Augusta Docher (Beata Majewska) to jedna z moich ulubionych polskich autorek. Przekonała mnie do siebie powieścią "Najlepszy powód, by żyć", której recenzję znajdziecie tutaj http://w-swiecie-kultury.blogspot.com/2017/10/najlepszy-powod-by-zyc-augusty-docher.html. Zżyłam się wtedy z bohaterami i bardzo ucieszyłam się na kontynuację ich historii. "Wiele powodów, by wrócić" nie zawiodło mnie ani trochę, a książkę dosłownie pochłonęłam.
Na wstępie zaznaczę, że możliwe jest przeczytanie "Wielu powodów..." bez znajomości pierwszej części, ale nie polecam tego rozwiązania. Warto najpierw zapoznać się z początkami relacji Dominiki i Marcela, aby lepiej zrozumieć działania i emocje bohaterów. Tym razem spotykamy ich w momencie, kiedy wszystko zdaje im się układać. Są szczęśliwi, wspólnie opiekują się córeczką chłopaka i planują wspólną przyszłość. Sielankę przerywa wypadek samochodowy. Marcel w ciężkim stanie trafia do szpitala i długo nie wybudza się ze śpiączki. Gdy odzyskuje przytomność okazuje się, że nie pamięta dwóch ostatnich lat, a tym samym nie rozpoznaje Dominiki. Uczucie zostaje wystawione na próbę. Czy Marcel zakocha się po raz drugi? Przecież miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko.
Augusta Docher stworzyła bohaterów, których nie sposób nie lubić. Czytelnik kibicuje im od razu! Odpowiada mi luźny styl autorki, który sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i płynnie. To sztuka pisać w niebanalny sposób na tematy z pozoru wyczerpane przez literaturę. Wydarzenia obserwujemy z perspektywy Dominiki, jak i Marcela. Lubię taki sposób narracji. Akcja toczy się w odpowiednim tempie i nie sposób się nudzić.Autorka wiele razy mnie zaskoczyła. Ciekawym rozwiązaniem jest dla mnie wątek z ukazaniem tego, czego Marcel doświadczał, będąc w śpiączce. Książka bawi, wzrusza. Przekazanie uczuć bohaterów w pełni się udaje. Finał jest dość przewidywalny, ale nie ujmuje to przyjemności czytania. Warto wspomnieć, że Augusta Docher ponownie zainspirowała się prawdziwą historią, którą przedstawia w podziękowaniach. Bardzo ją za to cenię. Świadomość, że ktoś doświadczył czegoś podobnego, co nasi bohaterowie sprawia, że bardziej przeżywa się książkę, nie jest ona odległa od rzeczywistości. Ukazana miłość kryje w sobie prawdę o sile uczuć, ale nie jest przy tym zbyt słodka. To mądra historia. Po lekturze "Wielu powodów.." na myśl przyszedł mi cytat z "Małego Księcia"- "Jeżeli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci- jest Twoje, a jeśli nie- nigdy Twoje nie było."
"Wiele powodów by wrócić" to recepta na przyjemny wieczór z sympatycznymi bohaterami i ciepłą historią. Polecam! Mam nadzieję, że powstanie trzecia część powieści. Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak.
Jojo Moyes znana jest przede wszystkim z książki "Zanim się pojawiłeś", której ekranizacja z Emilią Clarke w roli głównej stała się hitem. Już wtedy polubiłam styl pisania tej autorki, dlatego z chęcią sięgnęłam po "Srebrną zatokę". Czas spędzony z tą lekturą był bardzo miły, relaksujący, a przede wszystkim wartościowy. Pokochałam bohaterów i muszę przyznać, że po skończeniu książki pozostała tęsknota.
Liza to dziewczyna po przejściach. Mieszka z córką Hannah u ciotki Kathleen w Srebrnej Zatoce- nadmorskim kurorcie, słynącym z wielorybów. To tam odnajdują swoją przystań. Stopniowo dowiadujemy się przed czym ucieka nasza bohaterka. Poznajemy także Mike'a. To mężczyzna sukcesu. Jego firma planuje wybudowanie nowoczesnego hotelu na terenach Srebrnej Zatoki. Inwestycja zniszczy jednak piękno tego terenu i pozbawi bohaterki pracy. Losy Mike'a i Lizy krzyżują się. Bohater jest pod wielkim wrażeniem dziewczyny i ich relacja stopniowo nabiera tempa. Czy Mike powstrzyma wybudowanie hotelu? Czy poświęci pracę w imię miłości? Czy Liza przestanie wreszcie uciekać? Co takiego stało się w przeszłości?
Jojo Moyes ma swój unikalny styl, lekki i przyjemny w odbiorze. To sprawia, że nawet grubsze pozycje czyta się bardzo szybko. Dla niektórych obecność wątków spowalniających akcję i nie wnoszących nic do fabuły może okazać się wadą, ale mi o dziwo po kilku rozdziałach zupełnie to nie przeszkadzało. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wolne tempo i stopniowe dowiadywanie się nowych informacji o bohaterach bardzo mi się spodobało i trzymało w napięciu. Moyes to mistrzyni pióra! Bohaterów nie sposób nie lubić. Czytelnik szybko się z nimi zżywa i kibicuje, pragnie przenieść się do miejsca wydarzeń. W "Srebrnej Zatoce" zabrakło mi większej ilości opisów uczuć i emocji, szczególnie w wątkach miłosnych. Do głosu dochodzi kilku najważniejszych bohaterów, także najmłodsza Hannah. Jestem fanką takiego rozwiązania. Chwile radości mieszają się z chwilami smutku, można uronić łzy. Nawet przewidywalność finału nie psuje radości z czytania. Moyes wie, jak sterować emocjami czytelnika. Styl pisania Moyes sprawia, że nie może się skończyć na jednej książce autorki, zawsze chce się więcej. Piękna okładka także przyciąga uwagę.
Autorka porusza ważne tematy. Każdy z bohaterów musi zmierzyć się ze swoimi problemami, demonami. Życiowe wartości muszą zostać przewartościowane. Moyes stara się odpowiedzieć na pytania, co w życiu jest ważne i co daje nam szczęście. Skłania czytelnika do refleksji! "Srebrna Zatoka" to opowieść o tęsknocie, ucieczce, poświęceniu, miłości, która opiera się na przyjaźni, dokonywaniu wyborów.
Ciepła, mądra i klimatyczna opowieść, która zapewni przyjemne wieczory!
Maj oznacza z reguły piękną pogodę i mamy ochotę tylko na plażowanie. Czasem jednak zdarzają się deszczowe dni i warto wykorzystać je na pójście do kina. Muszę przyznać, że maj obfituje w ciekawe premiery. PREMIERA 03.05 "Cała prawda o Szekspirze" Wszyscy znamy sztuki Szekspira, ale czy tak naprawdę, pozwoliły one nam poznać go jako człowieka... A może on sam do końca nie odkrył własnego ja... "Cała prawda o Szekspirze" stara się przybliżyć nam tę postać i ukazuje lata jego życia już na emeryturze. Świetna obsada i kostiumy najprawdopodobniej sprawią, że film będzie arcydziełem.
"Smętarz dla zwierzaków"
To propozycja dla widzów o mocnych nerwach. Kolejny już raz na ekrany przenoszono jest książka Stephena Kinga. Mała bohaterka filmu odkrywa tytułowy cmentarz. Kryje się za nim pewna przerażająca legenda, która okazuje się mieć więcej wspólnego z rzeczywistością niż wszyscy się spodziewali. Fani horrorów na pewno się nie zawiodą.
PREMIERA 10.05
"Trzy kroki od siebie"
Niby filmów tego pokroju nakręcono już masę, ale przyznam, że ten także wydaje mi się wart uwagi, chociażby na zauważalną w zwiastunie chemię między aktorami. Główni bohaterowie chorują na mukowiscydozę i całe życie spędzają w szpitalu. Ich relację utrudnia fakt, iż nie mogą się do siebie zbliżać. Czy mimo to miłość zwycięży nad chorobą, a my otrzymamy happy end? Zabierzcie ze sobą paczkę chusteczek!
"Niedobrani"
Komediowe podejście do tematu miłości. Charlie Theron w roli kobiety sukcesu, spełnionej, Sekretarz Stanu. Jej kompletnym przeciwieństwem jest Fred. Niegdyś była jego nianią, teraz spotykają się po latach. Chłopak ma dziennikarski talent, a Charlotte potrzebuje pomocy w pisaniu przemów. Porady staną się zaczątkiem relacji, która na pozór nie może się udać. Twórcy chcą przekonać nas, że przeciwieństwa się przyciągają.
"Podły, okrutny, zły"
To inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia Teda Bundy'ego, jednego z najsłynniejszych seryjnych morderców, który manipulował nawet ukochaną i oszukiwał cały świat. Zac Efron tym razem w zupełnie nowej odsłonie. Nie spodziewam się, że produkcja okaże się hitem, ale myślę, że utrzyma się na całkiem znośnym poziomie.
"Tolkien"
Kolejna produkcja biograficzna, z Lily Collins w jednej z głównych ról. Od lat podziwiamy światy wykreowane przez Tolkiena. Za sprawą filmu poznamy jego prywatne życie, inspiracje do stworzenia tak niesamowitych krain i unikalnych języków. Człowiek obdarzony gigantyczną wyobraźnią wcale nie miał łatwego życia i wiele wydarzyło się zanim stał się aktorem. Może i nie czekam z niecierpliwością, ale chętnie obejrzę.
PREMIERA 24.05
"Aladyn"
Coraz więcej kultowych filmów Disney'a możemy oglądać po latach w aktorskich adaptacjach. Są zwolennicy i przeciwnicy takiego rozwiązania. Twórcy przekonują, że w ten sposób chcą dotrzeć do młodszego pokolenia. W maju dzieciaki będą mogły podziwiać magiczny świat, za sprawą Aladyna. Widok Willa Smitha całego na niebiesko jest bezcenny!
PREMIERA 31.05
"Pokemon Detektyw Pikachu"
Kultowe Pokemony powracają! Tym razem Pikachu pomoże w prywatnym śledztwie Timowi- synowi zaginionego detektywa Harry'ego Goodmana. Pokemon był niegdyś powiernikiem detektywa. Okazuje się, że Tim także jest w stanie się z nim porozumieć. Razem przeżyją niesamowitą, ale i momentami niebezpieczną przygodę, spotykając na swojej drodze różne Pokemony. Powrót do dzieciństwa gwarantowany i ja już nie mogę się doczekać! Po zwiastunie zapowiada się świetna produkcja.
"Dzień czekolady"
Polska produkcja w gwiazdorskiej obsadzie, która pozytywnie zaskakuje. To propozycja dla młodszych widzów, ale także ich rodziców. Film powstał na podstawie bestsellerowej książki o tym samym tytule. Główni bohaterowie Monika i Dawid odkrywają magiczny świat, w którym żyją Zjadacze Czasu, a także Skoczek Czasu (w tej roli niesamowity Dawid Ogrodnik). Nie zabraknie także zła pod postacią wiedźmy. Jak zapewniają twórcy, to mądra historia z morałem. W samym zwiastunie można dostrzec, że z pewnością film będzie cieszył oko za sprawą pięknych zdjęć. Myślę, że szykuje się godny następca "Magicznego drzewa".
"Słońce też jest gwiazdą"
Młodzieżówka, na podstawie bestsellerowej książki Nicoli Yoon. Poprzednim razem z sukcesem zekranizowano jej powieść "Ponad wszystko" i wszystko wskazuje na to, że "Słońce też jest gwiazdą" także będzie poruszać widza. Główną bohaterkę i jej rodzinę skazują na deportację i musi opuścić Amerykę. Przed wpadnięciem pod samochód ratuje ją przystojny nieznajomy. Chłopaka dziwi brak wiary w miłość u naszej bohaterki i przekonuje ją, że potrzebuje jednego dnia, aby ją w sobie rozkochać. Wspólnie spędzony czas zbliża do siebie tych dwoje... Opowieść o przeznaczeniu i tym, że przypadek nie istnieje.
Muszę przyznać, że gdy Netflix wypuścił swoją wersję kultowej Sabriny, podchodziłam do tego dość sceptycznie. Początek pierwszego sezonu zrobił na mnie ogromne wrażenie i szybko się wkręciłam, podobnie jak moi znajomi. Zapał gwałtownie ostygł i nie kryłam rozczarowania. Z tego powodu na kontynuację nie czekałam i zaczęłam oglądać głównie z ciekawości. Wielce się zdziwiłam! 2. sezon Sabriny zaskakuje i naprawdę daje radę.
Sabrina Spellman tym razem jest jeszcze bardziej mroczna. Coraz bardziej odkrywa swoje moce i nie zawsze wykorzystuje je w dobrych celach. Niektóre sceny spokojnie można zaliczyć do horroru. 2. sezon bardziej skupia się na magicznym świecie. Bohaterka spędza już mało czasu w zwyczajnej szkole i w towarzystwie śmiertelników. Wydarzenia w kontynuacji oscylują wokół Mrocznego Pana. Ma on wobec bohaterki niecne plany. Zbliża się Apokalipsa. Sabrina i wszyscy bohaterowie będą musieli się zjednoczyć. Co wybierze bohaterka? Czy pójdzie za głosem zła? Na jaw wyjdą skrywane dotąd tajemnice. Najmocniejszą stroną serialu są aktorzy. W 2. sezonie największą uwagę zwróciłam na postać Nicka ( w tej roli Gavin Leatherwood). Uważam, że w dużej mierze to on "robi" ten sezon. Gdyby twórcy pozostawili związek Sabriny z Harvey'em dużo by stracili. Nick wnosi powiew świeżości, intryguje i tworzy aurę tajemniczości. Między bohaterami czuć chemię, stali się jedną z moich ulubionych serialowych par. Nie mogę powiedzieć tego natomiast o nowym związku byłego chłopaka Sabriny. Tego wątku jakoś kompletnie nie kupuję. Pierwsze odcinki są dość nudnawe, ale warto przez nie przebrnąć, ponieważ wprowadzają w akcje, która z czasem znacznie nabiera tempa. Obserwujemy przemianę Sabriny, która dojrzewa i staje się pewną siebie, silną kobietą. W serialu odczuwa się feministyczne nastroje. Poruszone zostały także ważne, trudne tematy, których kompletnie się nie spodziewałam. Należy do nich wątek przyjaciółki Sabriny, która wewnętrznie czuje się mężczyzną. Dość odważny krok ze strony reżyserów. Szokujących scen nie brakuje. "Chilling Adventures..." urzeka przede wszystkim swoim klimatem. Scenografia, stroje, muzyka z lat 60., magiczne święta i obrzędy- to wszystko sprawia, że wykreowany świat porywa widza, uzależnia. Po finale czuć jednak pewien niedosyt, twórcy zostawiają furtkę do następnych sezonów, które zostały już potwierdzone. Nie mogę się doczekać!
Zalewski to dla mnie najlepszy męski głos w Polsce. Już od dawna chciałam wybrać się na jego koncert. Obecna trasa wyprzedała się w mig. Ja bawiłam się na koncercie w Gdańsku, który Zalewski odwiedził ponownie po 3 tygodniach od pierwszego koncertu. Dwa wyprzedane koncerty w tym samym mieście! Czyż istnieje lepsza rekomendacja?
Z racji, że Zalewski jest jednym z moich ulubieńców to nie miałam wątpliwości, że na scenie będzie ogień. To artysta wieloformatowy, który doskonale radzi sobie na różnych instrumentach. Zachwyca głosem, a przy tym wszystkim ma jeszcze siłę tańczyć. Nie odpuszcza nawet na minutę. Jest bezkonkurencyjny! Zawsze brzmi doskonale na żywo, a jego koncerty pełne są dobrej energii.
O ile Zalew dał z siebie wszystko, o tyle niestety nie mogę pochwalić organizatorów. Z pewnością muszą pomyśleć nad usprawnieniem sprawdzania biletów przy wejściu. Gigantyczna kolejka doprowadza do opóźnienia koncertu. Efekt psuło także nagłośnienie. Akustycy tym razem nie dali rady. To był duży minus koncertu.
Obecna trasa jest podsumowaniem dotychczasowego dorobku artystycznego Zalewa. Większość utworów pochodzi ze "Złota". Pojawiają się także covery, "Doloniedola" Niemena. Zalewski daje czadu. To, co dzieje się na scenie jest nie do opisania. On cały jest muzyką, ma ogromny talent.
Trzeba przyznać, że jego koncerty mają jedną wadę, zauważalną tylko dla tych, którzy uczęszczają na nie częściej- są dość przewidywalne. Artysta na każdym z nich od kilku lat mówi to samo do publiczności i muszę przyznać, że dla fanów staje się to nudne po pewnym czasie. Element zaskoczenia by się przydał. Warto by w końcu coś zmienić, ponieważ ponowne pojawienie się na trasie traci sens.
Jeśli jeszcze nie słyszeliście Zalewskiego na żywo, to koniecznie musicie to zmienić. Warto! To nadzieja polskiej muzyki! ;)
Fryderyki to gala, na którą czekam niczym na Oscary. Jestem wielką fanką polskiej muzyki i uważam, że mamy się czym pochwalić. Wielka gala już jutro! Poznajcie moje typy w najważniejszych kategoriach. MUZYKA ROZRYWKOWA 1. Autor roku: -Dawid Podsiadło -Kasia Lins -Katarzyna Nosowska - team Krzysztof Zalewki i Dawid Podsiadło - team Patryk Kumór/ Michał Pietrzak/ Dominic Buczkowski- Wojtaszek/ Jan Bielecki MÓJ TYP: Zalewski i Podsiadło, ale fajnie by było gdyby doceniono też Kasię Lins 2. Nowe wykonanie - projekt Albo Inaczej -Zalewski śpiewa Niemena -Brodka -Tulia -Warszawskie Combo Taneczne MÓJ TYP: Bezkonkurencyjnie Zalewski! 3. Teledysk roku - Podsiadło "Małomiasteczkowy" - Zuza Jabłońska "Powiedz mi to w twarz" -Natalia Nykiel "Łuny" -Nosowska "Nagasaki" - Męskie Granie "Początek" MÓJ TYP: "Początek" 4. Muzyka filmowa/ teatralna -muzyka do "Kamerdynera" - muzyka do spektaklu "Makbet" -Ultraviolet OST MÓJ TYP: "Kamerdyner" 5. Debiut - Baranovski - Tulia -Tęskno -Roksana Węgiel -Pola Rise MÓJ TYP: Baranovski lub Tęskno 6. Pop alternatywny - Barbara Wrońska - Kasia Lins - The Dumplings -Mela Koteluk - Pablopavo i ludziki MÓJ TYP: KIBICUJĘ KAŻDEMU 7.Utwór roku -"Małomiasteczkowy" Podsiadło -"Początek" Męskie Granie - "Nic tu po mnie" Szczygieł - "Nie dobiję się do ciebie" Zawiałow -" Nie ma mnie" Lanberry MÓJ TYP: "Początek" 8. Pop -Podsiadło -Domagała -Kasia Kowalska -Zbigniew Wodecki -Lanberry MÓJ TYP: oczarowana koncertem chciałabym, aby to Paweł Domagała zgarnął nagrodę Nagrody w tych i innych kategoriach zostaną rozdane już jutro. ;)
Nigdy nie byłam wielką fanką superbohaterów i filmów czy seriali z nimi związanymi. Diametralnie odmieniło się to za sprawą "The Umbrella Academy"- nowości od Netflixa. Wciągnęło mnie już od pierwszego odcinka.
Pewnego dnia w 1989 roku 43 kobiety rodzą dzieci w tym samym czasie. Żadna z nich nie była jednak w ciąży. Zaciekawiony miliarder postanawia odnaleźć jak najwięcej z nich. Adoptuje kilkoro i odkrywa ich moce. Poznajemy ich już jako dorosłych ludzi, którzy starają się wieść normalne życie. Po latach spotykają się na pogrzebie "ojca". Podejrzewają, że w jego śmierć zamieszane były osoby trzecie. Dodatkowo Numer 5 powraca z przyszłości i twierdzi, iż nadchodzi apokalipsa. Czy uda im się połączyć siły i uratować świat?
Największym atutem serialu jest jego nieprzewidywalność. Nie sposób odgadnąć, co wydarzy się za chwilę. To powoduje wysokie trzymanie w napięciu i emocje w każdej scenie. Podobały mi się kreacje bohaterów i to, jak wcieli się w nich aktorzy. Każdy stworzył odmienną, ciekawą postać. Mimo, iż są superbohaterami, to przedstawiono ich ludzkie twarze, problemy. Skupiono się uczuciach, co do tej pory rzadko zdarzało się w tym gatunku, a uplastyczniło bohaterów i sprawiło, że nie wydawali się płascy. Twórcy bawią się kamerą. W produkcji wykorzystano także znane utwory, które dopełniły całości. Efekty specjalne może nie są na zbyt wysokim poziomie, ale dają radę. Polecam i gwarantuję, że przepadniecie po pierwszym odcinku. ;)