnie zostaje przekazana nam wartość i mądrość. Dodatkowo odczuwamy wszystkie emocje, od łez po chwile śmiechu.
Bohaterowie są przemyślani, ale według mnie odrobinę zbyt krystaliczni jak na nastolatków. Brakowało mi także większej ilości opisów emocji Sierry. Dominują dialogi. Ten brak emocjonalności, zapoznania czytelnika z myślami bohaterów ujmuje tej pozycji i jest to jej największa wada. Natomiast wielką zaletą jest klimat, bo przecież kochamy Święta. Do bólu przewidywalna, ale ma niewątpliwy urok i powoduje uśmiech. Prosty język sprawia, że powinni sięgnąć po nią głównie gimnazjaliści. Tej grupie wiekowej z pewnością przypadnie do gustu. 


Mało oryginalna, schematyczna, ale z klimatem i urokiem opowieść o miłości, wyborach, błędach i szansach.

sobota, 28 października 2017

"NAJLEPSZY POWÓD, BY ŻYĆ" AUGUSTY DOCHER OCZARUJE TWOJĄ DUSZĘ!

"Najlepszy powód by żyć" sprawia, że na sercu robi się cieplej. To historia, przy której czytaniu niesamowicie się odprężyłam i rozmarzyłam. Ale mimo tej sielanki razi też brutalnością życiowej niesprawiedliwości i problemów, z jakimi musimy się mierzyć w życiu. Przy tym wszystkim odpowiada na jedno z najważniejszych egzystencjonalnych pytań: co nadaje życiu sens?, a odpowiedź zdaje się mieć tylko jeden wyraz.

Dominika ma za sobą traumatyczne przeżycia. Pijany ojciec oblał ją benzyną i znaczna część ciała dziewczyny została poparzona. Straszliwe blizny sprawiają, że bohaterka nie potrafi spojrzeć w lustro i zapomnieć o tragedii. Nie znajduje sensu w życiu i wypełnia ją tylko smutek, żal i samotność. Pojawia się Marcel i wszystko się zmienia. Nie przeszkadzają mu blizny Dominiki, zakochuje się w niej bez opamiętania. Sam jednak nie wie, czy zdoła ocalić dziewczynę i pokazać jej piękno istnienia...tym bardziej, że chłopak nie jest nieskazitelny i skrywa tajemnice. 
Czy Marcel stanie się uosobieniem nadziei dla naszej bohaterki?

Po pierwsze książka nie jest przewidywalna, czego bardzo się obawiałam. Historia naprawdę urzeka. Augusta (vel Beata Majewska) stworzyła ciekawe postacie. Bohaterowie spodobali mi się przez swoją niejednoznaczność; nie są papierowi, są po prostu ludźmi z problemami i ze swoją historią, która niewątpliwie warta jest opowiedzenia. Opisy dni spędzonych w szpitalu, operacji i walki o zdrowie są bardzo emocjonujące, sprawiają, że zżywamy się z Dominiką. Także przedstawienie jej relacji z ojcem poruszyło moje serce. Marcela nie sposób nie lubić i to, co się kryje się za tą postacią z pewnością Was zadziwi. Styl i język sprawiają, że wprost przepływa się przez następne strony.
Najważniejsze jest tu jednak przesłanie. Mimo bólu, jaki niewątpliwie ma miejsce na kartach "Najlepszego powodu by żyć" autorka daje nam nadzieje i siłę. 
Tylko spójrzcie na tę piękną okładkę! <3

czwartek, 5 października 2017

AGNIESZKA KRAWCZYK "SIOSTRY"- CZARY CODZIENNOŚCI NA JESIENNE WIECZORY

"Siostry" Agnieszki Krawczyk to książka o kobietach i dla kobiet. Jej klimat zaczaruje jesienne wieczory.

Agata Niemirska czuje się zagubiona. Ma świetną pracę, faceta, ale czegoś jej brakuje. Telefon o śmierci matki, która zostawiła ją w dzieciństwie zmienia wszystko. Wraz z przyrodnią siostrą Danielą jadą na pogrzeb do Zmysłowa. Tam Agata dowiaduje się o istnieniu Tosi- dziewięcioletniej siostry, która po śmierci matki została zupełnie sama. Niemirskie wiedzą, że nie mogą zostawić Tosi samej i zostają w Zmysłowie dłużej niż przewidywały. W małej miejscowości układają swoje życie na nowo....Kto z mieszkańców okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Czy odnajdą swoje miejsce na ziemi?


Książka spodoba się kobietom, które lubią romantyczne, beztroskie klimaty i szukają przyjemnej, niewymagającej lektury. Akcja toczy się bardzo wolno. Lektura jest dość długa i właściwie przez ten cały czas za dużo się nie dzieje. Dla niektórych wolne tempo jest wadą, dla innych zaletą. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Miałam momenty, w których takie wolne płynięcie przez akcje bardzo mnie relaksowało, ale były też chwile, gdzie niecierpliwie oczekiwałam aż w końcu niektóre wątki się rozwiną. Niewątpliwie książką tą trzeba się delektować. "Siostry" są właściwie wprowadzeniem do serii "Czary codzienności". Mają na celu przedstawić nam bohaterów i nakreślić sytuację. Wszystkie rozpoczęte wątki są rozwijane w następnych częściach. 


Styl Agnieszki Krawczyk bardzo mi się spodobał. Jest pełen ciepła, uczuć. Kreacja tylu bohaterów w jednej serii nie jest łatwa, a autorka świetnie sobie z nią poradziła. Nie dzieli ludzi na dobrych i złych. Każdy z nich ma swoją niełatwą historię. Na wyobraźnie działają także piękne opisy przyrody: malownicze krajobrazy, ogrody, kwiaty. Czytelnik pragnie przenieść się do tego sielskiego miejsca. 
Opowieść niesie w sobie prawdę o ludziach i zastanawia się nad celem i sensem życia. Ukazuje istotę miłości i rodziny. Towarzyszymy bohaterkom w poszukiwaniu swojej drogi, odkrywaniu tajemniczej przeszłości. "Siostry" są niewymuszoną powieścią o tym, jakie jest życie, ze wszystkimi swoimi barwami.

Lekka, przyjemna historia, która będzie lekiem na szare, jesienne dni...
Dajcie się zauroczyć! 


niedziela, 16 lipca 2017

"CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE" MAGDY WITKIEWICZ IDEALNĄ KSIĄŻKĄ NA LATO!

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" bardzo mile mnie zaskoczyły, mimo iż już na wstępie oczekiwałam od nich dużo. To moja pierwsza książka od Magdy Witkiewicz i już wiem, że z pewnością nie ostatnia. Z autorką spotkałam się na Warszawskich Targach Książki. Jest przemiłą, otwartą i uśmiechniętą osobą. Przepadłam w świecie, który stworzyła.

Muszę przyznać, że "Czereśnie..." zahipnotyzowały mnie swoją okładką. Czyż nie jest piękna? Należą do gatunku literatury kobiecej, ale z pewnością nie jest to typowy romans.

"Czasem tak w życiu bywa. Że coś lub ktoś, kto wydawał nam się fascynujący, nagle jest rozczarowaniem"

Główną bohaterką jest Zosia- młoda pani architekt. Z początku poznajemy historie jej młodości, relacji ze starszą panią Stefanią, która staje się jej najbliższą przyjaciółką, pierwszych zauroczeń. Rozczarowana miłością Zofia na życiowym zakręcie otrzymuje spadek i przeprowadza się do willi w Rudzie Pabianickiej. Już pierwszego dnia poznaje jej mieszkańców, w tym czarującego Szymona, z którym z czasem łączy ją coraz więcej. Ściany willi skrywają tajemnice jej dawnych właścicieli, które Zosia stopniowo odkrywa. Czy w Rudzie odnajdzie szczęście i długo wyczekiwany spokój? I czy odnajdzie swoją drugą czereśnie? Opowieść o miłości, a przede wszystkim podejmowanych decyzjach i przeszłości, która ma na nas znaczący wpływ.

W książce znajdziemy tak naprawdę dwie historie. Oprócz tej Zosi autorka stopniowo wprowadza nam opowieść o dawnych właścicielach willi. Bardzo mnie to zaintrygowało. Odkrywanie tajemnic krok po kroku było naprawdę ciekawe. A historia dawnych mieszkańców nie raz wprawi Was w dreszcze.

Bohaterów nie sposób nie lubić. Styl Magdy Witkiewicz bardzo przypadł mi do gustu. Lekkość sprawia, że czyta się błyskawicznie. Z tego powodu jest to idealna pozycja na lato. Dialogi są naturalne, nieprzerysowane. Przede wszystkim to książka inna niż wszystkie, ponieważ pisana z prostym, aczkolwiek oryginalnym pomysłem. Połączenie przeszłości z teraźniejszością było genialnym rozwiązaniem. Książkowy świat otacza magia! Czytelnik pragnie przenieść się w te malownicze miejsca. Historia ma także bardzo mądre przesłanie, które łączy wszystko w całość. 

"Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha-rozkwita."

Serdecznie polecam! "Czereśnie..." umilą letni, upalny dzień. :)

poniedziałek, 22 maja 2017

WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI 2017- MOJA RELACJA, SPOTKANIA Z AUTORAMI (M.IN. KIM HOLDEN)

Warszawskie Targi Książki to raj dla książkoholików. Panuje tam niesamowita atmosfera. Wykłady, spotkania z autorami, dużo promocji, antykwariaty i wiele więcej...Każdy znajdzie coś dla siebie.
Pierwszy raz brałam udział w tym wydarzeniu i z pewnością nie żałuję. Byłam na targach w sobotę 20 maja. Miałam 3 cele: spotkanie z Kim Holden (autorką m.in. "Promyczka"), zakup "Czereśnie zawsze muszą być dwie"
i dedykacja od ich autorki
Magdy Witkiewicz, dorwanie niesamowitych zakładek od Epikpage. Byłam przekonana, że nie uda mi się wszystkiego zrealizować, a kolejki do tych autorek będą zbyt długie... Czy zrealizowałam wszystkie cele? Czytajcie dalej..


W kwestiach organizacyjnych raczej nie mam się do czego przyczepić. Na targi przyjechałam kilka minut przed ich rozpoczęciem (dojazd z Dworca Centralnego jest bardzo dobry- autobusem 507 pod sam stadion), więc bezproblemowo można było kupić bilety wstępu. Już po kilkunastu minutach kolejka do kas ciągnęła się prawie na pół długości stadionu, więc raczej w następnych edycjach polecam zakup biletów przez internet. Niestety dość długo trzeba było czekać na samo wejście, ale szło to dość płynnie. Co prawda byłam przygotowana na większe tłumy, ale momentami naprawdę ciężko było się przecisnąć między stoiskami.

Przed stadionem rozlokowały się namioty Tanich Książek, na których można było upolować np. kryminały Agathy Christie za 5zł. Poziom -1 był strefą komiksową, mangową. Znajdowały się tam również antykwariaty. Stoiska wydawnictw, spotkania z autorami-wszystko to na poziomie 0.

Kolejka do Kim Holden była już strasznie długa tuż po rozpoczęciu targów. Postanowiłam więc, że rozejrzę się po stoiskach wydawnictw.
W międzyczasie mignęła mi Ewa Chodakowska, a także blogerka z Kulturalnej Szafy, Wojciech Cejrowski. Wydawnictwa nie powalały promocjami. Oscylowały one w granicach -20 do -30% i byłam tym trochę rozczarowana.


Moją uwagę przykuł ciekawie rozmawiający z młodymi ludźmi Michał Zawadka i wraz z koleżanką zatrzymałyśmy się przy jego stoliku na kilkanaście minut. Jest autorem książek z cyklu "Chcę być kimś!". Nie chwalił się przed nami swoją publikacją, nie wywyższał. Był bardzo sympatycznyi chciał przekazać nam chociaż cząstkę wiedzy, którą znajdziemy w jego poradniku. Zaciekawił nas i skłonił do zakupu.

Kolejka do Kim wciąż była długa, ale część osób wpychała się i ja też postanowiłam jakoś się wcisnąć. Po 30 minutach spotkałam się z autorką. Ma świetny styl, jest bardzo wyluzowana. Kompletnie inaczej ją sobie wyobrażałam. Przytulała się do wszystkich i widać było, że sprawiało jej to przyjemność. Nareszcie przydała mi się też znajomość alfabetu angielskiego, ponieważ poprosiła o przeliterowanie mojego imienia :P.


Następnie udałam się do Magdaleny Witkiewicz. Niesamowicie ciepłej osoby, która do każdego się uśmiechała i opowiadała żarty. Podczas krótkiej rozmowy okazało się, że tak samo mamy słabość do przepięknych okładek. Autorka była bardzo zdziwiona zainteresowaniem jej książkami i śmiała się, że musi zrobić zdjęcie długiej kolejki jako dowód.

Trafili mi się naprawdę niesamowici autorzy. Byli otwarci i nie traktowali czytelnika jak przedmiot. Każdy z nich rozmawiał, chętnie robił sobie zdjęcia, podpisywał się nie tylko autografem, ale także sentencją czy cytatem. Na szczęście nie funkcjonowało to na zasadzie: autograf i spadaj.
Nawet nie sądziłam, że jest to tak niesamowite przeżycie. Szkoda, że trwa tak krótko, bo mogłabym z nimi rozmawiać godzinami.

Właśnie o to chodzi na targach: o niesamowite 5 minut z ulubionym autorem, poznanie ciekawych ludzi! Lepiej kupić o wiele mniej książek, a poczekać kilkadziesiąt minut w kolejce. Taka okazja może się już przecież nie powtórzyć.
Moje zdobycze ;)

Nie zapomnę niesamowitego klimatu! Na targach wszyscy są dla siebie mili, pomocni. Nawet stanie w kolejce jest przyjemne, bo można pogawędzić o ulubionych książkach.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona, że postanowiłam wziąć udział w tegorocznych Warszawskich Targach Książki. Mam nadzieję, że uda mi się na nie dotrzeć także w następnych edycjach. Polecam wszystkim, ponieważ są to emocje nie do opisania! Po prostu musicie tam być. :)

Jeśli byliście na targach, to czekam na Wasze relacje w komentarzach...

piątek, 24 marca 2017

"MLEKO I MIÓD" RUPI KAUR- POEZJA O KOBIECEJ DUSZY, BEZ TEMATÓW TABU

Na miesiąc przed premierą "Mleko i miód" Rupi Kaur przyciągnęło moją uwagę na stronie internetowej księgarni przede wszystkim za sprawą bardzo oryginalnej okładki. Recenzje zagranicznych blogerów były więcej niż pozytywne. Muszę mieć ten tomik poezji kobiecej, którym wszyscy się tak zachwycają- pomyślałam i absolutnie nie mogłam doczekać się premiery!



Nareszcie moja paczka przyszła i czym prędzej ją rozpakowałam. Pierwsze co rzuca się w oczy to przepiękna okładka ( mimo iż czarna i minimalistyczna), wydanie świetnie leży w dłoni. Otworzyłam i doznałam lekkiego szoku...Co mnie tak zdziwiło? Przede wszystkim większość wierszy jest mega krótka- czasem jest to tylko jedna linijka, a reszta strony pozostaje pusta. Dodatkowo według mnie używanie terminu "wiersze" jest trochę na wyrost; w niektórych przypadkach użyłabym bardziej terminu sentencje. Jednak gdy już zaczęłam czytać, to z każdą kolejną stroną zakochiwałam się w lekturze coraz bardziej.

Książkę można kupić w dwóch wydaniach. Zdecydowanie bardziej polecam to dwujęzyczne i jestem bardzo zadowolona, że je wybrałam. Po angielsku wiersze brzmią o wiele lepiej i i po przetłumaczeniu trochę straciły. Gdybym czytała je tylko po polsku, to na pewno aż tak by mi się nie spodobały. 


Wiersze dzielą się na cztery kategorie: cierpienie, kochanie, zrywanie, gojenie. Ostatnia grupa jest moją ulubioną. Rupi Kaur porusza różnorodną tematykę. Nie spodziewajcie się słodkiej miłości. Pierwsze utwory są o gwałtach, seksie. Zaczynasz czytać tomik, a on od razu wbija Cię w fotel, emocjonuje. Musicie być przygotowani na to, że szczególnie na początku jest ciężko i zostajecie oblani kubłem zimnej wody. Samotność, poszukiwanie siebie, relacje rodzinne, rozpad związku, siła kobiet i wiele wiele więcej na kartach jednego tomiku poezji. Emocjonalny rollercoaster! Poetka pisze o wszystkich najmniejszych zakamarkach kobiecej psychiki, o potrzebach kobiet, ich sile, skrywanych sekretach, a także obawach. Nie ma tutaj tematów tabu! Widać, że oparła wszystko na swoim własnym doświadczeniu, co nadaje prawdziwości. Przede wszystkim to jest poezja, z której zrozumieniem nie mamy mieć problemów, nie musimy na siłę wyszukiwać metafor. Ona ma dotrzeć do naszego wnętrza i zostać tam na dłużej. W tym przypadku nie zadziała zasada: przeczytać, odłożyć na półkę i zapomnieć. Ja będę zawsze mieć "Mleko i miód" na nocnym stoliku by jak najczęściej do nich wracać. Za każdym razem odkrywa się coś nowego i czytaniu towarzyszą inne emocje, o których istnieniu nie miało się pojęcia. 

Uzupełnieniem są obrazki, szkice od samej autorki. 
Rupi Kaur przejeżdża po naszej duszy walcem i ciężko jest się pozbierać.Jeśli jeszcze Was nie przekonałam, to od poniedziałku (27 marca) zapraszam na Facebook' owy profil bloga, na którym będę zamieszczać moje ulubione wiersze z "Mleka i miodu".

niedziela, 12 marca 2017

"CZYNY SĄ WAŻNIEJSZE NIŻ SŁOWA"- RECENZJA "PORWANEJ PIEŚNIARKI" DANIELLE L.JENSEN

Przeczytałam naprawdę wiele książek fantasy. Właśnie dlatego, gdy teraz za każdym razem sięgam po ten gatunek, wiem, że poprzeczka ustawiono jest wysoko. "Porwana pieśniarka" Danielle L. Jensen zachwyciła mnie pod każdym względem. Dawno nie czytałam tak świetnej powieści fantasy!



"Piękno można stworzyć, a wiedzę zdobyć, ale talentu nie da się ani kupić, ani nauczyć."

Główna bohaterka
Cécile od dziecka słyszała legendy o mieszkających pod Samotną Górą Trollach. Ich istnienie okazało się być prawdą ( i wcale nie są takie brzydkie, jak mogłoby się wydawać). Dawno temu zostały one uwięzione za sprawą klątwy czarownicy. Cécile zostaje porwana, ponieważ Trolle sądzą, że posiada moc ich uwolnienia. Musi poślubić księcia Trolli- Tristana i zostaje z nim magicznie związana. Chce uciec i powrócić do domu, ale zaczyna darzyć księcia uczuciem, a los Trolli przestaje być jej obojętny. Dodatkowo w mieście wybucha bunt przeciwko władzy. Tristan staje do walki przeciwko despotycznemu ojcu.

"Najwięcej cierpienia wywołują te działania, które podejmujemy z własnej woli."

Nawet dorośli kochają bajki, baśnie. "Porwana pieśniarka" właśnie o tym przypomina. Autorka przenosi nas do magicznego świata. Sukces książki jest po dużej części zasługą świetnego stylu Jensen- bardzo przyjemny, lekki i niewymuszony. To sprawia, że ta historia płynie..
Z reguły w powieściach fantasy miałam kryzysowe momenty i zawsze zdarzały się jakieś wątki, które po prostu mnie nudziły. Tu absolutnie nie było ani jednej chwili znużenia. Autorka potrafi w świetny sposób napisać nawet nieznaczące dużo dla fabuły dialogi czy opisy.

"Piękno uważa się za dobre i życzliwe, a odkrycie, że jest inaczej, wydaje się zdradą zaufania. Pogwałceniem natury rzeczy."

W większości rozdziałów narratorem jest Cecile, ale w kilku do głosu dochodzi Tristan. Dzięki temu zabiegowi mogliśmy bardziej poznać emocje obojga. 

Sekrety, sekrety... to właśnie ciągłe tajemnice, nieznajomość świata Trolli przez bohaterkę najbardziej intrygują. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się czegoś nowego o stworach, ich sposobie rządzenia, panujących w Trollus prawach. 
Bohaterów jest wielu, ale każdy bardzo przemyślany i na swój sposób skomplikowany. 

"Prawda wypowiedziana może wcale nie być prawdą, którą wydaje ci się, że słyszysz."

Książka ma wiele morałów i uczy. W baśniową historię autorka wplotła wartościowe tematy: poświęcenia, skomplikowanej miłości; tego, że rzeczy czasem nie są takie jak nam się wydają; życiowych wyborów i trudnych decyzji, despotycznej władzy, szacunku do drugiego człowieka. Jest to źródło wielu wspaniałych cytatów. 


"Czyny są ważniejsze niż słowa, zawsze o tym pamiętaj!"


Nie potrafię znaleźć ani jednej wady w tej lekturze! Świat Trolli pochłania... Nie mogę się doczekać, aż przeczytam następną część i wiążę z nią duże nadzieje. 
Pozycja obowiązkowa! Naprawdę musicie zapoznać się ze świetnym stylem pisania Jensen. Podziękowania dla niej, że zdecydowała się napisać książkę, bo ostatnio trudno o tak oryginalną, zaskakującą i pozbawioną schematyczności powieść z gatunku fantasy.

Czekam na Wasze opinie w komentarzach! Pozdrawiam :)