Produkcja ma kilka wad. Przede wszystkim zabrakło mi emocji w głównej bohaterce. Odtwórczyni roli Mulan spłyciła postać. Zabrakło mi także odrobiny humoru.
niedziela, 20 września 2020
NAJNOWSZA, AKTORSKA WERSJA "MULAN"- CZY DORÓWNUJE TEJ ANIMOWANEJ SPRZED LAT?
Produkcja ma kilka wad. Przede wszystkim zabrakło mi emocji w głównej bohaterce. Odtwórczyni roli Mulan spłyciła postać. Zabrakło mi także odrobiny humoru.
środa, 26 sierpnia 2020
"POWER"- NOWOŚĆ NETFLIXA, KTÓRA ZASKAKUJE
Filmy akcji Netflixa jak do tej pory nie reprezentowały wysokiego poziomu. Z tego powodu dość długo zwlekałam z obejrzeniem nowości platformy. Sam pomysł jak i obsada napawały optymizmem.
Produkcja jest idealną propozycją na weekendowy wieczór. Nie miałam wielkich oczekiwań, ale całość oglądało mi się bardzo przyjemnie. Realizacja nie jest pozbawiona wad. "Power" nie powoduje rewolucji kina i nie zostaje w głowie na długo, ale z powodzeniem wypełnia piątkowy seans. Film niewątpliwie broni gra aktorska. Jamie Foxx przyciągnął moją uwagę. "Power" trzyma w napięciu, kilka razy zaskakuje. Efekty jak dla mnie na dość satysfakcjonującym poziomie. Całości dopełnia przyjemna ścieżka dźwiękowa. Największym atutem jest z pewnością sam koncept, pomysł na fabułę. Polecam!
niedziela, 5 lipca 2020
"GDYBY OCEAN NOSIŁ TWOJE IMIĘ" TRAFIA W SERDUCHO!- RECENZJA KSIĄŻKI
niedziela, 28 czerwca 2020
"TAMTE DNI, TAMTE NOCE" 20 LAT PÓŹNIEJ- RECENZJA KSIĄŻKI "ZNAJDŹ MNIE"
"Znajdź mnie" to tak naprawdę zbiór kilku opowiadań, czym autor według mnie już na starcie strzela sobie w kolano. Ku zaskoczeniu pierwsza część dotyczy ojca Elia- Samuela. Mężczyzna wiele przeszedł i czuje, że już nic na niego w życiu nie czeka. W pociągu spotyka młodą kobietę, która zmienia wszystko. Między tym dwojgiem bardzo szybko rodzi się uczucie. Nie przypadło mi do gustu poprowadzenie tego wątku, nie udało mi się uwierzyć w tę relację. Część ta jednak obfitowała w wiele życiowych przemyśleń i umiejętnie ukazywała emocje. Kolejne strony przenoszą nas do Elia, który rozwija muzyczną karierę. Na jego drodze niespodziewanie pojawia się dużo starszy mężczyzna, który rozbudza skrywane pragnienia. Bardzo mało jest natomiast Oliviera. To wszystko sprawia, że w mojej opinii nie można tej książki traktować jako kontynuacji "Tamtych dni, tamtych nocy".
Co wciąż działa na plus to styl autora. Aciman świetnie kreuje bardzo plastyczny świat, pełen metafor, emocji. Z tego powodu powieść czyta się przyjemnie. Z pewnością jest to jeden z najlepiej ukazujących uczucia autorów. To książka o pragnieniach, skrywanych uczuciach, zagubieniu, ale także o chęci posiadania wpływu na los i podejmowaniu odważnych decyzji. Autor ukazuje miłość w różnych obliczach.
Mimo kilku dobrych momentów uważam, że kontynuacja była zupełnie niepotrzebna. Jedynym plusem jest styl autora i wykreowany przez niego świat.
wtorek, 16 czerwca 2020
POLSKA PRODUKCJA, KTÓRĄ POKOCHAŁ CAŁY ŚWIAT- RECENZJA SERIALU "W GŁĘBI LASU"
sobota, 13 czerwca 2020
CZY MIMO WSZYSTKO 4. SEZON "13 POWODÓW" SIĘ UDAŁ?- OMÓWIENIE FINAŁU SERIALU (SPOJLERY)
Pierwsza scena informuje nas o śmierci jednego z bohaterów. Pewnie, gdyby nie ona nie oglądałabym tego sezonu tak szybko. Powodowała mną jednak ciekawość. Sprytnie wykorzystany zabieg. Nim dowiadujemy się, czyj pogrzeb obserwujemy zostajemy przeniesieni 6 miesięcy wcześniej. Bohaterowie wciąż żyją śmiercią Bryce'a i Monty'ego. Czują się winni z powodu wrobienia tego ostatniego w morderstwo. W związku z tym wydarzeniem w liceum pojawia się tajemniczy Winston. Chce dowieść niewinności Monty'ego i jest przekonany, że to Clay i jego przyjaciele stoją za zbrodnią. Każdy z bohaterów zmaga się ze swoimi problemami. Clay'a męczą ataki paniki, wciąż widzi duchy zmarłych. Te sceny są według mnie bardzo nieudane, dziwne. Justin wychodzi z odwyku, ale okazuje się, że czekają na niego inne przeciwności losu. Stacza się Zack, pogrążając smutki w alkoholu. Jessica zaczyna spotykać się z przystojnym sportowcem-Diegiem. Alex poznaje siebie i za sprawą zbliżenia się do Winstona zaczyna rozumieć, że jest gejem. Tony zaczyna brać udział w walkach. Przy tym wszystkim starają się być normalnymi nastolatkami. Wybierają studia, szykują bal maturalny.
Właściwie przez cały sezon nie wiele się dzieje. Trochę tego, trochę tamtego. Widoczny brak pomysłu. Z jednej strony mamy kilka osób, które podejrzewają, że Monty został wrobiony i chcą tego dowieść. Ostatecznie nic z tego nie wynika. Nie ma ciągu przyczynowo-skutkowego. Stan psychiczny Clay'a i jego czyny momentami denerwują widza. Nie da się mu już współczuć, gdyż wszystkie emocje wydają się bardzo przerysowane. Nie przepadałam za postacią Ani i cieszę się, że jest jej tutaj mniej niż poprzednio. Nierealny jest także wątek walki uczniów ze szkołą. Wydarzenia z 9 odcinków spokojnie możnaby zmieścić w 4. Połowa jest bowiem niepotrzebna i nic nie wnosi. Zdecydowanie najwięcej dzieje się w finale. Justin choruje na AIDS i jego stan jest poważny. Szpitalne sceny są bardzo wzruszające. W pewnym momencie bohater oddycha tylko i wyłącznie za pomocą respiratora. To ciężki wątek. Justin umiera w męczarniach. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Stawiałam bardziej na ponowne morderstwo lub samobójstwo. Uważam, że Justin zasługiwał na szczęśliwe zakończenie, gdyż już wygrzebywał się z nałogu i mógł zacząć szczęśliwe i wolne życie. Bardziej zrozumiała byłaby dla mnie śmierć Tylera, Alexa, Zacka czy nawet już Clay'a, który poniekąd prosił się o nią cały sezon. Przeryczałam ten odcinek. Trochę czuje jakby twórcy zagrali na moich emocjach. Podobały mi się natomiast końcowe przemowy. Czy to dobrze, że po raz kolejny bohaterowie nie zostali ukarani?- kwestia sporna. Mimo wszystko finalizacja serialu była na dobrym poziomie. Cieszę się, że pokazano nam moment ukończenia liceum i zwrócono uwagę na kilka ważnych spraw. Momentami było sentymentalnie, a tego oczekuje od finału.
Serial powinien zakończyć się na 2. sezonie, co niestety się nie stało. Zabrakło pomysłu, a to, co otrzymaliśmy nie może satysfakcjonować. Na pewno jest zaskakująco, ale nie na tyle, aby uznać sezon za udany.
Jakie są Wasze opinie? Jestem ciekawa!
środa, 27 maja 2020
BŁYSKOTLIWIE O RODZINNYCH RELACJACH- RECENZJA FILMU "KŁAMSTEWKO"
Billi to Chinka wychowująca się w Ameryce. Studiuje w Nowym Jorku. Jest bardzo związana ze swoją babcią. Tym bardziej przeżywa wiadomość o jej śmiertelnej chorobie. Babci pozostało według lekarzy kilka miesięcy życia. Chińczycy mają jednak w zwyczaju nie mówić choremu członkowi rodziny o stanie jego zdrowia. Tak też postanawia rodzina Billi, co stanowczo nie podoba się dziewczynie. Nie zgadza się z opinią krewnych i uważa, że babcia powinna wiedzieć, że zostało jej kilka miesięcy życia.
Wszyscy chcą spędzić czas z chorą, więc organizują rodzinny zjazd pod pretekstem ślubu jednego z kuzynów. Uroczystość jest fikcją, co staje się źródłem wielu zabawnych wątków.
"Kłamstewko" wzbudza wiele emocji. Bawi, a momentami wzrusza i umiejętnie balansuje między dwoma stanami. Miejsca, kolorystyka tworzą klimat. Aktorzy świetnie wcielili się w role. Prosta forma porusza widza i sprawia, że zaczyna się doceniać otaczających bliskich. Z ekranu płynie ciepło. Akcja płynie powoli, więc film nie przypadnie do gustu wszystkim. Produkcja nie ocenia i pozostawia widza z wieloma pytaniami. To do niego należy ostateczna odpowiedź, czy kłamstwo jest złe czy może być uzasadnione. Film kontrastuje także kulturę Wschodu z Zachodem.
"Kłamstewko" to przyjemna produkcja, która zwraca uwagę na wagę rodzinnych więzów, potrzebę otaczania się bliskimi i wyzwalającą (lub nie) prawdę.


