niedziela, 3 marca 2019

SERIAL "THE UMBRELLA ACADEMY"- ŚWIEŻE SPOJRZENIE NA SUPERBOHATERÓW

Nigdy nie byłam wielką fanką superbohaterów i filmów czy seriali z nimi związanymi. Diametralnie odmieniło się to za sprawą "The Umbrella Academy"- nowości od Netflixa. Wciągnęło mnie już od pierwszego odcinka.

Pewnego dnia w 1989 roku 43 kobiety rodzą dzieci w tym samym czasie. Żadna z nich nie była jednak w ciąży. Zaciekawiony miliarder postanawia odnaleźć jak najwięcej z nich. Adoptuje kilkoro i odkrywa ich moce. Poznajemy ich już jako dorosłych ludzi, którzy starają się wieść normalne życie. Po latach spotykają się na pogrzebie "ojca". Podejrzewają, że w jego śmierć zamieszane były osoby trzecie. Dodatkowo Numer 5 powraca z przyszłości i twierdzi, iż nadchodzi apokalipsa. Czy uda im się połączyć siły i uratować świat?


Największym atutem serialu jest jego nieprzewidywalność. Nie sposób odgadnąć, co wydarzy się za chwilę. To powoduje wysokie trzymanie w napięciu i emocje w każdej scenie. Podobały mi się kreacje bohaterów i to, jak wcieli się w nich aktorzy. Każdy stworzył odmienną, ciekawą postać. Mimo, iż są superbohaterami, to przedstawiono ich ludzkie twarze, problemy. Skupiono się uczuciach, co do tej pory rzadko zdarzało się w tym gatunku, a uplastyczniło bohaterów i sprawiło, że nie wydawali się płascy. Twórcy bawią się kamerą. W produkcji wykorzystano także znane utwory, które dopełniły całości. Efekty specjalne może nie są na zbyt wysokim poziomie, ale dają radę. 
Polecam i gwarantuję, że przepadniecie po pierwszym odcinku. ;)

poniedziałek, 25 lutego 2019

OSCAROWY NAJLEPSZY FILM "GREEN BOOK"- MOJA RECENZJA

Jak wiadomo, z przyznawaniem Oscarów różnie bywa i czasem decyzje jury są nieuzasadnione i nie pokrywają się z faworytami przeciętnego widza. W tym roku statuetka w najważniejszej kategorii, czyli dla najlepszego filmu powędrowała do "Green Book". Czy zasłużenie? 

Już sam zwiastun bardzo przypominał mi "Nietykalnych", których bardzo lubię. Miałam dobre przeczucia, co do "Green Book" i z pozytywnym nastawieniem rozpoczęłam seans.
Tony to typ brutala, cwaniaka. Rozpoczyna pracę jako szofer u czarnoskórego muzyka, który jest jego przeciwieństwem. Razem wybierają się w trasę koncertową i to wokół niej skupia się fabuła. Zabierają ze sobą tytułowy Green Book, czyli przewodnik dla podróżujących Afroamerykanów. Akcja filmu dzieje się bowiem w latach 60., czyli czasach, kiedy to odmienny kolor skóry był powodem prześladowań. Przemieszczanie się po Ameryce było dla czarnoskórych nie lada wyzwaniem. Wielu przeszkód związanych z nietolerancją, ale nie tylko, doświadczają także nasi bohaterowie. Podróż zmienia ich. Uczą się siebie nawzajem, a każdy powoduje metamorfozę drugiego. Odmienność ich charakterów niekiedy staje się przyczyną kłótni, ale najczęściej jest lekcją. 




Ten film tworzą odtwórcy głównych ról i to im powinno się zawdzięczać jego sukces. Mahershala Ali słusznie otrzymał Oscara. Na nagrodę zasłużył także jego kompan Viggo Mortensen. Aktorzy wytworzyli między swoimi postaciami niesamowitą chemię. Grali prawdziwie, z lekkością. Wspaniale odnaleźli się w swoich rolach. Przekonali do siebie każdego widza i nie sposób ich nie lubić. 

"Green Book" bawi, ale także i poucza. Niewątpliwie uśmiech gości na ustach widza przez większość seansu. Mnie ten humor totalnie kupił. Lekkość w tym przypadku idzie jednak w parze z przekazaniem wartościowych treści. Zrealizowany bardzo skrupulatnie i przyjemny dla oka. Podobieństwo do "Nietykalnych" jest bardzo widoczne, ale to nie umniejsza produkcji. Fabuła się różni, czas powstania filmu także powoduje, iż jest on zrealizowany w odmienny sposób. Oba filmy łączą same pozytywy i myślę, że bohaterów "Green Book" także zapamięta się na długo tak jak w przypadku "Nietykalnych", do których chętnie wracam.  To znaczące podobieństwo sprawia jednak, że w moich oczach "Green Book" nie niesie w sobie niczego odkrywczego. Mimo że jest pięknym obrazkiem, to według mnie Oscara powinna zdobyć produkcja, która więcej wniosła do świata kinematografii np. "Faworyta". 

"Green Book" to film o przyjaźni mimo różnic, relacjach międzyludzkich, tolerancji i odmienności, która może połączyć a nie dzielić. Polecam!

sobota, 23 lutego 2019

REWELACYJNE WIDOWISKO!- RELACJA Z KONCERTU PAWŁA DOMAGAŁY

Emocji, których doświadczyłam na koncercie Pawła Domagały nie da się opisać. Trafia on na szczyt moich ulubionych. Trasa artysty jest bez wątpienia widowiskowa. 



Koncert rozpoczął się dość punktualnie. Pierwsze utwory były spokojniejsze, mniej znane słuchaczowi, co miało dopiero wprowadzić publiczność w klimat. Po kilkunastu minutach to, co zaczęło wyprawiać się na scenie było nie do opisania. Niesamowita energia i głos, który na żywo brzmi o wiele lepiej niż w radiu. Domagała zaprezentował piosenki z nowej, jak i starej płyty. Te bardziej dynamiczne przeplatane były ze spokojniejszymi. Największym atutem było dopracowanie tego wydarzenia w każdym calu, na miarę światową. Całości pięknie dopełniało oświetlenie, dopasowane za każdym razem do nastroju.

 

Domagała pokazał się z jak najlepszej strony. Kontaktu z publicznością może pozazdrościć mu każdy artysta. Każdy z jego żartów wprawiał w świetny humor. Uśmiałam się, ale nie obyło się także od innych emocji, bowiem przy jednym z utworów uroniłam łzy. Dykcja wokalisty sprawiała, że zwracało się uwagę na głęboki tekst, każde słowo wybrzmiewało z wielką siłą. Paweł sporo opowiadał o swoich piosenkach, co odkrywało ich sens. 


Nie sposób nie pochwalić także instrumentalistów. Publiczność dwa razy nagrodziła cały zespół owacjami na stojąco. Koncert trwał 2h. Słuchacze niechętnie opuścili sale i muszę przyznać, że z chęcią wybrałabym się na koncert Domagały jeszcze raz. Nie spodziewałam się, że będzie to takie widowisko!




środa, 20 lutego 2019

"KAMERDYNER" UCZTĄ DLA OKA- RECENZJA FILMU

Piękny filmowy plakat, dobór aktorów, piosenka Korteza, nagrody- to wszystko zachęcało mnie od dawna, aby obejrzeć "Kamerdynera".  Miałam wielkie oczekiwania i nadzieje na dobry polski film w tej kategorii. Nie zawiodłam się ani trochę. 


Widz obserwuje losy rodu von Kraussów na przestrzeni 45 lat i towarzyszące temu historyczne wydarzenia na terenach Kaszub. W pierwszych scenach poznajemy Mateusza, który po śmierci biologicznej matki zostaje przygarnięty zaraz po porodzie przez hrabinę. Wychowuje się w pałacu Kraussów. Jako bękart, mimo intelektu i muzycznego talentu, nie zostaje wysłany na studia. Z czasem dojrzewa w nim uczucie do Marity- córki Klaussów. Zakazana miłość niejeden raz zostanie wystawiona na próbę. Z drugiej strony obserwujemy historię jego ojca chrzestnego- Miotke, prawdziwego Kaszuba, który będzie walczył o przyłączenie Kaszub do II Rzeczpospolitej. Wraz z upływem lat konflikt między Niemcami a Kaszubami narasta.  


To, co czaruje widza to niezwykłe prowadzenie kamery i ukazywanie każdego pomieszczenia, zastawy stołowej czy zegara w szczególny sposób, co przypomina mi ekranizację np. "Pana Tadeusza". Z czasem ma się wrażenie, że to historia jest głównym bohaterem filmu, co przyćmiewa niekiedy bohaterów. Jestem pod wielkim wrażeniem gry Janusza Gajosa i jego języka kaszubskiego. Odtwórcy innych ról także stanęli na wysokości zadania, choć momentami zabrakło mi emocji. Bohaterowie nadają tajemniczości i tworzą nastrój grozy. Film trwa prawie 3h i w moim odczuciu mógłby być trochę krótszy. Niewątpliwym atutem jest oprawa muzyczna. Twórcy zadbali o każdy szczegół. Urzekły mnie scenografie, stroje. Widz darzy sympatią bohaterów i przeżywa ich perypetie. Ukazanie zakazanej miłości na tle ważnych momentów w dziejach społeczności nadaje ciężkiej tematyce odrobiny lekkości. Dobrze, że zwraca się uwagę na te wydarzenia w historii, dla których zabrakło miejsca w podręcznikach i o których mało kto wie. Z tego powodu to bardzo ważny film. Warto dodać, iż produkcja zajęła 4 lata, co widać na ekranie kina. Tak dopracowanego pod każdym względem filmu o losach Polski dawno nie było. Filip Bajon zasługuje na wielkie brawa.


Jest to uczta dla oka, ale także mądra i wartościowa produkcja z rozmachem. Polecam!




środa, 13 lutego 2019

ZGUBIĆ SIĘ, ODNALEŹĆ SIĘ- RECENZJA KSIĄŻKI "DROGI EVANIE HANSENIE"

"Drogi Evanie Hansenie" to książka, która powstała na podstawie musicalu o tym samym tytule. Jego twórcy chcieli w ten sposób przekazać historię większej liczbie odbiorców. Fani musicalu już od dłuższego czasu domagali się jego papierowej wersji i ich żądania zostały spełnione.
Evan Hansen urzeka i wciąga do reszty. Nic dziwnego, że ma tylu wielbicieli na całym świecie. Dołączam do nich także ja!


Evan jest samotnym nastolatkiem, pogrążonym w depresji. Za namową psychologa pisze do siebie listy. Przez przypadek jeden z nich trafia w ręce Connora, który niedługo po tym popełnia samobójstwo, a list to jedyne, co znajduje się przy jego ciele. "Drogi Evanie Hansenie..."- czytają rodzice zmarłego i zastanawiają się, co łączyło Evana z ich synem. Wszyscy wnioskują, że główny bohater i Connor byli najlepszymi przyjaciółmi. Evan nie wyprowadza ich z błędu i brnie w kłamstwa. Jego życie drastycznie się zmienia. Rodzice Connora poświęcają mu sporo czasu, bohater zakochuje się w siostrze zmarłego- Zoe. Już nie jest samotnikiem, a istnienie zaczyna mieć sens. Czy prawda wyjdzie na jaw? Jak czyjaś śmierć wpływa na życie ludzi wokół?

Książkę, mimo dość poważnej tematyki, czyta się bardzo lekko. Czytelnik od razu zaprzyjaźnia się z postacią Evana, współczuje mu i wybacza wszelkie kłamstwa. Akcja prowadzona jest w bardzo przemyślany sposób, w odpowiednim tempie, tak, że przez ani jeden moment nie można się nudzić. Trzyma w napięciu i nie jest przewidywalna, co jest ogromnym plusem. Autorzy znakomicie oddają emocje bohatera. Ciekawym rozwiązaniem, które wiele wnosi są rozdziały, w których do głosu dochodzi Connor. 
Opowieść czasem bawi, czasem wzrusza i skłania do refleksji.

Historia Evana Hansena ma zwrócić uwagę na coraz większą liczbę samobójstw wśród młodych ludzi. Evan i Connor toprzedstawiciele pokolenia samotników, którzy czują się niezrozumiani przez rodziców, niewidzialni i wołają o pomoc. Z każdym kolejnym rozdziałem obserwujemy przemianę głównego bohatera, która przypomina o tym, jak bardzo potrzebujemy innych ludzi i jak ich obecność na nas wpływa.

Bardzo mądra, ciekawa lektura, która wiele wnosi i mimo smutnego przebiegu wydarzeń pozostawia czytelnika z nadzieją.
Polecam!

wtorek, 18 grudnia 2018

THE CHAINSMOKERS "SICK BOY"- RECENZJA ALBUMU

The Chainsmokers zaskoczyli wszystkich nowych albumem. "Sick Boy" prezentuje się świetnie. To połączenie wielu gatunków, z przewagą klubowego brzmienia. Album z łatwością znajdzie swoich wielbicieli, jest bardzo uniwersalny. 

Rozpoczynamy od "This Feeling" i przyznam, że nie spodobał mi się ten utwór. Jest w moim odczuciu nijaki. Za to kolejny "Beach House" jest jednym z moich ulubionych, szczególnie refren. Głos wokalisty brzmi tu rewelacyjnie, intrygująco. Przechodząc dalej, dostajemy niesamowity banger. "Hope" uwielbiam zarówno pod względem muzycznym i tekstowym. 



Zespół współpracuje z wieloma artystami, także mało znanymi, co bardzo w nich cenię. "Somebody" i "Side Effects" to zaskakujące piosenki, oryginalne. Najmocniejszy utwór albumu to tytułowy "Sick Boy", w którym zespół zostawia na chwilę styl, z którym go kojarzymy i prezentuje się w innym repertuarze. Jestem wielką fanką tej piosenki. Sympatią darzę także "Everybody Hates Me"- wnosi potrzebny płycie pazur. "Siren" nawiązuje do dubstepu. Cenię sobie refren "You Owe Me". Płytę zamyka mocno klubowy i dubstepowy numer "Save Yourself". Brakuje mi na koniec piosenki, która wyciszyła by atmosferę, spuentowała całość. 


Podsumowując, uważam, że płyta jest bardzo udana i przyjemnie się jej słucha. Fani zespołu z pewnością się nie zawiodą. Album zawiera kilka perełek- ciekawych oryginalnych utworów, które szczególnie przypadły mi do gustu.


niedziela, 2 grudnia 2018

AKTORSKI KUNSZT LADY GAGI I BRADLEY'A COOPERA W "NARODZINACH GWIAZDY"- RECENZJA FILMU

"Narodziny gwiazdy" to arcydzieło! Zarówno Lady Gaga jak i Bradley Cooper wspięli się na wyżyny aktorstwa. Muzyczny aspekt filmu jest znakomitym dopełnieniem całości. Smutna historia, wyciskacz łez...

Cooper wciela się w rolę gwiazdy światowego formatu. Kiedy przeżywa kryzys i jego kariera chyli się ku upadkowi przypadkowo poznaje Ally. Dostrzega jej talent i pragnie pokazać go światu. Między tym dwojgiem rodzi się uczucie. Związek rozkwita, podobnie jak kariera Ally, podczas gdy postać Jacksona schodzi na bok. Z czasem dochodzą problemy z alkoholem i małżeństwo musi stawić im czoła. Czy bohater poradzi sobie z utratą sławy, zazdrością? Czy miłość potrafi nas uratować?


Ten film tworzy duet Lady Gagi i Coopera. Nie spodziewałam się, że wokalistka tak dobrze wypadnie w tej roli. Ona została napisana po prostu dla niej. Bradley tworzy natomiast postać tak różną od tych, które grał dotychczas, że aż ciężko go poznać. To najlepszy komplement dla aktora. Czuć między nimi chemię, tworzą odpowiedni klimat także każdym gestem, spojrzeniem. Bez dwóch zdań to są oscarowe role! 

Kamera prowadzona jest dość wolno, ale w idealnym tempie. Emocje są dobrze dawkowane. Na pochwałę zasługują także charakteryzacje. Jak dla mnie można było wycisnąć jeszcze więcej z fabuły, zabrakło mi rozbudowania pewnych wątków. To jednak nie umniejsza produkcji.
To jest smutna opowieść. Mimo, że postać Lady Gagi przyćmiewa Jacksona to film skupia się w dużej mierze na jego psychice, jego problemach. Wielka miłość nie była w stanie go uratować. Z jednej strony mamy pełne pasmo sukcesów, a z drugiej mentalną porażkę człowieka nad samym sobą. Końcówka tego filmu wzrusza i nakłania do refleksji, napawa smutkiem.


Największym atutem jest oczywiście muzyka! Soundtrack jest cudowny. Uwielbiam sceny, gdzie Gaga i Cooper śpiewają razem. Są dla siebie muzycznie stworzeni.

Nie spodziewałam się, że film będzie aż tak dobry. Aktorskie i muzyczne mistrzostwo na dużym ekranie. Fabularnie może odrobinę mi czegoś zabrakło, ale to świetna produkcja na wysokim poziomie.