Jedyne, co lubię jesienią i zimą to możliwość spędzania długich wieczorów z dobrym filmem lub książką. Co roku na Święta staram się znaleźć lekturę, która idealnie wprowadzi mnie w ich klimat. Od takiej pozycji oczekuję lekkości, a przy tym niebanalności. Przyznam szczerze, że do kupienia "Pocałunków w Nowym Jorku" skusiła mnie bardziej przepiękna okładka niż opis wydawcy (jestem okładkową sroką i tyle w temacie). Nie spodziewałam się za wiele i jakże ta książka mnie zaskoczyła!
Fabuła jest oczywiście dość prosta. Główna bohaterka to Charlotte- młodziutka dziewczyna, która przyjechała do Nowego Jorku spełniać marzenia, a tymczasem miasto przyniosło jej pasmo rozczarowań i złamane serce. Pragnie uciec z tego miasta jak najszybciej, ale wigilijny lot zostaje odwołany. Przeznaczenie sprawia, że na lotnisku wpada na Anthony'ego, którego właśnie rzuciła dziewczyna. Bohaterka znajduje pozostawiony przez kogoś poradnik, jak przetrwać rozstanie. Razem z Anthony'm postanawiają postępować według jego kroków i udają się w świąteczną przygodę po magicznym mieście w czasie której nie tylko uleczą złamane serce, ale także odnajdą siebie.
Wiem, opis ten brzmi bardzo banalnie i infantylnie, ale wierzcie mi, warto dać książce szansę. "Pocałunki..." mają przede wszystkim bardzo przemyślanych i dobrze wykreowanych bohaterów. Są dojrzali jak na swój wiek i przeżywają wiele trudnych chwil i
traum, dlatego myślę, że nawet dorośli mogą się z nimi utożsamić. Świąteczno- zimowy nastrój jest świetnym tłem, ale nie
zdominował powieści. Święta przejawiają się w niej bardziej jako czas spędzony z bliskimi, a nie wspominanie o choince w każdym zdaniu. Mimo to, jest to jedna z najbardziej klimatycznych książek, jakie czytałam. Za to wielki plus! Spodobał mi się także język autorki- prosty, pozbawiony wulgaryzmów i nie niedbały jak to często w przypadku młodzieżówek bywa. Historia płynie, akcja rozwija się w idealnym tempie. Czytelnik zżywa się z postaciami i odkrywa Nowy Jork wraz z nimi. Autorka tworzy romantyczny nastrój, ale nie jest on przesłodzony. Uczucie między bohaterami pojawia się bardzo powoli w wyniku wielu głębokich, szczerych rozmów, co powoduje, że w tę miłość można uwierzyć. Co jakiś czas trafiają się humorystyczne momenty, ale nie brakuje także wielu chwil wzruszeń. To opowieść o rozstaniach, tęsknocie, odnajdywaniu siebie, przeznaczeniu i ryzyku, które czasem trzeba podjąć na drodze do szczęścia.
"Pocałunki w Nowym Jorku" są idealną pozycją na zimowy wieczór. To lekka, przyjemna, a przy tym nieinfantylna lektura, która otula niczym ciepły koc.
sobota, 4 stycznia 2020
piątek, 3 stycznia 2020
W-ŚWIECIE-KULTURY NA SPOTIFY- PLAYLISTA NA STYCZEŃ
Czytelnicy, którzy są ze mną od dłuższego mogą pamiętać, że kiedyś cyklicznie dodawałam wpisy z muzycznymi nowościami, hitami miesiąca. Spisy te były dość czaso- i pracochłonne. Ich wadą było także ograniczenie w ilości piosenek, ponieważ post zawierał udostępnione z serwisu YouTube teledyski. Z czasem moje muzyczne listy na blogu zanikły, a premierowe piosenki pojawiały się tylko i wyłącznie na Fb. Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam, że spróbujemy rozwiązania w postaci aplikacji Spotify, która umożliwia tworzenie własnych playlist i ich udostępnianie. Zobaczymy jak będzie się to sprawdzać, czy będziecie chętnie korzystać z takiego rozwiązania. Stay tuned!
Co miesiąc będą pojawiały się playlisty z premierowymi utworami, nowościami i tym, czego aktualnie w danym okresie słucham. Playlista będzie aktualizowana wraz z upływem miesiąca.
Styczniowa playlista jest mocno klubowa- idealna na karnawał, ale znajdują się na niej także polskie akcenty. Premierowe utwory będą dodawane.
ULUBIONE W STYCZNIU:
Link do playlisty TUTAJ
1. Nea- Some Say
2. Era Istrefi- Bonbon
3.The Black Eyed Peas, J Balvin - RITMO (Bad Boys For Life)
4.SAINt JHN - ROSES (Imanbek Remix)
5.Gaullin- Moonlight
6.Drake, Bad Bunny-Mia
7. Maluma- 11 PM
8. Jubël - On The Beach
Co miesiąc będą pojawiały się playlisty z premierowymi utworami, nowościami i tym, czego aktualnie w danym okresie słucham. Playlista będzie aktualizowana wraz z upływem miesiąca.
Styczniowa playlista jest mocno klubowa- idealna na karnawał, ale znajdują się na niej także polskie akcenty. Premierowe utwory będą dodawane.
ULUBIONE W STYCZNIU:
Link do playlisty TUTAJ
1. Nea- Some Say
2. Era Istrefi- Bonbon
3.The Black Eyed Peas, J Balvin - RITMO (Bad Boys For Life)
4.SAINt JHN - ROSES (Imanbek Remix)
9. Taco- Fiji
10. Burak Yeter- My Life Is Going On
11.Miyagi & Эндшпиль feat. Рем Дигга - I Got Love
12. The Neighbourhood- Sweater Weather
13. Meek, Oh Why?, Sarsa- Zachód
14. Meek, Oh Why?- Dżentelmen
15. Ed Sheeran - South of the Border (feat. Camila Cabello & Cardi B)
16. Niall Horan- Nice To Meet Ya
17. Indina Menzel- Into The Unknown ("Kraina lodu 2")
18.Lil Lil Nas X - Old Town Road ft. Billy Ray Cyrus
19. MEDUZA- Lose Control
20. Kanye West- Closed On Sunday
21. TONES AND I - DANCE MONKEY
22. Billie Eilish- everything i wanted
23. Daria Zawiałow- Gdybym Miała Serce
24. Cigarettes After Sex- Heavenly
25. KARAŚ/ROGUCKI- 1996
26. Bovska- Będę przy Tobie
27. Bovska- Leżałam
28. Natalia Przybysz- Ogień
29. Justin Bieber- Yummy
Dajcie znać, czy podoba Wam się nowa forma moich playlist!
środa, 1 stycznia 2020
WIELKIE OCZEKIWANIA KONTRA RZECZYWISTOŚĆ- RECENZJA 1. SEZONU "WIEDŹMINA"
Wiele oczekiwałam od "Wiedźmina" Netflixa. Z resztą nie tylko ja, bo wiele oczekiwał od serialu cały świat. Sporą cegiełkę dołożył do tego sam Netflix promocją serialu, jakiej od długiego czasu nie było. Patrząc po recenzjach na różnych forach widzowie są podzieleni na tych, którzy są rozczarowani produkcją i na tych zachwyconych. Przyznam szczerze, że 1. sezon wywołał we mnie bardzo mieszane uczucia. Zacznijmy jednak od początku...
1. sezon "Wiedźmina" jest próbą zekranizowania kultowej sagi Andrzeja Sapkowskiego o Geralcie z Rivii, która popularność zyskała głównie za sprawą gier. Geralt jest wiedźminem, czyli zmutowanym człowiekiem, który poluje na potwory. W każdym odcinku widz towarzyszy mu podczas różnych przygód, coraz więcej dowiadując się o bohaterze. Wiedźmina w "Wiedźminie" nie jest jednak aż tak dużo, bowiem dla mnie sezon ten zdominowała postać Yennefer- dziewczyny, o powykręcanym ciele, posiadaczki potężnych mocy. Poznajemy jej przeszłość, drogę do ujarzmienia mocy. Trzecią z wiodących postaci jest Ciri- księżniczka upadłej Cintry, która uciekła w momencie bitwy. Losy owej trójki połączy nić przeznaczenia.
WADY:
Sceny z Geraltem, Yennefer i Ciri przeplatają się, lecz nie są w porządku chronologicznym. To główny zarzut kierowany w kierunku serialu. Przeskoki te są dosyć chaotyczne. Doceniam jednak zamysł, aby ukazywana przeszłość, teraźniejszość połączyły się w pewnym momencie w całość. Widz, który nie czytał książki gubi się i myślę, że warto by było dodać chociażby dopisek czasowy. Wiele by to ułatwiło. Potwory, smok także mogą rozczarowywać. Odcinki są bardzo nierówne. Moim ulubionym jest finał, ale bywały takie, które nudziły mnie większość czasu. Często miałam wrażenie, że część scen jest zupełnie po nic i nie wnosi zbyt wiele do rozwoju akcji, a wręcz ją spowalnia. Najgorzej wypada wątek Ciri. Brakuje mi trochę tej słowiańskości, która mogłaby przejawiać się chociażby w muzyce. Wad, jak na produkcję takiej rangi jest nadzwyczaj dużo.
ZALETY:
Nie sposób zignorować obecność wad, ale pomimo ich dużej liczby ma się wielką ochotę obejrzeć 1. sezon jednym ciągiem. Przedstawiony świat pochłania. Najjaśniejszym punktem jest bez wątpienia odtwórca roli Geralta, czyli Henry Cavill. Odnalazł się rewelacyjnie, mimo porcelanowej urody i z przyjemnością się na niego patrzy. Widać, że jest to rola jego życia i spełnia się w niej stuprocentowo. Śmiało można rzec, że dobór aktorów udał się tutaj w każdym przypadku. Ekranizacja nie utraciła humoru. Podobały mi się także sceny walk, charakteryzacje, scenografia. Sympatię zyskuję także towarzysz Geralta- Jaskier, grający na lutni bard. Gwarantuję Wam, że piosenka "Toss A Coin To Your Witcher " nie wyjdzie z Waszej głowy przez bardzo długi czas. Co bardzo mnie zadziwiło to dubbing na bardzo wysokim poziomie. Finał spójnie zamyka cały sezon i wywołuje ciekawość dalszego rozwoju wydarzeń.
PODSUMOWANIE:
1. sezon "Wiedźmina" daje radę, jeśli traktujemy go jako wprowadzenie do całego serialu: zapoznanie z bohaterami, przedstawionym światem i jest dobrą prognozą na przyszłe sezony. Sam Bagiński powiedział, że z Lauren dopiero uczyli się "Wiedźmina" i po 2. sezonie możemy spodziewać się więcej. Trzymam za słowo! Nie kryję swojego rozczarowania, spowodowanego wieloma wadami produkcji. Na pewno nie mogę napisać, że serial pochłonął mnie do reszty i jestem nim zachwycona, ale czas spędzony na oglądaniu był niewątpliwie przyjemny. Myślę, że bańka oczekiwań przed premierą była po prostu za duża. W 2019 roku dostaliśmy wiele niesamowitych seriali i już nie tak łatwo zachwycić odbiorcę, a wszelkie niedociągnięcia nie zostają wybaczone.
Jakie emocje wywołał u Was "Wiedźmin"?
1. sezon "Wiedźmina" jest próbą zekranizowania kultowej sagi Andrzeja Sapkowskiego o Geralcie z Rivii, która popularność zyskała głównie za sprawą gier. Geralt jest wiedźminem, czyli zmutowanym człowiekiem, który poluje na potwory. W każdym odcinku widz towarzyszy mu podczas różnych przygód, coraz więcej dowiadując się o bohaterze. Wiedźmina w "Wiedźminie" nie jest jednak aż tak dużo, bowiem dla mnie sezon ten zdominowała postać Yennefer- dziewczyny, o powykręcanym ciele, posiadaczki potężnych mocy. Poznajemy jej przeszłość, drogę do ujarzmienia mocy. Trzecią z wiodących postaci jest Ciri- księżniczka upadłej Cintry, która uciekła w momencie bitwy. Losy owej trójki połączy nić przeznaczenia.
WADY:
Sceny z Geraltem, Yennefer i Ciri przeplatają się, lecz nie są w porządku chronologicznym. To główny zarzut kierowany w kierunku serialu. Przeskoki te są dosyć chaotyczne. Doceniam jednak zamysł, aby ukazywana przeszłość, teraźniejszość połączyły się w pewnym momencie w całość. Widz, który nie czytał książki gubi się i myślę, że warto by było dodać chociażby dopisek czasowy. Wiele by to ułatwiło. Potwory, smok także mogą rozczarowywać. Odcinki są bardzo nierówne. Moim ulubionym jest finał, ale bywały takie, które nudziły mnie większość czasu. Często miałam wrażenie, że część scen jest zupełnie po nic i nie wnosi zbyt wiele do rozwoju akcji, a wręcz ją spowalnia. Najgorzej wypada wątek Ciri. Brakuje mi trochę tej słowiańskości, która mogłaby przejawiać się chociażby w muzyce. Wad, jak na produkcję takiej rangi jest nadzwyczaj dużo.
ZALETY:
Nie sposób zignorować obecność wad, ale pomimo ich dużej liczby ma się wielką ochotę obejrzeć 1. sezon jednym ciągiem. Przedstawiony świat pochłania. Najjaśniejszym punktem jest bez wątpienia odtwórca roli Geralta, czyli Henry Cavill. Odnalazł się rewelacyjnie, mimo porcelanowej urody i z przyjemnością się na niego patrzy. Widać, że jest to rola jego życia i spełnia się w niej stuprocentowo. Śmiało można rzec, że dobór aktorów udał się tutaj w każdym przypadku. Ekranizacja nie utraciła humoru. Podobały mi się także sceny walk, charakteryzacje, scenografia. Sympatię zyskuję także towarzysz Geralta- Jaskier, grający na lutni bard. Gwarantuję Wam, że piosenka "Toss A Coin To Your Witcher " nie wyjdzie z Waszej głowy przez bardzo długi czas. Co bardzo mnie zadziwiło to dubbing na bardzo wysokim poziomie. Finał spójnie zamyka cały sezon i wywołuje ciekawość dalszego rozwoju wydarzeń.
PODSUMOWANIE:
1. sezon "Wiedźmina" daje radę, jeśli traktujemy go jako wprowadzenie do całego serialu: zapoznanie z bohaterami, przedstawionym światem i jest dobrą prognozą na przyszłe sezony. Sam Bagiński powiedział, że z Lauren dopiero uczyli się "Wiedźmina" i po 2. sezonie możemy spodziewać się więcej. Trzymam za słowo! Nie kryję swojego rozczarowania, spowodowanego wieloma wadami produkcji. Na pewno nie mogę napisać, że serial pochłonął mnie do reszty i jestem nim zachwycona, ale czas spędzony na oglądaniu był niewątpliwie przyjemny. Myślę, że bańka oczekiwań przed premierą była po prostu za duża. W 2019 roku dostaliśmy wiele niesamowitych seriali i już nie tak łatwo zachwycić odbiorcę, a wszelkie niedociągnięcia nie zostają wybaczone.
Jakie emocje wywołał u Was "Wiedźmin"?
poniedziałek, 23 grudnia 2019
NETFLIX Z FILMOWĄ PROPOZYCJĄ NA ŚWIĘTA- RECENZJA "DWÓCH PAPIEŻY"
11 lutego 2013 roku światem wstrząsnęła wieść o rezygnacji ze sprawowanego stanowiska papieża Benedykta XVI (Josepha Razingera). Do tamtej pory papieże pełnili tę funkcję aż do śmierci. Następcą Benedykta wybrany został kardynał Jorge Bergoglio (papież Franciszek), reprezentujący skrajnie różne poglądy od jego poprzednika. Obecnie mamy zatem "dwóch papieży". Te przełomowe dla Kościoła katolickiego wydarzenia stały się inspiracją do wyprodukowania poruszającego filmu, który przedstawia trudną drogę do przyjaźni Benedykta XVI i Franciszka, konfrontuje obu papieży i ukazuje prawdę o człowieku i jego słabościach.
Fabuła koncentruje się na kilku spotkaniach Razingera i Bergoglio, począwszy od wyboru tego pierwszego na papieża. Widz obserwuje aktorski kunszt Anthony'ego Hopkinsa i Jonathana Pryce'a. Przyjemnie obserwuje się ich konfrontacje. W produkcjach takich jak ta bardzo ważną rolę odgrywają dialogi, które w tym przypadku są świetnie napisane i pasują do każdego z bohaterów. To, a także znakomite wcielenie się w postaci przez odtwórców głównych ról powoduje, że ma się wrażenie realnego podglądania tego, co naprawdę działo się w tamtym okresie w Watykanie. W pewnym momencie zapomniałam, że patrzę na aktorów, a nie prawdziwego Franciszka i Benedykta. To ogromna zaleta produkcji. Proces ten wzmacnia ciekawe prowadzenie kamery, momentami nieco niedbałe, spoglądające zza pleców. Doskonale wpleciono także urywki z prawdziwych nagrań pogrzebu Jana Pawła II czy konklawe. Zaskoczeniem były dla mnie retrospekcje z życia kardynała Bergoglio dotyczące odnalezienia powołania, ale także kontrowersyjnej współpracy z rządzącą niegdyś w Argentynie juntą wojskową.
Filmu tego w moich oczach nie sposób jednak oceniać w kategorii biograficznej. O wielu wątkach jak np. pedofilii w Kościele, na którą oko przymykał Benedykt, tylko się tu wspomina, chcąc uniknąć kontrowersji. Dla mnie jest to produkcja przedstawiająca przede wszystkim zderzenie dwóch różnych poglądów, a także międzyludzkich relacji mimo owych różnic. Fabularnie całość jest dialogiem między człowiekiem konserwatywnym a tym, który dostrzega potrzebę zmian. Pięknie ukazano jak te dwa światy mogą się wzajemnie uzupełniać i stworzyć relację przyjaźni, której obrazem są ostatnie sceny. "Dwóch papieży" pozbywa się patosu, a zamiast tego przedstawia ludzkie słabości i upadki. Co najważniejsze jednak- nie ocenia. W ten sposób ma trafiać do każdego widza, bez względu na wyznanie wiary. Wielką zaletą produkcji są także humor i muzyka. Mamy okazję podziwiać także urokliwe wnętrza Kaplicy Sykstyńskiej czy Pałacu Apostolskiego, które zapierają widzowi dech w piersiach.
"Dwóch papieży" to znakomita propozycja na święta. Film ma wiele zalet, wśród których największą jest niewiarygodna gra aktorska. Produkcję ogląda się niezwykle przyjemnie, a przy tym ma ona charakter dydaktyczno-moralizatorski. Myślę, że śmiało można stwierdzić, iż jest to jeden z najlepiej zrealizowanych filmów 2019 roku.
Fabuła koncentruje się na kilku spotkaniach Razingera i Bergoglio, począwszy od wyboru tego pierwszego na papieża. Widz obserwuje aktorski kunszt Anthony'ego Hopkinsa i Jonathana Pryce'a. Przyjemnie obserwuje się ich konfrontacje. W produkcjach takich jak ta bardzo ważną rolę odgrywają dialogi, które w tym przypadku są świetnie napisane i pasują do każdego z bohaterów. To, a także znakomite wcielenie się w postaci przez odtwórców głównych ról powoduje, że ma się wrażenie realnego podglądania tego, co naprawdę działo się w tamtym okresie w Watykanie. W pewnym momencie zapomniałam, że patrzę na aktorów, a nie prawdziwego Franciszka i Benedykta. To ogromna zaleta produkcji. Proces ten wzmacnia ciekawe prowadzenie kamery, momentami nieco niedbałe, spoglądające zza pleców. Doskonale wpleciono także urywki z prawdziwych nagrań pogrzebu Jana Pawła II czy konklawe. Zaskoczeniem były dla mnie retrospekcje z życia kardynała Bergoglio dotyczące odnalezienia powołania, ale także kontrowersyjnej współpracy z rządzącą niegdyś w Argentynie juntą wojskową.
Filmu tego w moich oczach nie sposób jednak oceniać w kategorii biograficznej. O wielu wątkach jak np. pedofilii w Kościele, na którą oko przymykał Benedykt, tylko się tu wspomina, chcąc uniknąć kontrowersji. Dla mnie jest to produkcja przedstawiająca przede wszystkim zderzenie dwóch różnych poglądów, a także międzyludzkich relacji mimo owych różnic. Fabularnie całość jest dialogiem między człowiekiem konserwatywnym a tym, który dostrzega potrzebę zmian. Pięknie ukazano jak te dwa światy mogą się wzajemnie uzupełniać i stworzyć relację przyjaźni, której obrazem są ostatnie sceny. "Dwóch papieży" pozbywa się patosu, a zamiast tego przedstawia ludzkie słabości i upadki. Co najważniejsze jednak- nie ocenia. W ten sposób ma trafiać do każdego widza, bez względu na wyznanie wiary. Wielką zaletą produkcji są także humor i muzyka. Mamy okazję podziwiać także urokliwe wnętrza Kaplicy Sykstyńskiej czy Pałacu Apostolskiego, które zapierają widzowi dech w piersiach.
"Dwóch papieży" to znakomita propozycja na święta. Film ma wiele zalet, wśród których największą jest niewiarygodna gra aktorska. Produkcję ogląda się niezwykle przyjemnie, a przy tym ma ona charakter dydaktyczno-moralizatorski. Myślę, że śmiało można stwierdzić, iż jest to jeden z najlepiej zrealizowanych filmów 2019 roku.
środa, 27 listopada 2019
DOJRZAŁE TEKSTY, EMOCJE W GŁOSIE- RECENZJA PŁYTY "JAK MALOWAĆ OGIEŃ" NATALII PRZYBYSZ
Do tej pory nie należałam do grona fanów Natalii Przybysz. Byłam świadoma jej wielkiego talentu, ale dotychczasowa twórczość jakoś do mnie nie przemawiała. Usłyszałam utwór "Ogień" i wszystko się zmieniło. Natalia mnie zaczarowała.... Im dalej wsłuchiwałam się w najnowszy album, tym czar bardziej się umacniał.
Płyta "Jak malować ogień" ma wszystko, czego ja oczekuje od dobrej płyty. Przede wszystkim ujmuje mnie dojrzałymi, emocjonalnymi tekstami, pełnymi metafor, będącymi bilansem dzisiejszych czasów i opowieścią kobiety, które wiele już przeżyła. W tych tekstach czuć melancholię, którą dopełnia wspaniała muzyka. Natalia śpiewa z takimi emocjami w głosie, lekkością, nie popisując się i nie przesadzając, bo wiem, że nic już nie musi udowadniać.
To jest w moich oczach własnie taka płyta: podsumowanie pewnego okresu życia, momentami gorzkie, artystki, która pozwala sobie na ukazanie siebie w pełnej okazałości, w prawdzie, bez tabu.
Świetnie słucha się tego albumu właśnie teraz- jesienią, w szare i ponure dni. Z całości wypływa niebiański spokój, błogość.
Czaruje już sama okładka płyty.... Bardzo wiele zdradza o tym, jaki klimat znajdziemy w środku. Warto wspomnieć, że produkcja była w pełni ekologiczna.
Na płytę składa się 10 piosenek. Rozpoczynamy od utworu "Ogień". "Muszę się nauczyć, jak malować ogień./ W tych czasach niespokojnych słowa są jak noże..."- śpiewa Natalia niskim głosem do dźwięków elektrycznej gitary. Wszystko trochę mroczne, ale jak na początek płyty, to świetnie wprowadza w całość. Chwalę także za teledysk.
Dalej mamy bardziej energetyczne "Kochamy się źle", "Cienie". Przechodzimy do jednego z moich ulubionych utworów, czyli "Ciepłego wiatru". Ta piosenka mnie hipnotyzuje!
Elektryczne brzmienie zapewnia "Wyspa", a także "Że Jestem". W podobnym klimacie pozostaje "Po naszej stronie". "Przestrzeń" to jeden z najbardziej dojrzałych utworów na płycie. Artystka ocenia dzisiejszy świat: "Mieliśmy stąd wyjechać, bo wycinają drzewa.". Bonusem jest cover Maanam. Całość pięknie zamyka "Słodka Herbata z Cytryną". Słuchacz czuje się właśnie, jak po wypiciu gorącej herbaty w mroźny wieczór.
Nowa płyta Przybysz otula jesienią niczym ciepły koc. Dojrzałość płynąca z niej ujmuje słuchacza, a klimat oczarowuje!
środa, 13 listopada 2019
W POSZUKIWANIU ODPOWIEDZI NA NAJWAŻNIEJSZE PYTANIA- RECENZJA SERIALU "SZUKAJĄC ALASKI"
Ekranizacje książek Johna Greena zawsze stają się hitami. Tym razem twórcy stworzyli nie film a mini-serial na podstawie "Szukając Alaski". Niewątpliwie udało im się oddać klimat historii, a całość ogląda się bardzo przyjemnie.
Główny bohater Miles to wycofany, zamknięty w sobie nastolatek. Ma przedziwną pasję- zapamiętuje ostatnie słowa znanych ludzi. Jest typem myśliciela i wciąż poszukuje odpowiedzi na pytanie, jaki jest sens życia i do czego tak naprawdę dążymy. Poukładane i nudne życie zaburza wyjazd do szkoły z internatem. Miles czuje, że musi się usamodzielnić, a jednocześnie intuicja podpowiada mu, że to właśnie tam znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytania. Zakochuje się w tajemniczej dziewczynie o imieniu Alaska. Odnajduje prawdziwych przyjaciół, którzy są wsparciem w trudnych chwilach. Wspólnie spędzają czas na robieniu żarcików, piciu, paleniu, ale też ważnych rozmowach. Alaska oznacza jednak także kłopoty. Dziewczyna niewątpliwie zmaga się z czymś trudnym, o czym niechętnie mówi. Jej zachowanie niepokoi przyjaciół, ale czy będą w stanie obronić ją przed nią samą?
Bardzo cieszę się, że powstają takie książki, takie seriale i filmy jak "Szukając Alaski". Ukazują prawdziwą młodzież i uświadamiają pewne ważne rzeczy nastolatkom. Nasi bohaterowie nie są przerysowani, jak to bywa w serialach young adult. To wielka zaleta produkcji. Obserwujemy zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, którzy bywają smutni, mają problemy, które przeplatają się jednak z chwilami szczęścia. Samo życie. "Szukając Alaski" ma ciepły klimat, który chwyta widza za serce. Być może chodzi tu o lato, o tą beztroskę. Akcja prowadzona jest powoli, ze stopniowaniem napięcia. Na pochwałę zasługuje gra aktorska. Ja nie miałam wrażenia, że to są aktorzy. Wydawało mi się przez cały seans, że podglądam gdzieś z oddali paczkę prawdziwych przyjaciół. Doświadczamy tutaj całego wachlarza emocji. Finałowe odcinki to wyciskacze łez!
W serialu nie brakuje dialogów, które kryją w sobie życiową prawdę. Na ich kanwie rozgrywa się ta historia. Główny bohater szuka odpowiedzi i po części je znajduje. To opowieść o bólu, samotności, stracie, "labiryncie cierpienia", ale także nadziei i życiu tu i teraz.
Ważna pozycja i dla młodych ludzi, i tych nieco starszych!
niedziela, 3 listopada 2019
NETFLIX Z APETYTEM NA OSCARA- RECENZJA "KRÓLA"
Timothée Chalamet zachwycił mnie już w "Tamte dni, tamte noce". Kolejne filmy z jego udziałem tylko udowadniały mi wagę jego talentu. Po seansie "Mojego, pięknego syna" powiedziałam do mamy: "Przypatrz się dokładnie temu chłopakowi, bo będzie o nim głośno. Według mnie to najlepszy aktor młodego pokolenia". Ostatnio obejrzałyśmy razem "Króla", w którym Chalamet wciela się w tytułową rolę Henryka V. Seans tylko potwierdził moje słowa. Młody aktor zachwyca i sprawia, że widz nie może oderwać od niego wzroku. Jest bardzo wiarygodny, doskonale oddaje emocje, świetnie wypada w dramatycznych monologach. Przy tym wszystkim nie jest jednak przesadzony i sztuczny, zachowuje naturalność. Co lubię w nim najbardziej to fakt, że w każdej roli jest inny i gra w odmienny sposób.
"Król" to historia życia Henryka V. Z początku wszyscy podchodzą do niego sceptycznie jako do władcy Anglii. W ich oczach jest przede wszystkim buntowniczym i zdradzieckim synem. On jednak chce rządzić na swój sposób. Pragnie pokoju. Niestety w wyniku wielu wydarzeń i spisków wplątuje się w konflikt z Francją. Młody król stanie przed wieloma trudnymi wyborami. Warto wspomnieć, że scenariusz powstał na podstawie dzieł Szekspira.
Netflix chce tym filmem powalczyć o Oscara. Czy im się to uda? Zobaczymy... Produkcja jest bez wątpienia na wysokim poziomie. Jej największymi zaletami są dopracowane sceny bitewne, charakteryzacje i scenografie. Całą robotę robi dla mnie jednak gra aktorska Chalameta. Zdecydowanie przyćmił on Roberta Pattinsona. Film ogląda się przyjemnie mimo, że fabularnie nie zachwyca i chwilami nudzi. Zakończenie jednak było dla mnie dość nieoczekiwane i wywołało zaskoczenie. Filmy historyczne rządzą się swoimi prawami. Zarys historyczny często schodzi na drugi plan, a skupiamy się na aktorach, miejscach, kostiumach. Tak jest i w tym przypadku.
Mimo że "Król" na wielu płaszczyznach (szczególnie, jeśli chodzi o scenariusz) rozczarowuje, to warto go obejrzeć. Dajcie się zachwycić znakomitej grze aktorskiej, ukazaniu emocji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


